Zawrzało na korcie, rywalka Magdaleny Fręch nie wytrzymała. Wielka kontrowersja w Wuhan
Po wielkim zwycięstwie nad Emmą Navarro Magdalena Fręch znów sprawiła w Wuhan gigantyczną niespodziankę. Łodzianka w 1/8 finału w dwóch setach pokonała Beatriz Haddad Maię, tym samym odnoszą pierwsze w karierze zwycięstwo nad Brazylijką. Pod koniec spotkania kibice byli jednak świadkami bulwersujących scen na korcie. Rywalka Polki wdała się w kłótnię z arbitrem, który w jej opinii popełnił poważny błąd.

Magdalena Fręch nie zwalnia tempa i pokonuje kolejne rywalki na swojej drodze w Wuhan. Po historycznym triumfie nad Emmą Navarro w 1/6 finału, w czwartek nadszedł kolejny sukces. Łodzianka mierzyła się z Beatriz Haddad Maią o przepustkę do ćwierćfinału, a Brazylijka z pewnością nie spodziewała się, że jej rywalka rozegra mecz w sposób tak koncertowy.
Koncert w wykonaniu Magdaleny Fręch. Najpierw Navarro, a teraz Haddad Maia
Fręch kompletnie zdominowała Brazylijkę i rozpoczęła spotkania od prowadzenia 5:0. 12. rakieta świata otrząsnęła się z początkowego szoku i rozpoczęła odrabianie strat, ale stać ją było tylko na trzy gemy. Po zaledwie 43 minutach reprezentantka Polski dopisała do swojego konta wygraną w pierwszym secie i była jedną nogą w ćwierćfinale.
Drugi set był dużo dłuższy, ale podobnie jak w pierwszym Fręch szybko wypracowała sobie sporą przewagę. Od stanu 0:1 Polka wygrała pięć kolejnych gemów, a wynik wyglądał brutalnie dla Haddad Mai. Niestety w samej końcówce meczu doszło do sporej kontrowersji, która mogła wpłynąć na wynik rywalizacji. A tak przynajmniej twierdziła Brazylijka.
Sceny w Wuhan, wielka kontrowersja w samej końcówce. Brazylijka nie wytrzymała
W ósmym gemie przy stanie 30:30 piłka po dość niezgrabnym zagraniu Magdaleny Fręch uderzyła w linię końcową. Sędzia przerwał jednak akcję, jak tłumaczył, na prośbę Beatriz Haddad Mai. Challenge pokazał, że piłka trafiła w boisko, a punkty powędrowały na konto łodzianki. Jej oponentka wyglądała jednak na kompletnie zaskoczoną.
Brazylijka oponowała, tłumacząc, że nie wykonała żadnego gestu świadczącego o tym, że chce przerwania akcji. Arbiter pozostał jednak nieugięty, a niedługo później Fręch rozstrzygnęła kwestię awansu. 28-latka błyskawicznie opuściła kort wyraźnie rozczarowana, rezygnując z dalszej dyskusji z rozjemcą spotkania, która w jej sytuacji byłaby już całkowicie czcza.
Sukces Magdaleny Fręch śmiało należało nazwać historycznym. Dla łodzianki to pierwszy w karierze ćwierćfinał turnieju rangi WTA 1000, a zmierzy się w nim z nie byle kim. Rywalką Polki będzie Aryna Sabalenka. Białorusinka pokonując Julię Putincewą przeskoczyła w rankingu WTA Igę Swiątek i zostanie nową wiceliderką, jednak oficjalne zestawienie ukarze się dopiero w najbliższy poniedziałek.














