Wyjaśniła się przyszłość Fissette'a. Nowe zadanie byłego trenera Świątek
Poprzedni miesiąc był dla Wima Fissette'a ciężki - jego podopieczna Iga Świątek nie podbiła Indian Wells, później bardzo szybko zakończyła przygodę w Miami Open. A to spowodowało, że ostatecznie Polka zrezygnowała ze współpracy z belgijskim szkoleniowcem. Fissette nie wrócił jeszcze do touru, ale przecież od trzech lat jest kapitanem reprezentacji Belgii. Rok temu był z nią w tenisowej drugiej lidze. A dziś może szykować się do kolejnego niezwykle prestiżowego zadania.

Pożegnanie Igi Świątek z Wimem Fissettem było jednym z najciekawszych wydarzeń w kobiecym tenisie w poprzednim miesiącu. Zeszłego lata wspólnie zdobyli "tenisowy Mt. Everest", bo takim jest triumf na wimbledońskiej trawie. Tyle że ostatnio gra Polki już wyraźnie szwankowała - czarę goryczy przelała szybka porażka w Miami z Magdą Linette. To był ostatni mecz Igi pod opieką belgijskiego trenera. Dziś Iga przygotowuje się do zmagań w Stuttgarcie już z Francisco Roigiem - w środę lub czwartek zagra w Porsche Arenie pierwsze spotkanie.
Fissette jeszcze nikogo nie objął swoją trenerską opieką, choć w środowisku słychać pogłoski, że to on zastąpi Holendra Hendrika Vleeshouwersa w roli trenera Amandy Anisimovej. Czy tak się stanie, przekonamy się zapewne w najbliższych dniach. Belg bynajmniej w ostatnim czasie nie próżnował. Od trzech lat jest kapitanem reprezentacji Belgii w Billie Jean King Cup. I w Ostendzie walczył o powrót do ścisłej elity.
Billie Jean King Cup. Kopciuszek z Belgii kontra 18-krotny mistrz świata. Wielkie chwile w Ostendzie
Jeszcze rok temu Belgia grała w Wilnie w turnieju pierwszej grupy euro-afrykańskiej - była daleko od światowej elity. I musiała sobie radzić bez największej gwiazdy, bo Elise Mertens konsekwentnie odmawiała gry w BJK Cup.
Fissette wprowadzał więc do gry młode zawodniczki, m.iin. Hanne Vandewinkel czy Sofię Costoulas, powołał 17-letnią Jeline Vandromme, która później jesienią triumfowała w juniorskim US Open. I ten jego zespół sprawiał niespodzianki - najpierw awansując do fazy play-off, a w niej wygrywając turniej w Ismaning, z Niemcami i Turcją. Stąd miejsce Belgijek w obecnych zmaganiach o finał w Shenzhen - po 13 latach przerwy.
Fissette doczekał się starcia z USA - Amerykanki może i przyjechały do Ostendy bez swoich gwiazd, Coco Gauff, Amandy Anisimovej czy Jessiki Peguli, ale przecież i tak Iva Jovic jest wyżej notowane od beligjskiej "1" Elise Mertens, a trzy kolejne Amerykanki w składzie: McCartney Kessler, Hailey Baptiste czy Caty McNally - wyżej od belgjskiej "2" Vandenwinkel.
To jednak Hannve Vandenwinkel została ostatecznie bohaterką w całej Belgii. W sobotę sensacyjnie pokonała Jovic, później ekipie Fissette'a dopisało szczęście. Kessler dobrze radziła sobie w meczu z Mertens, ale w połowie drugiego seta doznała kontuzji pleców. I zrobiło się 2:0, patrząc z perspektywy Belgii.
Aby zapewnić sobie miejsce w Shenzhen, Belgia musiała więc dorzucić dziś jeszcze jeden punkt. I wydawało się, że nastąpi to szybko, już w deblu, skoro w składzie drużyny Fissette'a pojawiła się światowe "1" w tej specjalności - Mertens. Wspólnie z Magali Kempen przegrały jednak 4:6, 2:6 z parą McNally/Nicole Melichar-Martinez.

Były trener Świątek zdecydował się wówczas na zaskakujące zagranie - miejsce Mertens na mecz z 16. zawodniczką rankingu WTA - Ivą Jovic - posłał Greet Minnen. Zawodniczkę numer 149. na światowej liście. Już 28-letnią, ostatnio grającą głównie w zawodach ITF, a w całej karierze mającą zaledwie jeden wygrany mecz z rywalką z TOP 20.
Teraz zaś Minnen sprawiła wielką sensację, pokonała Jovic 7:5, 6:3. Awans Belgii stał się faktem, ostatniego spotkania singlowego nie trzeba już było rozgrywać.
W finałowym turnieju w Shenzhen, między 22 i 27 września, wystąpi osiem ekip. Będą to Belgia, Chiny, Czechy, Wielka Brytania, Włochy, Kazachstan, Hiszpania oraz Ukraina.















