Wyciekły plany Chwalińskiej na Wimbledon. Menedżer w ostatniej chwili gryzie się w język
Mogłoby się wydawać, że o Mai Chwalińskiej wiemy już wszystko. Jej menedżer Piotr Szczypka zaskoczył jednak kompletnie po powrocie z Paryża. Zdradził nawet mediom pewien rodzinny sekret i opowiedział o szczegółach pierwszej inwestycji polskiej rewelacji Roland Garros. Mówił też o zmianach w sztabie, planie na Wimbledon i na co pójdą pieniądze z gigantycznej nagrody.

Maja Chwalińska pytana o sukces w Roland Garros mówi: "coś kliknęło". Dlaczego "kliknęło", co to znaczy i czy będzie ciąg dalszy?
Piotr Szczypka, menedżer Mai Chwalińskiej: Jeszcze przed Roland Garros Maja zwyciężyła turniej WTA125 Oeiras, gdzie wygrywała z wyżej notowanymi zawodniczkami. Wtedy pojawiła się iskierka. W Paryżu z każdym meczem i zwycięstwem też nabierała coraz większej pewności siebie. Mecz z Lamens, z którą grała o awans do turnieju głównego, był katorgą. Poczuła ulgę, kiedy ją pokonała. Potem trenowała z Igą Świątek i Naomi Osaką. Tej drugiej nie chciała zepsuć treningu, wygrała z nią, Wtedy cały stres zszedł i już poszło. I będzie ciąg dalszy, bo to, co przeżyła do tej pory, to duże zwycięstwo. Zbudowała mental, a to jest w kobiecym tenisie bardzo ważne.
To wszystko?
- Maja wzmocniła się też fizycznie trenując z Maćkiem Ryszczukiem. To też oczywiście miało ogromne znaczenie. Dzięki temu wytrzymywała trudy spotkań. Sił zabrakło dopiero na to finałowe spotkanie. To był jednak jej dziesiąty mecz i bardzo dużo godzin spędzonych na korcie
Na to Maja Chwalińska wyda pieniądze. Menedżer zdradza
Teraz Maja zarobiła duże pieniądze, ale wcześniej, zwłaszcza na początku pewnie trudno było o wsparcie sponsorów. Sto razy musiał pan słyszeć, że jest za mała, że bije za słabo.
- Przyzwyczaiłem się do tego. Pierwszym jej sponsorem był mój ojciec. Nie mówiłem tego wcześniej, bo on nie chciał, żeby ktokolwiek wiedział. Taty już nie ma, ale dużo Mai pomógł. Był przedsiębiorcą, był pracoholikiem, widział, jak ona trenuje, dlatego zdecydował się pomóc. Potem już działałem ja i klub. I to prawda, że wiele razy słyszałem, że jest za mała, że tylko się broni. Uodporniłem się. A jak chodzi o nagrodę, to Maja chyba nawet nie wie, ile zarobiła. Dużo zjedzą podatki, pobyt w Paryżu też trochę nas kosztował. Zostanie jednak mnóstwo pieniędzy, a większość z tych środków pójdzie na jej rozwój.
W Paryżu chciał pan skakać do Sekwany, ale też iść na kolanach do Częstochowy. To w razie wygranej Mai. A jaki jest plan na Wimbledon?
- Z tą Częstochową, to mnie na gorąco, po meczu wzięli i odpowiedziałem z tą Częstochową, ale do Sekwany bym wskoczył. Już sprawdzałem wodę, zimna nie była. Kolega z Francji znalazł mi nawet miejsce, gdzie mógłbym popływać. Od razu jednak wyjaśnię, że to nie miał być skok z mostu. A w Wimbledonie wszystko jest proste. Będzie wygrana, to będzie skok do Tamizy.
Deklaracja znanego dziennikarza, syna legendy
Teraz tematem numer jeden jest Wimbledon. John McEnroe obiecał pomóc.
- Może posłuchają jego i Andre Agassiego. Wniosek wypełniliśmy, został wysłany, decyzja ma zapaść 15-16 czerwca. Nie pozostało nam nic innego, jak czekać. Nie będziemy napierać, bo to może wywrzeć odwrotny skutek. Słyszałem, że Wimbledon ma dwie dzikie karty do rozdania, a chętne są trzy. Maja oraz Venus Williams i Serena Williams.
Towarzystwo znakomite.
- Tomasz Tomaszewski powiedział, że jak Maja nie dostanie dzikiej karty, to on nie komentuje Wimbledonu. Trzymam go za słowo. Cóż mogę dodać, poza tym, że Maja pokazała, że warto jej tę kartę przyznać. Zrobiła coś spektakularnego. Ja bym jej dał dziką kartę, ale nie ja je rozdaję.
Wiceprezes BKT Advantage Wojciech Wrzoł mówił dziennikarzowi WP SportoweFakty, że Maja nie powinna grać w eliminacjach do Wimbledonu, bo ewentualna porażka mogłaby jej odebrać to poczucie wartości.
- Usiądziemy z trenerem przed komputerem i zrobimy plan. Jak była poza setką, to nie wszędzie ją przyjmowali, nie mogła wybrzydzać. Teraz jest na 21. miejscu i dostaje się wszędzie. Także zrobimy plan startów, a na końcu to sama Maja podejmie decyzję. Musi być do niej przekonana w stu procentach.
Chwalińska zrezygnuje? Menedżer gryzie się w język
A jest taki plan, żeby zrezygnować z Wimbledonu w razie braku dzikiej karty?
- Nie potwierdzam, nie zaprzeczam. Nie rozmawialiśmy o tym, czy zagra w Wimbledonie jeśli konieczne będą eliminacje.
Te pierwsze chwile po powrocie Mai do Polski pokazują, że wiele się zmieni. Zainteresowanie to nie tylko wielka radość, ale i też kłopoty.
- To, co wydarzyło się po przylocie z Paryża, jest fantastyczne, ale też trudne. Ja zrobię wszystko, żeby Maję chronić. Będę rozmawiał ze sponsorami i telewizją, bo Maję wciąż ma interesować przede wszystkim tenis. Ona ma się przygotowywać, jak do tej pory, a my zrobimy wszystko, żeby jej tego nie zakłócono. Zapewniam jednak, że zostaniemy przy tym normalni. Mnie woda sodowa nie grozi, trenerowi też nie, a Mai też nie odbije. W Paryżu mówili na nią, że to odmieniec. Ona jeszcze nie wie, co ją czeka. Będziemy jednak szukali balansu, damy sobie z tym radę.
Można zasięgnąć rad Igi Świątek, która już to przerobiła.
- Spędziliśmy dwa tygodnie z Maćkiem Ryszczukiem, trenerem przygotowania fizycznego w sztabie Igi, który pomaga też Mai. Znamy się z członkami sztabu Igi, jestem w kontakcie z jej menedżer Darią Sulgostowską. Powiem tak: po co wyważać otwarte drzwi.
Co dalej z trenerem Ryszczukiem? Plan B?
A trener Ryszczuk zostanie? Teraz był, bo nie było Igi. Poza tym zakładamy, że Maja Chwalińska pójdzie w górę, że Iga Świątek też będzie grała o wysokie cele. Mogą być częstsze kolizje terminów.
- Będą jednak grały w tych samych turniejach, dużo czasu spędzają we dwójkę, więc zakładam, że ta współpraca będzie dalej możliwa.
Ma pan jednak jakiś plan B.
- Nie mam. Maja jest zadowolona z Maćka. Chodzi o to, jak to mówią młodzi, żeby miała feeling, vibe, to jest najważniejsze. Ja wiem, że Maja chce pracować z Maćkiem.
Czy sztab Mai jakoś się zmieni po Paryżu? Czy Maja ma psychologa?
- Maja od wielu lat ma pomoc w tym zakresie. Te osoby z nią pracujące zmieniały się. Teraz jest pani psycholog, z którą Maja się kontaktuje, jeśli jest potrzebna. Maja jest zadowolona, jest pogodna i żeby to się nie zmieniło.
"Rozmawiamy z Kubotem". Menedżer o zmianach w sztabie
Zatem psycholog zostaje. A pozostali? Może poszerzycie jakoś sztab doradców?
- W tej części tenisowej nic bym nie zmieniał. Trener jest doświadczony, już grał w tych dalekich fazach wielkich turniejów. Jego zawodnik Jiri Vesely, jako jedyny ma bilans 2:0 z Djokovicem. Poza tym to jest fajny człowiek, który ma z Mają dobrą relację. O Maćku mówiłem wcześniej. Doradców nie brakuje, rozmawiamy, chociażby z Łukaszem Kubotem. Prawda jest taka, że zwycięskiego składu się nie zmienia. Decyzje podejmie ostatecznie Maja, ale według mnie nie ma tematu.
W regionalnych mediach można przeczytać, że BKT Advantage inwestuje. Co to oznacza dla Mai Chwalińskiej?
- To, że nie będzie musiała chodzić na masaż na miasto. Rozbudowujemy się. Chcemy zbudować budynek z zapleczem rehabilitacyjnym i odnową biologiczną. Od pięciu lat jesteśmy najlepszym klubem w Polsce, liczymy na dotację z ministerstwa sportu. Mamy klub, stowarzyszenie i spółkę, która jest właścicielem tego wszystkiego. A Maja i Linda Klimovicova są akcjonariuszkami spółki. Maja nie wydaje na torebki. W ramach wdzięczności za pomoc, jaką dostała z klubu, dokłada do tego, co się u nas robi. Najmłodszy nie jestem. Chcę kiedyś to wszystko przekazać. Syn ma 16 lat, są Maja, Linda. Prezes Chwalińska? Czemu nie? Ona zdecyduje. Będę ją zachęcał.
Ale to melodia przyszłości?
- Teraz chcę pomóc Mai w kolejnych sukcesach, chcę, żeby Linda weszła do setki, dużo dzieciaków zgłasza się do klubu. Przyjmujemy wszystkie, bo za 10 lat chcę jeździć z kolejnymi zawodniczkami na wielkie szlemy. Niech tylko te dzieci biorą przykład z Mai. To jest wzór do naśladowania. Jest profesjonalna aż za bardzo.












