Jako pierwsza awans do półfinału turnieju WTA 1000 w Toronto wywalczyła Iga Świątek, która rozbiła Dianę Sznajder. Później do Polki dołączyła Elina Switolina, ostatnie półfinalistki poznaliśmy z kolei w nocy z wtorku na środę czasu polskiego. O finał zagra Coco Gauff, która nawet nie musiała rozgrywać ćwierćfinału, ponieważ jej rywalka Belinda Bencic oddała mecz walkowerem z powodu kontuzji. Amerykanka w kolejnym spotkaniu zmierzy się z Jeleną Rybakiną.
Kazaszka, podobnie jak Switolina, w ćwierćfinale rozegrała trzysetowy bój. Wiceliderka rankingu WTA przegrała pierwszego seta w starciu z Naomi Osaką 4:6, w drugim przegrywała już 2:4, ale doprowadziła do tie-breaka. W tym była o dwa punkty od odpadnięcia z turnieju, jednak finalnie to ona była górą, doprowadzając do kolejnej partii. A w tej przypieczętowała awans do półfinału.
Takiego obrotu spraw Tomasz Wiktorowski mógł się nie spodziewać. Osaka, z którą Polak współpracuje już od roku, była na dobrej drodze do wygrania tego spotkania. Rybakina zdołała jednak odwrócić losy rywalizacji, zaskakując tym byłego szkoleniowca Igi Świątek oraz japońską tenisistkę. Jak to się stało? O kulisach po meczu opowiedziała sama zainteresowana.
WTA Toronto. Jelena Rybakina o kulisach meczu z Naomi Osaką
Urodzona w Moskwie zawodniczka już podczas wywiadu przeprowadzonego na korcie bez ogródek przyznała, że po prostu "próbowała walczyć". "Pierwszy gem meczu był naprawdę trudny, bo kosztował mnie seta (to było jedyne przełamanie w tym secie - przyp. red.), a w drugim starałam się po prostu utrzymać wynik, nawet jeśli przegrywałam. Jestem bardzo szczęśliwa, że wygrałam ten mecz" - przyznała.
Bardziej szczegółowo Rybakina mecz ze swojej perspektywy zrelacjonowała później podczas konferencji prasowej. Kazaszka wyznała, że mając świadomość świetnego serwisu Osaki, starała się po prostu nie pozwolić rywalce na zyskanie większej przewagi, a do tego dokładała agresywną grę. To zresztą skutkowało popełnianiem niewymuszonych błędów, w pierwszym secie wiceliderka rankingu popełniła ich aż 23.
To właśnie serwis rywalki był czymś, na czym szczególnie koncentrowała się Rybakina.
Starałam się powtarzać sobie: Zacznij od punktu, po prostu spróbuj odebrać, a jeśli trafi dobrym serwisem, to gratulacje dla niej
Sama Kazaszka przyznała, że również pracuje nad tym elementem gry. Wprawdzie od początku turnieju w Toronto jej serwis momentami szwankował i popełniała podwójne błędy, ale robi postępy. Nieustannie uczy się także "czytać" serwis rywalki, co nie zawsze jest łatwe.
"Z powodu warunków czasami tracę umiejętność czytania. Ważne jest, aby włożyć całą energię w serwis. Zawsze staramy się adaptować, dostosowywać do warunków, więc zawsze musimy nad tym pracować" - skwitowała.
Te wypowiedzi Rybakiny to także wiadomość dla Wiktorowskiego, który już wie, nad czym musi pracować jego podopieczna, by wygrywać z najlepszymi. Ze słów Kazaszki wynika, że utrzymanie wysokiego poziomu serwisu przez cały mecz i różnorodność w tym elemencie są czymś, co może zaskoczyć nawet tak klasowe rywalki jak wiceliderka rankingu WTA.












