Zaskakujący polski tytuł w tle meczów Fręch i Świątek. Historyczna chwila
Cały tenisowy świat emocjonuje się wydarzeniami na Flushing Meadows - rywalizacja w US Open w niedzielę wejdzie już w drugi tydzień zmagań. A sobotnie, wg lokalnego czasu, zmagania pokażą, ilu w tym gronie będzie reprezentantów Polski. W tle występów Magdaleny Fręch, Kamila Majchrzaka czy Igi Świątek swój największy sukces w karierach odniosły Zuzanna Pawlikowska i Weronika Ewald.

W trakcie pierwszego tygodnia wielkoszlemowych zmagań nie ma kobiecych turniejów rangi WTA, choćby 125, są za to męskie challengery. To szansa dla tenisistów niżej klasyfikowanych, którzy nie łapią się do najważniejszych zawodów na świecie bądź też "przepadli" w kwalifikacjach.
W zmaganiach kobiecych dwie największe imprezy w tym tygodniu odbywają się w Europie, obie na mączce. To turnieje ITF W50 w Bytomiu i holenderskim Oldenzaal, oba o puli nagród 40 tys. dolarów.
I właśnie z Górnego Śląska napłynęły w sobotę bardzo miłe informacje.
ITF W50 w Bytomiu. Wielki sukces Zuzanny Pawlikowskiej i Weroniki Ewald. Tytuł, a po drodze ograne dwie najwyżej rozstawione pary
Jeszcze zanim na Arthur Ashe Arena Magdalena Fręch zaczynała rywalizację z Coco Gauff, o czwartą rundę US Open, w Bytomiu odbył się finał gry deblowej w zawodach ITF - Zuzanna Pawlikowska i Weronika Ewald rywalizowały z parą rozstawioną z dwójką: Mirianą Toną i Anetą Kucmovą.

A Bytom to miejsce dla nich szczególne, zwłaszcza dla Pawlikowskiej, która jest zawodniczką miejscowego Górnika. Podobnie zresztą jak... Fręch. Na dodatek obie - Ewald i Pawlikowska - na początku lipca wygrały na tych kortach tytuł mistrzyń Polski U-23 w deblu, Ewald dołożyła też tytuł w singlu, a w finale miksta lepsza z nich okazała się Pawlikowska.
Teraz obie od początku miały ciężką przeprawę. Już w pierwszej rundzie wylosowały najwyżej rozstawiony duet: Despina Papamichail/Camilla Rosatello. Zwłaszcza Włoszka jest dobrze znana w tenisowym świecie, była już w pierwszej setce rankingu deblistek, wystąpiła we wszystkich Wielkich Szlemach. I choć faworytki miały trzy piłki meczowe w drugim secie, a później dwie kolejne w trzecim, to jednak Polki wygrały: 4:6, 7:6 (7), 12-10.
A później wygrały dwa kolejne spotkania, by dziś zmierzyć się w finale z turniejowymi "2" - Włoszką Mirianą Toną i Czeszką Anetą Kucmovą. Kibice zobaczyli 86 minutowe starcie, zakończone znów rozgrywany do 10 punktów trzecim setem.
Ewald i Pawlikowska świetnie zaczęły to spotkanie, wygrały trzy pierwsze gemy. A później... przegrały sześć z rzędu.
3:6 zwiastowało raczej szybki koniec, patrząc na dynamikę gry, niż kolejny thriller. A mimo przełamania na 1:2 w drugiej partii, Polki zdołały się zmobilizować. Wygrały tego seta 6:3, tym razem to one triumfowały w czterech kolejnych gemach. Sytuacja całkowicie się odwróciła.
Ostatni zwrot nastąpił zaś w decydującej rozgrywce: Tona i Kucmova prowadziły już 4-1, ale siedem kolejnych punktów zdobyły Pawlikowska i Ewald. Ostatecznie wygrały 10-7, zdobyły tytuł.
Dla nich to wydarzenie historyczne, bo ani jednej, ani drugiej, nie udało się dotąd triumfować w zawodach rangi ITF W50.












