WTA nie zamierza przemilczeć tego, co stało się w USA. Będą dwa finały z udziałem rewelacji turnieju
Taylor Townsend przez tegoroczny turniej WTA 250 w Austin idzie jak burza, Amerykanka świetnie radzi sobie zarówno w singlu, jak i w deblu. W grze pojedynczej już osiągnęła życiowy sukces, czego nie zamierza przemilczeć WTA, poświęcając 29-latce sporo uwagi. I chociaż przed startem zmagań trudno było przewidywać taki scenariusz, to jednak ta sama zawodniczka wystąpi w dwóch finałach.

Polscy kibice tenisa żyją tym, co dzieje się w Meridzie - to właśnie tam do finału turnieju WTA 500 dotarła Magdalena Fręch, która w nocy z niedzieli na poniedziałek czasu polskiego zagra o tytuł z Cristiną Bucsą. Równolegle trwa mniej prestiżowy, bo rangi WTA 250, ale nie mniej interesujący turniej w Austin.
W amerykańskim turnieju największą gwiazdą miała być broniąca tytułu Jessica Pegula, ale ta w ostatniej chwili zrezygnowała z powodu kontuzji kolana. Pod jej nieobecność najwyżej rozstawioną tenisistką była Iva Jovic, która jednak nie sprostała roli faworytki i odpadła już w drugiej rundzie.
Z grona zawodniczek rozstawionych z dobrej strony pokazała się jedynie Peyton Stearns, która zachwyciła szczególnie w meczu drugiej rundy, rozbijając Kaję Juvan (6:0, 6:2). Amerykanka poszła za ciosem, najpierw w ćwierćfinale wyeliminowała Oksanę Sielechmietjewą, później w półfinale pokonała Kimberly Birrell.
Notowana na 62. miejscu w rankingu WTA Amerykanka w finale zagra ze swoją rodaczką, Taylor Townsend. I to właśnie 29-latka jest największą rewelacją turnieju w Austin.
Tenis, WTA Austin. Taylor Townsend zachwyca w singlu i deblu
Townsend uchodzi za specjalistkę od debla, w grze podwójnej wygrywała już wielkoszlemowy Wimbledon (w 2024 roku) oraz Australian Open (2025). Świetnie radzi sobie też w mikście, oglądaliśmy ją m.in. w finałach Roland Garros i US Open. Nigdy jednak nie błyszczała w singlu, sukcesy odnosiła jedynie w challengerach, nie miała na swoim koncie żadnego finału WTA. Aż do tegorocznej edycji turnieju w Austin.
Urodzona w Chicago tenisistka obecnie notowana jest na 119. miejscu w singlowym rankingu WTA, a w Austin występuje dzięki "dzikiej karcie". Turniej rozpoczęła od pokonania Lindy Fruhvirtovej, później poradziła sobie jeszcze z inną Czeszką, Nikolą Bartunkovą, z kolei w ćwierćfinale wyeliminowała Rebekę Masarovą. W sobotnim półfinale przyszło jej zmierzyć się z Ashleyn Krueger, pokonała ją w dwóch setach. I po raz pierwszy w karierze zagra w finale turnieju WTA 250, co na swojej oficjalnej stronie internetowej potwierdza WTA.
"Nieoczekiwany awans Townsend do pierwszego w historii finału singla na poziomie Touru wywołał sporo emocji. Obroniła piłkę meczową w swoim zwycięstwie w pierwszej rundzie nad 'szczęśliwą przegraną' Lindą Fruhvirtovą, wróciła do gry także po przegranym secie, aby pokonać Szwajcarkę Rebekę Masarovą i dotrzeć do finałowej czwórki" - czytamy.
Po zwycięstwie nad Masarovą, mówiła, że ma nadzieję zainspirować swojego 5-letniego syna – obserwującego mecz na trybunach – by nigdy się nie poddawał. Townsend również o nim myślała, gdy wychodziła na kort na mecz z Krueger
Jakby tego było mało, 29-latka doskonale radzi sobie także w deblu. Jej mecz z Krueger zakończył się po północy czasu polskiego, po godz. 1 zaczęła z kolei półfinał w grze podwójnej. Razem ze Storm Hunter poradziła sobie z duetem Kimberly Birrell - Catherine McNally, pieczętując awans do wielkiego finału. A to oznacza, że Townsend zagra w dwóch finałach - najpierw o godz. 19 czasu polskiego zmierzy się ze Stearns, a po tym spotkaniu wróci na kort, by razem z Hunter zagrać o trofeum z duetem Eudice Chong - En-Schuo Liang.














