Reklama

Reklama

WTA Finals: Venus Williams ukoronuje wspaniały sezon?

Po raz pierwszy od 14 lat dotarła do dwóch wielkoszlemowych finałów. Ma 37 lat i ani myśli robić miejsce młodszym tenisistkom. Deklaruje chęć gry do igrzysk olimpijskich w Tokio, a w niedzielę zagra o 50. tytuł w karierze. Czy Venus Williams po raz drugi w historii zostanie nieoficjalną mistrzynią świata?

Zamiast emerytury, najlepszy sezon od 14 lat

Kończący się w niedzielę sezon doświadczona tenisistka z Florydy rozpoczęła w drugiej dziesiątce światowego rankingu. Nic nie zapowiadało, że może dotrzeć tak daleko. Motywacji 37-latce z pewnością dodał znakomity występ w Australian Open, gdzie dotarła aż do finału. Ósmy wielkoszlemowy tytuł sprzed nosa zgarnęła jej jednak młodsza siostra - Serena.

Kilka tygodni później okazało się, że liderka światowego rankingu jest w ciąży. Mylili się jednak ci, którzy sądzili, że nazwiska "Williams" zabraknie w najważniejszych turniejach sezonu.

Na paryskiej mączce Venus zaprezentowała się przeciętnie, ale już na swojej ukochanej wimbledońskiej trawie znów dotarła do finału. Siostrę godnie zastępowała także podczas US Open, z którego odpadła dopiero w półfinale. Po drodze rozegrała najlepszy mecz turnieju, ogrywając w nieprawdopodobnych okolicznościach Petrę Kvitovą.

Reklama

Najstarszej zawodniczce touru dużo ciężej motywować się na mniejsze turnieje. Energię kumuluje na większe wyzwania, ale mimo to zdołała się zakwalifikować do turnieju mistrzyń. Amerykanka wykorzystała bezkrólewie panujące pod nieobecność Sereny i jako jedyna w tym sezonie wystąpiła w dwóch wielkoszlemowych finałach. Ta sztuka udała jej się po raz pierwszy od... 14 lat.

Słodki rewanż za Wimbledon i szansa na 50. tytuł

Do Singapuru również przyjechała niezwykle zmobilizowana. Zaczęła od porażki z Karoliną Pliszkovą, ale potem odprawiła z kwitkiem Jelenę Ostapenko, Garbine Muguruzę (z którą przegrała w finale Wimbledonu) i Caroline Garcię.

Kibicom imponowała zaangażowaniem, którego pozazdrościć mogłoby jej kilka młodszych tenisistek z czołowej dziesiątki. W kluczowych momentach górowała także dzięki bezcennemu doświadczeniu.

Niedzielna konfrontacja będzie jej trzecim podejściem do walki o tytuł nieoficjalnej mistrzyni świata. W 2008 roku pokonała Werę Zwonariową, a rok później przegrała ze swoją siostrą. Na jej korzyść świadczą liczby, bo 37-latka jeszcze nigdy nie przegrała z Dunką polskiego pochodzenia. Z siedmiu spotkań, aż sześć Amerykanka rozstrzygnęła w dwóch setach. Jeśli dzisiaj wygra, zdobędzie jubileuszowy 50. tytuł w karierze.

Finałowe spotkanie WTA Finals w Singapurze zaplanowano na godzinę 12:30. Rywalką Venus Williams będzie Caroline Wozniacki.

Kamil Kania

Dowiedz się więcej na temat: Venus Williams | WTA Finals

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje