Zapadł werdykt ws. Eali. Tuż przed grą Świątek - Linette. Znamy rywalkę Polki
Organizatorzy turnieju WTA 1000 i Masters ATP 1000 w Miami nie mieli tyle szczęścia do pogody, co ci w Indian Wells. Deszcz storpedował plan gier najpierw w niedzielę, później w środę. W efekcie w dolnej części drabinki, tej z Igą Świątek, w czwartek wystąpią tylko cztery z 16 rozstawionych tu zawodniczek. Zanim doszło do polskiej potyczki Świątek - Linette, na głównym obiekcie Hard Rock Stadium zaprezentowały się Alexandra Eala i Laura Siegemund. Lepsza w sobotę miała się zmierzyć z jedną z Polek. Triumfatorkę poznaliśmy po 200 minutach.

Na czwartek pierwotnie planowane były wszystkie pojedynki w dolnej części drabinki WTA 1000 w Miami. Tej, w której najwyżej rozstawioną zawodniczką jest Iga Świątek. Tyle że opady deszczu zrujnowały cały ten plan, w środę nie udało się rozegrać choćby jednego spotkania. Tak jak w niedzielę, gdy startowały kwalifikacje. Dziś więc głównie nadrabiano zaległości, w rywalizacji pań pojawiły się jednak cztery starcia z zawodniczkami rozstawionymi.
Dla nas kluczowa była ta strefa na samym dole - w sektorze z Igą Świątek. Raszynianka miała zagrać trzeci mecz na Hard Rock Stadium z Magdą Linette. A wcześniej na tym największym obiekcie pojawiły się potencjalne rywalki Polek w kolejnym etapie: rozstawiona z numerem 31 Alexandra Eala lub doświadczona Niemka - Laura Siegemund.
Szczególnie ewentualny awans Filipinki byłby bardzo interesujący, bo przecież rok temu w tym samym miejscu w ćwierćfinale ograła Igę Świątek. A teraz mogła się z nią zmierzyć już w trzeciej rundzie.
WTA 1000 w Miami. Alexandra Eala kontra Laura Siegemund na głównej arenie. Ponad trzy godziny tenisowych... męczarni
Rok temu występ Filipinki był sporą sensacją - jej awans do półfinału, a przecież korzystała na Florydzie z dzikiej karty. Teraz jest znacznie wyżej w rankingu, dorobiła się rozstawienia, ostatnio zrewanżowała się w Indian Wells Coco Gauff. A tu prowadziła 3:0 i miała szansę na kolejne przełamanie, już na 4:0. Wydawało się, że jej szybkie uderzenia są po prostu za dobre dla 38-latki.

To był ten moment, gdy Niemka zaczynała już łapać właściwy rytm. Był jednak warunek - musiał działać jej pierwszy serwis, bo przy drugim Eala od razu przechodziła do ataku. W ósmym gemie Siegemund prowadziła 30-0, za moment musiała już bronić break pointa. Filipinka zmarnowała jednak okazję, na odskoczenie na 5:3, być może weteranka wyprowadziła ją po prostu z równowagi. Każdy pierwszy serwis Laury trwał maksymalnie długo, przy drugim podaniu Siegemund już w ogóle się nie spieszyła. Eala zaś była po prostu zniecierpliwiona, za szybko próbowała kończyć swoje akcje.
Po 59 minutach tej nierównej potyczki był remis 5:5, po 72 - 6:6, choć Eala miała trzy piłki setowe, przy podaniu Niemki.
Decydował więc tie-break. W tej końcówce seta pozytywne dla Eali było to, że dość łatwo wygrywała swoje gemy. Z drugiej strony, nie radziła sobie z wyrzucającym na zewnątrz serwisem Siegemund. I to Niemka prowadziła już 5-2, miała dwa serwisy, by za moment... bronić czwartej piłki setowej. Obroniła ją, zdobyła trzy kolejne punkty, wygrała jednak tego seta, po returnie Filipinki w siatkę.
Ten set trwał 83 minuty, a jeszcze 38-latka poprosiła o przerwę na... przebranie stroju. I zniknęła na kilka minut w pomieszczeniach Hard Rock Stadium.

To też wpłynęło na fakt, że drugi set zakończył się po kolejnej niemal godzinie, mimo że obie zagrały tylko dziewięć gemów. Eala świetnie serwowała, miała stuprocentową skuteczność po pierwszym podaniu. I to wystarczyło, by nie dać rywalce większych szans. Zwłaszcza że już w trzecim gemie wywalczyła breaka, a później przełamaniem na 6:3 zakończyła też partię.
Siegemund znana jest jednak z tego, że potrafi wytrzymywać takie tasiemce. A mecz w Miami na taki się zapowiadał. W ostatnim półroczu rozegrała dwa ponad trzygodzinne spotkania - w Wuhanie pokonała Mirrę Andriejewą, w Australian Open przegrała z Maddison Inglis. Sporo było jednak też takich trwających niemal trzy godziny.
Już na starcie decydującej partii Siegemund wywalczyła dwa break pointy, Eala się jednak obroniła. A za moment sama przełamała Niemkę. Miała już otartą drogę do 1/16 finału - i starcia z którąś z Polek.
Tyle że taki scenariusz byłby tu prosty. Siegemund sama za moment cieszyła się z przełamania, miała piłkę na 2:2. Każdy gem stawał się walką na śmierć i życie. Niemal każdy, bez ostatniego, też kończył się grą na przewagi - do samego końca. Eala miała dwie piłki meczowe przy stanie 5:2, Siegemund się wybronił. W kolejnym gemie już nie dała rady, Niemka przegrała 7:6 (6), 3:6, 3:6, po 200 minutach ciężkiego boju.
I to Eala zagra w sobotę z lepszą pary Świątek - Linette o czwartę rundę Miami Open.













