WTA Stuttgart już bez mistrzyni Australian Open. Hit gwiazd dla Czeszki
Iga Świątek już w środę zameldowała się w ćwiercfinale turnieju Porsche Open Grand Prix w Stuttgarcie, w piątek zagra kolejne spotkanie. A na czwartek organizatorzy zawodów zaplanowali dokończenie rywalizacji w 1/8 finału, w programie znalazło się kilka hitów. I już taki właśnie niezwykły mecz otwierał zmagania. Karolina Muchova przegrywała już 1:6, 0:2 - by całkowicie odmienić losy. Teraz będzie czekać na ruch Coco Gauff.

W rywalizacji w Stuttgarcie miało wystąpić siedem z dziesięciu najlepszych zawodniczek rankingu WTA, po wycofaniu się Aryny Sabalenki zostało ich sześć. Iga Świątek i Elina Switolina miejsce w najlepszej ósemce zapewniły sobie już w środę,Jasmine Paolini odpadła, na dziś zaplanowano dokończenie etapu 1/8 finału. I okaże się, czy wszystkie pozostałę faworytki zdołają przebrnąć ten etap.
Rywalizację w Porsche Arenie otwierało jednak spotkanie dwóch zawodniczek z drugiej dziesiątki rankingu, ale również zaliczane do tych najciekawszych. Karolina Muchova to przecież mistrzyni WTA 1000 z Dohy, Elise Mertens - deblowa mistrzyni Australian Open, liderka rankingu w grze podwójnej, a do tego świetna singlistka. W weekend cieszyła się wspólnie z drużyną prowadzoną przez Wima Fissette'a z niespodziewanego awansu do finału Billie Jean King Cup.
Fachowcy większe szanse dawali Czeszce, sztuczna inteligencja wyliczyła 68 procent - na jej awans. A Mertens? Postanowiła pokazać rywalce, że te dane nie mają żadnego znaczenia.
WTA Stuttgart. Karolina Muchova kontra Elise Mertens. Stawką 1/8 finału
Mecz na korcie centralnym w Porsche Arena zaczął się zaskakująco. Bo takim zaskoczeniem była jednak całkowita dominacja Belgijki, która nie była tu wskazywana jako faworytka. Tymczasem grała ofensywnie, świetnie rozrzucała swoje akcje, zmuszała Czeszkę do biegania. I od razu przełamała mistrzynię WTA 1000 z Dohy, za moment, ponownie do zera, wygrała swojego gema serwisowego.

Z upływem czasu wydawało się, że Muchova wraca powoli do właściwego rytmu, ale wtedy dostała kolejny cios. W piątym gemie, gdy znów serwowała. Była spięta, popełniła podwójny błąd, który trochę był też efektem agresywnego returnowego wejścia Belgijki na drugi serwis rywalki. Zrobiło się 1:4, a za moment - już 1:5. Wymian tu nie było za wiele, Mertens całkowicie zdominowała tę rywalizację.
Po 24 minutach obie usiadły na swoich ławkach, to była deklasacja. 6:1 to może nie czysty "rower", niemniej różnica w poziomie gry wskazywała na dwie tenisowe ligi. Głównie za sprawą liderki deblowego rankingu WTA, bo Mertens prezentowała się wyśmienicie. I potwierdzały to liczby: dziewięć wygrywających uderzeń, ani jednego niewymuszonego błędu. To bilans ze wszystkich siedmiu gemów.
W drugiej partii nic nie zapowiadało jakiejś zmiany scenariusza, choć symptomy się pojawiły. Mertens zaczęła seta od podwójnego błędu serwisowego, to był jej pierwszy błąd w spotkaniu. A później dołożyła kolejny, w tym samym gemie. Co z tego, skoro i tak zapisała go na swoim koncie, a za moment znów przełamała Czeszkę. Było 6:1, 2:0 - idealny scenariusz dla 20. rakiety świata.
I wtedy młodsza z zawodniczek w końcu pokazała pazur. Muchova zdołała pierwszy raz w tym spotkaniu wywalczyć breaka, widać było jej olbrzymią radość po udanym krosie, kończącym tę rozgrywkę.

Mało tego, za chwilę zawodniczka pochodząca z Ołomuńca uzyskała break point na 3:2, Belgijka odpowiedziała jednak asem.A za moment drugiego - tym razem Elisen, jako wytrawna deblistka, udanie zeszła do siatki i skończyła akcję wolejem. Trzecia okazja zakończyła się jednak przełamaniem. Mertens popełniła podwójny błąd, wyraźnie "podała już tlen" swojej przeciwniczce.
I to był decydujący moment spotkania, o czym wkrótce się przekonaliśmy. A boleśnie przekonała się szczególnie 30-latka z Belgii.
Mertens zupełnie się bowiem pogubiła, oddawała gema za gemem. W niczym nie przypominała tej zawodniczki, która na początku spotkania rządziła i dzieliła. Po 50 minutach tego drugiego seta Muchova miała wynik 6:3, a jej rywalka udała się na przerwę toaletową. By może trochę odpocząć z dala od kortu, wyrzucić z siebie złe emocje.
Niewiele to jednak pomogło, Czeszka grała już jak w transie. Objęła prowadzenie 4:0, miała 40-0 przy swoim podaniu, gdy jej automatyzmy na moment się zacięły. Ale tylko na moment, Belgijka nie zdołała jednak wygrać tego gema. I skończyło się na wygranej Czeszki 1:6, 6:3, 6:0.
O półfinał Karolina zagra w piątek z lepszą z pary: Coco Gauff/Ludmiła Samsonowa.















