Znamy trzecią półfinalistkę WTA Finals. Na ten wynik czekała Aryna Sabalenka
Czwartek jest ostatnim dniem rywalizacji w fazie grupowej WTA Finals - to zarazem dzień prawdy dla trzech tenisistek z grupy Steffi Graf: Aryny Sabalenki, Jessiki Peguli i Coco Gauff. Każda miała los w swoich rękach, już pierwsze spotkanie między Pegulą a Jasmine Paolini miało wyłonić kolejną półfinalistkę, obok Jeleny Rybakiny i Amandy Anisimovej. I wyłoniło, po zaledwie 63 minutach zmagań Włoszki z Amerykanką.

W środę poznaliśmy końcową kolejność w grupie Sereny Williams - tej, w której występowała Iga Świątek. Już po dwóch spotkaniach, w tym i zwycięstwie Jeleny Rybakiny nad naszą zawodniczką, było jasne, że Kazaszka w piątek powalczy w półfinale. Obok niej promocję miała wywalczyć lepsza ze starcia Igi Świątek z Amandą Anisimovą. Finalistki Wimbledonu stoczyły zacięte spotkanie, trzysetowe, ale po ostatnim punkcie cieszyła się Amerykanka. I to ona awansowała do półfinału z drugiej pozycji.
Dziś zaś kończyła zmagania grupa Steffi Graf - tu po dwóch kolejkach było jasne jedynie to, że w półfinale zabraknie Jasmine Paolini. Włoszkę w Rijadzie dopadła jakaś infekcja, z dnia na dzień słabła, choć już przed turniejem odwołała jedną z konferencji prasowych. A przecież była tu jedyną, która musiała grać codziennie, bo łączyła singiel z deblem.
Tyle że w jej przypadku nie wyszło to na dobre, nie miała nawet kiedy się podleczyć. I zakończyła rywalizację w obu specjalizacjach już na fazie grupowej, choć przecież w deblu były z Errani rozstawione z jedynką.
Jej dzisiejsze spotkanie z Pegulą miało jednak bardzo istotne znaczenie. Wygrana 2:0 Amerykanki dawała jej przepustkę do półfinału, w przypadku 2:1 cieszyłaby się już przed swoim meczem Aryna Sabalenka. A Pegula musiałaby czekać na wynik ostatniego starcia liderki rankingu z Coco Gauff.
WTA Finals. Jessica Pegula kontra Jasmine Paolini w szóstym dniu rywalizacji. Stawką półfinał dla Amerykanki
Skoro Włoszka była osłabiona, w wyraźnie gorszej dyspozycji, to triumf bez straty seta dla Peguli wydawał się czymś oczywistym. Co innego mówi jednak historia ostatnich spotkań Amerykanki - owszem, wygrywała raz za razem, ale niemal zawsze były to boje trzysetowe. Tutaj taki scenariusz była dla niej bardzo niebezpieczny, nie dawał jej jeszcze awansu. Musiałaby kibicować Sabalence, a ta przecież półfinał miałaby już w kieszeni.

Pegula z 11 ostatnich spotkań aż 10 kończyła właśnie po trzecim secie, 8 z nich wygrała. A to jedyne dwusetowe akurat przegrała, w finale w Wuhanie z Gauff.
Dziś jednak takich wątpliwości nie było, szczególnie w secie otwarcia. Już w trzecim gemie Pegula wywalczyła breaka, w piątym - kolejnego. Po 28 minutach miała na swoim koncie zapisane 6:2, była w połowie drogi do półfinału. A patrząc na skuteczność serwisu Amerykanki, raczej też i marzenia Włoszki o choć jednym zwycięstwie były nierealne.
W drugim secie wszystko toczyło się w niemal bliźniaczym scenariuszu. Znów po dwóch gemach był remis 1:1, a już za moment pojawiły się pierwsze break pointy dla Peguli. I to od razu aż trzy. Włoszka jeszcze się obroniła, wyrównała, by jednak za chwilę polec. I to w najgorszy sposób - po podwójnym błędzie serwisowym. Schodziła na ławkę przygnębiona, zdawała sobie sprawę, że raczej już jest po meczu.
Nie miała po prostu argumentów by choć przez moment zagrozić Jessice. Zwłaszcza wówczas, gdy Amerykanka serwowała. Aby zaś wrócić do rywalizacji, Jasmine musiała choć raz przełamać piątą rakietę świata. Tymczasem w całym pierwszym secie w jej gemach serwisowych zdobyła pięć punktów. W drugim - trzy.
Można się było wręcz zastanawiać, czy Włoszka będzie w ogóle w stanie dokończyć to spotkanie. Dokończyła, starała się walczyć, ale wciąż na returnie nie miała zbyt wiele do powiedzenia. I w końcu dotrwała do końca, przegrała po 63 minutach 2:6, 3:6.
Dokładny zapis relacji z meczu Jessica Pegula - Jasmine Paolini jest dostępny TUTAJ. Turniej w Rijadzie zakończy się 8 listopada. Najważniejsze informacje dotyczące zmagań można znaleźć w specjalnej zakładce.














