Chwalińska już świętuje. A to nie koniec. WTA dosadnie ws. Polki
Nadszedł wielki dzień, w którym Maja Chwalińska powalczy o kontynuację swojej pięknej przygody, grając z Anną Kalinską o półfinał Rolanda Garrosa. Niezależnie od końcowego wyniku starcia z Rosjanką, 24-letnia Polka i tak opuści stolicę Francji jako wygrana. WTA już odnotowuje, że nasza reprezentantka może świętować, bo jej cel został wypełniony. I zabierając w jej sprawie głos przed meczem, nazywa Maję Chwalińską w osobliwy sposób.

Maja Chwalińska ostatnią polską nadzieją Rolanda Garrosa, walczącą o wiekoszlemowy półfinał - taki scenariusz wydawał się jeszcze przed startem rywalizacji daleki od możliwej realizacji. I to delikatnie mówiąc. W sporcie nie ma jednak rzeczy niemożliwych. Zwłaszcza, gdy świetna forma i pomysł na grę połączy się z odpowiednim podejściem mentalnym. A to mieszanka, dzięki której Maja Chwalińska odprawiała dotąd w Paryżu kolejne rywalki.
Mistrzyni olimpijska Qinwen Zheng, Belgijka Elise Mertens i 49. rakieta świata Maria Sakkari i Diane Parry - to przeciwniczki, które 24-latka ma na swoim rozkładzie w głównej drabince. Kolejną może być Anna Kalinska. To właśnie rosyjska tenisistka będzie rywalką Polki w dzisiejszym ćwierćfinale. Ćwierćfinale, przed którym głos zabrał oficjalny portal WTA, zapowiadający także starcie Diany Sznajder z Aryną Sabalenką.
WTA przed ćwierćfinałami Rolanda Garrosa. Wprost o Mai Chwalińskiej
Organizacja zarządzająca kobiecym tenisem zaznacza, że niezależnie od tego, co wydarzy się dzisiaj na korcie centralnym, Maja Chwalińska zdążyła rozsławić swoje nazwisko. I już może świętować - przynajmniej realizację celu, jaki założyła sobie na cały sezon.
- Świat poznał Chwalińską ze względu na przebieg jej drogi. Nieoczekiwanie jest ostatnią Polką, która została w drabince. Leworęczna tenisistka wyrzuciła z niej Qinwen Zheng, Elisę Mertens, Marię Sakkari i Francuzkę Diane Parry po meczu 1/8 finały na Philippe Chartier. W poniedziałek Chwalińska powiedziała mediom, że jej celem na ten sezon był awans do najlepszej setki w rankingu. I z łatwością przekroczy tę granicę w najbliższy poniedziałek - czytamy.
WTA jest także pod wrażeniem tego, co 24-latka wyprawia na paryskiej mączce, zawsze atakując z pozycji numer dwa.
Ona wie, że jest underdogiem w każdym meczu i ta mentalność pozwoliła jej grać w grę, w którą chce grać. Ta scena jest dla niej nowa. Zaakceptowała to, nie stawiając oczekiwań
Przy okazji Maja Chwalińska została nazwana "Kopciuszkiem", który kontynuuje swój bieg. I miejmy nadzieję, że Anna Kalinska nie zdoła go przerwać.











