Reklama

Reklama

Wojciech Fibak dla Interii: Iga Świątek pisze historię

- Jeszcze nie tak dawno temu o takich wynikach, jakie teraz osiąga Iga Świątek mogliśmy tylko marzyć. To, że Iga wygrała w ubiegłym roku French Open zmieniło w ogóle skalę oczekiwań. Ona pisze historię, od czasów Jadwigi Jędrzejowskiej nie mieliśmy tenisistki w finale debla w Wielkim Szlemie - mówi w rozmowie z Interią były numer 10. rankingu ATP Wojciech Fibak.

Wojciech Fibak gościł w Paryżu przez ostatnie pięć dni Rolanda Garrosa. W stolicy Francji oglądał dwa wielkie finały w grze pojedynczej, ale też finał debla z udziałem Igi Świątek. Niedzielny finał pomiędzy Novakiem Djokoviciem a Stefanosem Tsitsipasem wywarł na nim ogromne wrażenie.

- Przed meczem stawiałem na Greka. Novak Djoković miał bardzo trudny ćwierćfinał i półfinał. Pierwsze ze spotkań zakończył po północy, drugie tuż przed północą. Do łóżka szedł więc spać około czwartej, piątej nad ranem, miał prawo czuć się potwornie zmęczonym. Po dwóch przegranych setach bardzo trudno było mi uwierzyć, że Serb się odbuduje. Ale jeszcze raz pokazał, że jest wielkim graczem, że ta jego serbska natura i wyjątkowa inteligencja, zarówno sportowa, jak i poza kortem mają wielką moc. Grek zagrał przecież najlepszy tenis, jaki tylko można sobie wyobrazić. Novak potrafił wyjść z ogromnych tarapatów. Na naszych oczach pisze się historia, bo Serb goni w liczbie zdobytych wielkoszlemowych tytułów Rafaela Nadala i Rogera Federera. To był piękny finał i wspaniały Roland Garros - mówi nam zwycięzca piętnastu turniejów w grze pojedynczej w zawodach rangi ATP.

Reklama

Iga Świątek napotkała na "pułapkę"

Niestety na ćwierćfinale swój występ w grze pojedynczej zakończyła Iga Świątek. W walce o najlepszą czwórkę przegrała z Greczynką Marią Sakkari 4:6, 4:6.

- Na występ Igi we Francji można mieć dwa spojrzenia. Ktoś może powiedzieć: Zaraz, zaraz, wszystkie najlepsze albo nie przyjechały, albo się wycofały z turnieju z różnych powodów. Te liczące się tenisistki też szybko odpadły. Iga wydawało się miała autostradę do obrony tytułu, sytuacja przypominała tę z przed roku, że wszystko za nią przemawiało, a jednak czasami powstają właśnie pułapki. Okazało się, że Sakkari była bardzo groźna i była lepsza od naszej zawodniczki, zagrała mecz życia. Porażkę Igi tłumaczę trochę tym, że swój wcześniejszy mecz singlowy zakończyła bardzo późno. Z Sakkari grała w dzień, kort był bardzo szybki. Iga się gubiła, była zbyt spóźniona, nie miała swojego timingu. Ten debel, który zagrała w przeddzień, uważam, że jej nawet pomógł, bo grała też w ciągu dnia - twierdzi zwycięzca 52 turniejów w grze podwójnej.

Nowy program o Euro - codziennie na żywo o 12:00 - Sprawdź!

Mimo porażki w ćwierćfinale Wojciech Fibak uważa, że występ we Francji dziewiątej rakiety świata należy ocenić na plus. W deblu nasza reprezentantka dotarła do finału, w którym wraz z Bethanie Mattek-Sands musiała uznać wyższość Barbary Krejczikovej i Kateriny Sinakovej.

- Jeszcze nie tak dawno temu o takich wynikach mogliśmy tylko marzyć. To, że Iga wygrała w ubiegłym roku French Open zmieniło w ogóle skalę oczekiwań. Iga pisze historię, od czasów Jadwigi Jędrzejowskiej nie mieliśmy tenisistki w finale debla w wielkim szlemie. Cofamy się zatem do 1939 roku. Mecze debla z udziałem Igi były pasjonujące. W finale Czeszki były faworytkami i tylko potwierdziły swoją klasę. Iga zagrała poprawne spotkanie, ale to nie wystarczyło na nasze południowe sąsiadki. Z głębi kortu genialnie zagrała Siniakova. Krejczikova natomiast chciała udowodnić Idze, że to ona jest królową kortów ziemnych i mimo zwycięstwa turnieju w singlu chciała także bardzo zwyciężyć w grze podwójnej - dodaje Wojciech Fibak.

Wojciech Fibak: Czekam, żeby Hubert Hurkacz się obudził

Niestety, w ostatnich tygodniach nieudane występy notuje nasz najlepszy tenisista Hubert Hurkacz. W Paryżu Hurkacz odpadł już w pierwszej rundzie, początek sezonu na kortach trawiastych również nie ułożył się po jego myśli. Występ w Niemczech także zakończył już w pierwszej rundzie, przegrywając ze Szwajcarem Dominikiem Strickrem 6:7, 6:7. Dziś Polak inauguruje występy w turnieju ATP 500 w Halle. Pierwszym rywalem będzie notowany cztery pozycje niżej Kanadyjczyk Felix Auger-Aliassime.

- Zmartwiła mnie ta porażka z mało znanym niemieckim tenisistą. Wydawało mi się, że Hubert może wygra dwa, trzy mecze. Bardzo zależy mi na tym i czekam, żeby Hubert zaczął wygrywać. Chciałbym, aby się obudził i uwierzył w to, że ma niezwykle mocne argumenty techniczne, że świetnie porusza się po korcie. Gra pięknie w tenisa, ma niezwykłą inteligencję gry, spryt. Niestety, na razie mu się nie układa. Pamiętam jak temperowałem oczekiwania wobec Huberta po jego zwycięstwie w turnieju w Miami. Mówiłem, że na kortach ziemnych nie będzie łatwo. Nie spodziewałem się jednak, że tych zwycięstw będzie tak mało. Może popełniono jakiś błąd w planowaniu startów. Szkoda, że nie zagrał w Monachium.

Gdziekolwiek jesteś, słuchaj meczu na żywo! - Relacja live tylko u nas!

Teraz będzie grał na wymarzonej dla niego nawierzchni trawiastej, która jest wręcz dla niego stworzona. Hubert ma te "kocie" ruchy, potrafi się na niej świetnie poruszać mimo swojego wzrostu. Dziś czeka go trudny pojedynek z Kanadyjczykiem, który jest prowadzony przez Toniego Nadala. Toni się ze mną konsultuje odnośnie prowadzenia Feliksa, często ze sobą rozmawiamy. W ostatnich dwóch miesiącach dawałem mu kilka rad. Spodziewam się dla Huberta trudnego meczu - zakończył Wojciech Fibak.

Wczoraj Hubert Hurkacz w parze właśnie z Kanadyjczykiem zwyciężyli w pierwszej rundzie debla z Karenem Chaczanowem i Andriejem Rublowem. Dziś staną naprzeciw siebie. Zwycięzca zmierzy się w drugiej rundzie z Rogerem Federerem.

Zbigniew Czyż

Dowiedz się więcej na temat: Iga Świątek | Hubert Hurkacz | Wojciech Fibak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje