Reklama

Reklama

​Wojciech Fibak dla Interii: Iga Świątek zastąpi Serenę Williams. Nie boję się tego mówić głośno

Mamy jedną z najlepszych tenisistek na świecie. Wydawało się, że po Agnieszce Radwańskiej będzie pustka, a tutaj mamy taką piękną niespodziankę zarówno w postawie, jak i w grze Igi Świątek. Ona śmiało może mierzyć w numer jeden w rankingu. Wierzę w to, że zastąpi Serenę Williams. Nie boję się tego mówić głośno - przyznaje w rozmowie z Interią Wojciech Fibak, numer 10 w rankingu ATP w 1977 roku.

Zwycięzca piętnastu turniejów w grze pojedynczej rozpływa się nad grą Igi Świątek. Porażki z liderką światowego rankingu Ashleigh Barty w Madrycie nie nazywa porażką.

- W tym meczu Iga zachwycała mnie swoją grą, a rywalka musiała się wspiąć na najwyższy poziom, aby ją pokonać. To było najlepsze spotkanie Barty od dłuższego czasu. Była bardzo skoncentrowana. Czułem, że docenia klasę Igi i wie, że nie może ani na chwilę poluzować w żadnym aspekcie swojej gry, bo Iga może jej uciec, a potem nie będzie już można jej złapać. Igę trochę zawiódł tego dnia serwis. W Madrycie gra się jednak na pewnej wysokości. Kort wydaje się być węższy i krótszy - mówi nam dwukrotny ćwierćfinalista Rolanda Garrosa.

Reklama

Po tym, co w tym roku zobaczyłem w meczach Igi z Simoną Halep, Garbine Muguruzą czy Ashleigh Barty, jestem przekonany, że dobrze zaprezentuje się już niebawem w Rzymie, a potem będzie jedną z faworytek do wygrania turnieju w Roland Garrosie. W marzeniach oczywiście chciałbym, aby obroniła tytuł, ale to będzie bardzo trudne zadanie. Widzę potencjał Igi. Gra jak tenisistki z najlepszej piątki, czy nawet trójki rankingu - dodaje.

"Z książką po świecie"

Wojciech Fibak nie ma wątpliwości, że już wkrótce Polka z przytupem wkroczy do TOP 10 w rankingu WTA.

- TOP 10 to jest pewniak. Może być nawet znacznie wyżej. Porusza się znakomicie po korcie. Jest bardzo emocjonalną osobą, ale też bardzo zdyscyplinowaną. Nie dziwię się, że podróżuje po świecie z książką w ręku. Mamy jedną z najlepszych tenisistek na świecie. Wydawało się, że po Agnieszce Radwańskiej będzie pustka, a tutaj mamy taką piękną niespodziankę zarówno w postawie, jak i w grze Igi Świątek. Ona śmiało może mierzyć w numer jeden w rankingu i wierzę w to, że zastąpi Serenę Williams. Nie boję się tego głośno mówić. U niej widać niezwykły animusz, jakiś wulkan energii, niesamowicie biega po korcie - komplementuje raszyniankę były znakomity tenisista.

Czterogodzinne spotkanie z Hurkaczem

Ćwierćfinalista Wimbledonu i US Open docenia także ostatnie dobre wyniki Huberta Hurkacza. Przewidział zwycięstwo Polaka w Miami. Ostatnia porażka w 1/32 finału w Madrycie z Johnem Millmanem nieco jednak go zasmuciła. Tym bardziej, że całkiem niedawno Wojciech Fibak spotkał się z naszym najlepszym obecnie tenisistą i przekazał mu szereg rad oraz cennych wskazówek.

- Rozmawialiśmy w moim domu cztery godziny, z czego ja mówiłem 3,50, a on w porywach dziesięć minut (śmiech). Ale taki jest właśnie Hubert. Wyciszony, przygaszony, nieśmiały. Nie ma tupetu Igi Świątek. Ona wchodzi na kort i się niczego nie boi, nie obawia, nie ma żadnych lęków. Hubert jest taki wydaje się trochę ospały, nie ma energii w poruszaniu się po korcie.

W swoich radach próbowałem mu dodać animuszu, motywacji. Chciałem mu powiedzieć, że język ciała jest bardzo ważny, bo tak postrzega go przeciwnik. Opowiadałem mu też trochę o drugim serwisie, żeby nie popełniał podwójnych błędów, a także, żeby jeszcze bardziej wykorzystywał ten jego znakomity forhend, ale też backhand - mówi mam Wojciech Fibak.

Wojciech Fibak zachwyca się grą Huberta Hurkacza. Martwi się jednak niektórymi jego słabszymi występami.

- Z Hubertem bardzo się lubimy i rozumiemy, regularnie utrzymujemy kontakt. Mocno go dopinguję. U niego, podobnie jak kiedyś u Agnieszki Radwańskiej, nie widać, że tak znakomicie kryje kort, jego ruchy tego mogą nie zdradzać, ale tak jest w rzeczywistości. To jest jeden z najlepiej poruszających się na świecie tenisistów. Niektóre mecze jednak Hubertowi uciekają, rozchodzą się - twierdzi finalista Roland Garrosa w grze podwójnej w 1977 roku.

Iga i Hubert popełnili błąd. Hurkacza noszę w sercu

Wojciech Fibak uważa, że Hubert Hurkacz i Iga Świątek popełnili błąd, nie podejmując decyzji o grze w turniejach poprzedzających rywalizację w Madrycie, czyli odpowiednio w Monachium i Stuttgarcie.

- Tu i tam były podobne warunki do Madrytu. W Stuttgarcie kort położony na wysokości 350 metrów nad poziomem morza, w Monachium na wysokości 500 metrów. Szkoda, że tam nie zagrali, bo pokonaliby tych przeciwników, z którymi przegrali w Madrycie. Przerwa od ich ostatnich występów była zbyt długa. Porażka Igi mnie zbytnio nie zmartwiła, ale porażka Huberta tak. To była prawdziwa porażka. Ale głowa do góry - mówi najwyżej sklasyfikowany w historii Polak w rankingu ATP.

- Bardzo lubię Huberta, noszę go w sercu. Może nie jestem obiektywny, ale wierzę, że wkrótce poprawi swój ranking. Czy to będzie 11., czy 9. miejsce nie wiem. Sezon na kortach ziemnych może być dla Huberta trochę trudniejszy, tym bardziej, że tak pechowo się rozpoczął. Może w Rzymie uda się wygrać kilka spotkań, a to by było bardzo ważne, żeby wierzył we własne siły podczas French Open - twierdzi zwycięzca 52 turniejów w grze podwójnej.

"Piłki meczowe mojego życia"

Na jesieni ukaże się biografia Wojciecha Fibaka. W nowej pozycji na rynku będzie dużo wspomnień byłego tenisisty z bogatej sportowej kariery, będzie też dużo o tenisie współczesnym. Tytuł? "Piłki meczowe mojego życia".

- Jest pan pierwszą osobą. Z nikim jeszcze o tym w mediach nie rozmawiałem. Pracujemy nad książką o tenisie. Jest sporo pracy, bo w książce wykorzystamy wiele informacji z piętnastu grubych albumów, także mojej mamy. Są tam setki zdjęć, są moje dzienniki, a ich też jest ponad czterdzieści z opisami wszystkich meczów. Będzie również o moich kolegach z kortu, m.in. o Jimmym Connorsie, Ivanie Lendlu, Johnie McEnroe, Rafaelu Nadalu, Novaku Djokoviciu, czy wreszcie o Hubercie Hurkaczu i Łukaszu Kubocie.

Ta książka wisiała nade mną od wielu lat. Wszyscy mi mówili, żebym ją koniecznie napisał, także o moim życiu w Nowym Jorku czy Paryżu. Na razie została jednak okrojona do strony sportowej mojego życia od początku kariery. Będę wspominał moich rodziców, którym najwięcej zawdzięczam. To ojciec mnie skierował w stronę kortu, spróbował mnie przekonać, żebym nie grał w piłkę nożną. A wtedy to nie było łatwe. Obijałem piłkę o szarą ścianę, wychodziła na tory kolejowe, musiałem ją stamtąd zbierać. Wtedy, odbijając tę szarą piłkę, wyobrażałem sobie, że gram z moimi tenisowymi idolami na kortach Wimbledonu czy Roland Garros - mówi Interii Wojciech Fibak.

Książka będzie liczyć czterysta stron, zostanie ostatecznie zredukowana z ośmiuset kartek.

- To już ponad rok pracy. Pomaga mi Wojciech Kukuła, jest świetnym tenisistą, fanem tenisa, ale też jednocześnie interesuje go także teatr, kino, kultura, literatura. Profesjonalnego wsparcia udzieliło nam Wydawnictwo Świat Książki. To jest olbrzymi projekt, dlatego bałem się go rozpoczynać, bo wiedziałem, że to nie będzie jakiś jeden artykuł. Nie wiedziałem jednak, że to będą aż takie zmagania i taki wysiłek - zakończył Wojciech Fibak.

Rozmawiał Zbigniew Czyż

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama