Reklama

Reklama

Wraca Jerzy Janowicz. Główna atrakcja turnieju

Wielu spisało już go na straty. On sam chyba też nie do końca wierzył, że jeszcze wróci na kort. Ale wraca. Czy silniejszy? Jerzy Janowicz w poniedziałkowy wieczór w challengerze we francuskim Rennes zagra pierwszy od listopada 2017 roku mecz w cyklu ATP.

"Inny mocny zawodnik obecny na turnieju to były półfinalista Wimbledonu Jerzy Janowicz. Polak będzie jedną z atrakcji tego tygodnia. Zaproszony przez organizatorów Open Blot de Rennes, był już 14. na liście ATP. W ostatnich latach jego karierę zastopowały kontuzje i teraz będzie miał swój wielki powrót w 2020 roku, w Rennes" - piszą, zapowiadając turniej, jego organizatorzy.

Turniej na miarę obecnych możliwości

Reklama

Numerem 1 będzie Ukrainiec Sierhij Stachowski, który w 2013 roku wyrzucił z Wimbledonu Rogera Federera. Wśród uczestników jest sporo dobrych na poziomie challengerowym Francuzów, brat Aleksandra Zvierieva - Mischa, niezły Słowak Lukas Lacko, ale obsada raczej przeciętna. To średniej klasy challenger z pulą nagród 46 tys. dol. plus hospitality. Zwycięzca zarobi 6,1 tys. dol., czyli zaledwie 10 procent kwoty jaką za otrzymuje zawodnik za udział w pierwszej rundzie Australian Open.

Ale to turniej skrojony na miarę obecnych sportowych możliwości Janowicza. 29-letni tenisista z Łodzi ostatni mecz zagrał w listopadzie 2017 roku z Kazachem Michaiłem Kukuszkinem w challengerze w Bratysławie. Z kortu zszedł z powodu kontuzji. Wcześniej w tym turnieju ograł Australijczyka Bernarda Tomica i Słowaka Norbert Gambosa. Przez blisko dwa lata Janowicz leczył się z kontuzji. Przeszedł operację kolana. Po pół roku okazało się, że trzeba było dokonać lekkiej korekty, przeprowadzić artroskopię. Nie było mowy o tenisie.

Gry, padel, ale dziecko najważniejsze

W czasie rekonwalescencji półfinalista Wimbledonu z 2013 roku poświęcił się innej swojej pasji - grom komputerowym. Gdy wydawało mu się, że stan zdrowia się poprawia próbował sił w padlu. Ale jak mówił we wrześniu Interii najtrudniejsze chwile udało mu się przeżyć dzięki dziecku. Syn Janowicza i jego partnerki, byłej tenisistki, Marty Domachowskiej urodził się rok temu. - Był moment w moim życiu, że głowa zaczęła mi parować. Skupiliśmy się na tym kolanie. Najpierw operacja, potem rehabilitacja, było za dużo tych problemów. Byłoby mi bardzo ciężko, gdyby nie syn. Gdy przyszedł na świat pustka została wypełniona. Skupiłem się bardziej na synu niż na tenisie. Rola ojca jest inna, ale teraz jest fajnie - powiedział w wywiadzie.

To podobno narodziny syna zmotywowały do treningów Janowicza. Od lata trenuje regularnie na korcie, wcześniej prowadził zajęcia ogólnorozwojowe. Jesienią wziął udział w zgrupowaniu na Teneryfie, gdzie trenował pod opieką byłego już trenera Dominika Thiema (dwukrotnego półfinalisty Roland Garrosa) Guntera Bresnika. "Tenisowo czuje się fajnie. Forhand śmiga, co najważniejsze" - napisał na swoim profilu społecznościowym. Mówił też o tym w wywiadzie dla Interii, że nie boi się o tenisową stronę, tylko o to, czy wytrzyma jego kolano.

Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Janowicz | tenis | ATP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje