Demolka na Suzanne Lenglen. Pierwsza z Polek już po meczu w Roland Garros
Zagrać na Court Suzanne Lenglen w obecności niemal 10 tysięcy widzów, do tego pod dachem - to dla tenisistek z drugiej setki rankingu WTA olbrzymie wydarzenie. A do takiej potyczki doszło w poniedziałek, w pierwszej rundzie kwalifikacji French Open. Maja Chwalińska została w nich rozstawiona z "8", była zdecydowaną faworytką w potyczce z Alice Rame. Dwa sety wyłoniły zawodniczkę, która zagra o finałową batalię na Stade Roland Garros.

Dla Igi Świątek, Magdaleny Fręch i Magdy Linette rywalizacja w Roland Garros zacznie się najwcześniej w niedzielę, wtedy ruszy faza 1/64 finału w głównej części drugiego w tym roku Wielkiego Szlema. Szansę na grę w głównej części turnieju mają jednak także i trzy inne Polki. Maja Chwalińska i Katarzyna Kawa zostały nawet rozstawione w kwalifikacjach, Linda Klimovicova - nie.
Jako pierwsza z nich ruszyła do gry o marzenia Chwalińska. 24-letnia zawodniczka z Bielska-Białej w kwietniu spisywała się doskonale, wygrała turniej WTA 125 w Oeiras. Awansowała na 113. miejsce w rankingu, już tak bliskie wymarzonej pierwszej setki, do której dąży jako dwunasta Polka w historii.
A później była krótka przerwa, rywalizacja w ITF w Oksytanii, wreszcie próba poprawienia rankingu w WTA 125 w Parmie. Nie udało się, w tym drugim, w potyczce z Federicą Urgesi, Maja skreczowała po pierwszym secie. I to właśnie stanowiło powód do niepokoju. Dziś na Stade Roland Garros pojawiła się z dużym bandażem na prawym udzie.
Tyle że w grze żadnych problemów, na szczęście, nie było widać.
Roland Garros 2026. Maja Chwalińska zaczęła kwalifikacje. Alice Rame rywalką na Court Suzanne Lenglen
Court Philippe Chatrier i Court Suzanne Lenglen - dwa największe stadiony w kompleksie tenisowym Rolanda Garrosa - są zwykle zarezerwowane dla gwiazd. I dla reprezentantów Francji, dopóki ci znajdują się w rywalizacji, choć ostatnio - zwłaszcza u pań - nie trwa to długo.
Dziś szansę na tym pięknym obiekcie dostała właśnie Chwalińska, bo jej rywalką była 28-letnia Alice Rame. I to właściwie jedyna możliwość, bo centralny stadion w kwalifikacjach nie jest jeszcze udostępniany, na nim dziś trenować będą m.in. Naomi Osaka i Marta Kostiuk. Gdy przed godz. 13 nad Laskiem Bulońskim zaczęło lać, kontynuowany był tylko mecz Chwalińskiej. Momentalnie bowiem zasunięto dach. A 10-tysięczne trybuny były wypełnione.

Maja zaś spisywała się od początku tak, jak miesiąc temu w Oeiras. Wtedy, w drodze do tytułu, trzy sety wygrała do zera, w meczach z Beatriz Haddad Maią, Simoną Waltert czy Sinją Kraus miała olbrzymią przewagę.
Dziś scenariusz był bardzo podobny.
Turniej w Paryżu ma to do siebie, że organizatorzy na bieżąco pokazują dokładne statystyki. Także te serwisowe. Gdyby Chwalińska potrafiła uderzać piłkę z taką mocą, jaka jest pewnie średnia w całym tourze, to przy swoich umiejętnościach technicznych byłaby blisko czołówki. W pierwszym secie jej najmocniejszy serwis miał prędkość 150 km/godz, średnia pierwszego to 137, drugiego zaś 124. Gwiazdy reagują w takich sytuacjach agresywnymi returnami, Rame tak nie potrafiła. A do tego miała problemy z rotacjami, które nadawała piłce reprezentantka Polski.
Pierwszy set trwał 32 minuty, był popisem Chwalińskiej. Wygrała go 6:0, ale chodziło też o lekkość, z jaką poruszała się po korcie. Rame, 192. na światowej liście, zaledwie o jedną pozycję niżej niż jej rekordy kariery ze stycznia, nie miała za wiele do powiedzenia. Gdy tylko próbowała zejść do siatki, Maja ją lobowała. A i topspiny spełniały swoją rolę.
Na starcie drugiego seta pojawił się jednak break point dla Francuzki, kibice na trybunach zareagowali owacją. A później zobaczyli świetną akcję, w której Rame atakowała, Maja się broniła. By znów znakomitym lobem przejąć inicjatywę, a forhendem wzdłuż linii zdobyć punkt. Chwalińska znakomicie poruszała się po korcie, czuła grę rywalki, czego nie można powiedzieć o Alice. Różnica umiejętności była bardzo widoczna, wysokie prowadzenie Mai nie dziwiło.

W drugim gemie Polka miała dwie okazje na przełamanie, tu jednak doszło w końcu do gigantycznej radości kilku tysięcy fanów tenisa na Suzanne Lenglen. Rame nie tylko grała odważnie, ale i trafiała. Wypracowała szansę na gema, Chwalińska mogła się jeszcze wybronić, bo miała ku temu dwie doskonałe okazje. Jej smecz wylądował jednak w siatce - było 1:1.
Gdy Polka zdołała jednak przełamać Rame, miała już stan 3:1, wszystko wskazywały na powolny koniec tej potyczki. Alice zdołała jednak sama wywalczyć breaka, kilka odważnych akcji zmieściło się w korcie. A później wyrównała nawet na 3:3.
Kibicom na Court Suzanne Lenglen trzeba oddać to, że potrafili docenić piękne akcje Chwalińskiej. Jej rywalka też takie miała, dwa razy w jednym gemie zaskoczyła Polkę skrótami. Ale trzeci już nie doleciał - było więc przełamanie dla Mai na 5:3. A kolejny gem zakończył spotkanie. Chwalińska wygrała 6:0, 6:3 - po 81 minutach rywalizacji.
O finał kwalifikacji zagra z lepszą z pary: Polina Jacenko - Carole Monnet.












