Zamieszanie po wpisie Sabalenki. Co dalej z Aryną? Komunikat organizatorów
"Bitwa płci" - tak nazwano starcie Nicka Kyrgiosa z Aryną Sabalenką. W teorii miało pokazać, czy najlepsza tenisistka świata jest w stanie pokonać zawodnika, który kilka lat temu był w topie, a dziś głównie już się leczy lub odcina kupony. Była rywalizacja, ale czy na serio? Opinie są różne. Dla Białorusinki był to ostatni test przed startem sezonu - ten miał nastąpić już za kilka dni w Brisbane. Tymczasem liderka rankingu WTA swój wpis na Instagramie zakończyła sformułowaniem: "następne Australian Open". I doczekała się reakcji.

Niespełna dwa miesiące temu Aryna Sabalenka doczekała się drugiego z rzędu tytułu najlepszej tenisistki świata - dość wyraźnie zdystansowała Igę Świątek i Coco Gauff. W każdym z wielkoszlemowych turniejów była co najmniej w półfinale, dopiero jednak w US Open cieszyła się z triumfu. Po drodze wygrała jednak kilka innych poważnych rywalizacji: zaczęła w Brisbane, później było Miami i Madryt.
W grudniu oficjalnie dostała też tytuł najlepszej zawodniczki w plebiscycie WTA, ale tym razem - także i ITF. Zasłużenie, była najlepsza i najbardziej równa w czołówce.
W grudniu rozegrała już w USA dwa pokazowe spotkania z Naomi Osaką, już wcześniej zdecydowała się jednak na coś bardziej kontrowersyjnego - pojedynek z Nickiem Kyrgiosem. Australijczyk nie jest dziś w męskim tenisie nawet w szerokiej czołówce, ale jego nazwisko coś jednak znaczy. I do takiego pokazowego starcia, mającego głównie marketingowe znaczenie, nadaje się idealnie.
Kyrgios, choć po jego stronie kort był nieco większy, dość gładko to spotkanie wygrał - 6:3, 6:3. Sabalenka zniosła porażkę godnie, uśmiechała się, pozowała. Ma świadomość, że prawdziwe granie dla niej zacznie się dopiero w styczniu. I zgodnie z planem, powinna zacząć rywalizację w Brisbane, w turnieju WTA 500.
Tymczasem wpis, który zamieściła, spowodował spore zamieszanie. I momentalnie spotkał się z reakcją australijskich organizatorów.
Sabalenka zagrała z Kyrgiosem w Dubaju. Za chwilę zamieściła wpis na Instagramie. I wywołała zamieszanie
Aryna poświęciła bowiem kilka zdań temu spotkaniu w swoich mediach społecznościowych. Na Instagramie podziękowała kibicom, wyraziła nadzieję, że udało się im dostarczyć dobrej zabawy.
"Ten mecz to był dobry trening przed rozpoczęciem nowego sezonu. Skoro o tym mowa... Być może będę musiała zabrać tę kurtkę ze sobą w sezonie 2026 - napisała. I zakończyła notatkę słowami "następne: Australian Open".
Momentalnie pojawiły się pytania: co z WTA 500 w Brisbane, w którym miała bronić 500 punktów za tegoroczny triumf? Rywalizacja w Queenslandzie ruszy w najbliższą niedzielę, to jeden z dwóch turniejów tej rangi w sezonie, który ma większą drabinkę. I Sabalenka, Amanda Anisimova czy Jelena Rybakina muszą rozegrać pięć spotkań, by sięgnąć po tytuł. A inne - nawet sześć.
Już w ostatnim sezonie zdarzały się sytuacje, że Sabalenka podejmowała takie decyzje: zabrakło jej w Montrealu czy Pekinie.
Momentalnie z ripostą ruszyli organizatorzy Brisbane International. Najpierw wstawili akcję ze spotkania Białorusinki z Jeleną Rybakiną - z finału w 2024 roku. I oznaczyli obie zawodniczki. "Czy moglibyśmy zobaczyć kolejny taki mecz tego lata"? - zapytano. W Australii mamy bowiem taką porę roku.
A już za chwilę pojawiło się zdjęcie Sabalenki i Kyrgiosa z krótkim komunikatem: "Następny przystanek: Brisbane".
W Queenslandzie nikt nie wyobraża sobie braku Białorusinki w rywalizacji. W końcu od kilku tygodni to ona i Rybakina zachęcają z plakatów do zakupu biletów.











