0:6, 0:6 ze Świątek, powtórki już nie było. Szokujący bajgiel w Paryżu
Rzadko kiedy finał wielkiego turnieju kończy się wynikiem 6:0, 6:0. No chyba że jedną z jego uczestniczek jest Iga Świątek, która w taki sposób "potraktowała" w 2021 roku w Rzymie Karolinę Pliskovą, a w zeszłym roku w Wimbledonie - Amandę Anisimovą. Polka i Amerykanka zaczną swoje zmagania dopiero za kilka dni, będą rozstawione. A Czeszka ruszyła do boju już dzisiaj - pierwszy raz od 2012 roku musiała grać w kwalifikacjach. I zaczęła je od trwającego 19 minut seta z Koreanką Yeon Woo Ku seta 0:6. Zaczęły wracać koszmary sprzed pięciu lat.

Do niedzieli na Stade Roland Garros w stolicy Francji będzie jeszcze dość spokojnie, choć większość gwiazd już przebywa w Paryżu i korzysta w tamtejszej infrastruktury. Dla Igi Świątek, Aryny Sabalenki czy Coco Gauff to jednak dopiero okres przygotowania do turnieju, który zdominowały rok temu. Polka wczoraj trenowała tuż po Białorusince, dziś zaś dzieliła Court Philippe Chatrier wspólnie z Hailey Baptiste. Najpierw wspólnie trenowały, później rozegrały sześć gemów, z których cztery padły łupem Igi.
Zawodniczki z najlepszej setki rankingu WTA z połowy kwietnia poznają swoje ścieżki w głównej części zmagań już w czwartek. Od wczoraj zaś na kilkunastu kortach odbywa się rywalizacja w kwalifikacjach - m.in. z udziałem trzech Polek. W poniedziałek swój mecz wygrała Maja Chwalińska, przegrała zaś Linda Klimovicova. Na wtorek zaplanowano pierwszą potyczkę Katarzyny Kawy.
Turniej Roland Garros zacznie rozgrzewać kibiców w najbliższy weekend - od niedzieli do wtorku odbędą się wszystkie spotkania pierwszej rundy. Co najmniej 16 miejsc jest jednak przewidzianych dla tenisistek, które już grają w kwalifikacjach. Mimo rezygnacji Pauli Badosy, Danielle Collins czy Wiktorii Azarenki, są jednak na liście tenisistki, które jeszcze niedawno były gwiazdami. I grały w decydujących spotkaniach Wielkich Szlemów. Wystarczy powiedzieć choćby o Beatriz Haddad Mai, Sloane Stephens, Biance Andreescu czy Karolinie Pliskovej.
Roland Garros. Trwa walka o głóną drabinkę. Zaskakujący przebieg spotkania byłej liderki rankingu
Czeszka niedawno wróciła na kort po bardzo długiej przerwie. Próbowała już jesienią zeszłego roku, ale wtedy było jeszcze za wcześnie. Australian Open zaczęła jako... 1057. zawodniczka w rankingu WTA, dotarła do trzeciej rundy. Niedawno zaś były już ćwierćfinały w Linzu i Madrycie, później czwarta runda w Rzymie. Dziś jest już 109. na liście WTA, ale i tak w Paryżu, a później w Londynie będzie musiała przebijać się przez kwalifikacje.
Wydawało się, jednak, że pierwsza runda dla 34-letniej Czeszki będzie formalnością - o 23-letniej Koreance Yeon Woo Ku niewielu fanów tenisa zapewne słyszało. Teraz to zawodniczka z początku trzeciej setki klasyfikacji WTA, nigdy w karierze nie wygrała z tą z TOP 100, a tam za chwilę powinna być znów Pliskova. Była liderka światowego rankingu, która w kwalifikacjach w Paryżu musiała grać pierwszy raz od 2012 roku. A w 2107 była tu w półfinale.
Tymczasem po 19 minutach to Azjatka miała na koncie zapisanego seta - i to wygranego w stosunku 6:0. Pliskova wygrała łącznie 10 punktów, z tego cztery w ostatnim gemie, gdy miała dwie okazje na uniknięcie bajgla.

Wtedy przypomniał się nie tyle może mecz Igi Świątek z Anastazją Potapową z French Open 2024, gdy Polka po 40 minutach wygrała w 1/8 finału "rowerem". A ten z udziałem Polki i Karoliny Pliskovej z finału Internazionali d'Italia z wiosny 2021. Owszem, niespełna 20-letnia Iga była już wtedy mistrzynią French Open, ale to jednak Pliskova została wyżej rozstawiona w Rzymie. Mecz o tytuł trwał 46 minut, zakończył się wynikiem 6:0, 6:0 na korzyść podopiecznej Piotra Sierzputowskiego.
Nigdy później Karolina już tak wysoko nie przegrała, dziś miała problemy do połowy drugiego seta. Yeon Woo Ku wygrywała w nim 3:2 - i na tym jej passa się skończyła. Siedem kolejnych gemów padło łupem starszej z zawodniczek, Pliskova miała już wszystko pod kontrolą. Wygrała 0:6, 6:3, 6:1 - i to jednak ona zagra o finał kwalifikacji.














