Włoszka rozbita, Chwalińska nie miała litości. 6:0 Polki w WTA, wszystko w niecałą godzinę
Maja Chwalińska już na starcie turnieju WTA 125 w Buenos Aires wiedziała, że przynajmniej na tydzień stanie się znów polską rakietą numer 4 - w rankingu WTA wyprzedzi bowiem Katarzynę Kawę. Tyle że 24-letnia zawodniczka wkrótce będzie bronić punktów za triumf we Florianopolis, a walczy dodatkowo o rozstawienie w kwalifikacjach Australian Open. Dlatego tak ważny jest turniej w stolicy Argentyny. Podopieczna trenera Jaroslava Machovsky'ego zaczęła zmagania w fenomenalnym stylu.

W opublikowanej dzisiaj nad ranem aktualizacji rankingu WTA Maja Chwalińska przesunęła się o pięć pozycji w górę, ale wciąż była piątą najwyżej klasyfikowaną Polką - za Igą Świątek, Magdą Linette, Magdaleną Fręch i Katarzyną Kawą. 24-latka z Bielska-Białej po występie w Colinie, tam dotarła do ćwierćfinału, przesunęła się na 128. miejsce. Czyli takie, które w teorii powinno jeszcze zapewnić rozstawienie w eliminacjach Australian Open. W Melbourne w dwóch pierwszych rundach byłaby więc w teorii faworytką.
W rankingu "na żywo" Chwalińka dziś jednak wyprzedziła Kawę, starszą koleżankę z BKT Advantage. Tej bowiem odpisano już punkty za zeszłoroczny finał WTA 125 w Buenos Aires, wtedy przyjechały tu obie, z Mają. I triumfowały w deblu, a przy okazji Katarzyna dotarła do finału singla.
Maja zaś błysnęła w kolejnych zawodach we Florianopolis w Brazylii - wygrała w deblu, z Laurą Pigossi, a później dołożyła triumf w singlu. I tych 125 punktów będzie bronić za tydzień, ale nie w Brazylii, a w Ekwadorze.
WTA IEB+ Buenos Aires. Maja Chwalińska rozstawiona z ósemką. Włoszka pierwszą rywalką
Aby więc utrzymać pozycję zapewniają uprzywilejowany status w Melbourne, Chwalińska musiałaby w Ameryce Południowej wygrać jeden z tych turniejów. Ewentualnie w jednym zameldować się w finale, a w drugim - w półfinale. Konkurencja jest zaś spora, kilka zawodniczek liczy jeszcze na miejsce w Australian Open, dla nich te turnieje na mączce są też szansą na awans.

Inny cel ma zaś Włoszka Jessica Pieri - 232. na światowej liście. Jej brakuje kilkunastu miejsc, by zapewnić sobie w ogóle grę w kwalifikacjach Wielkiego Szlema, co dla wielu zawodniczek jest celem samym w sobie. Zapewnia bowiem budżet na kilka albo kilkanaście tygodni podróży na kolejne imprezy.
Tyle że w meczu z Polką 28-letnia zawodniczka z południa Europy nie miała za wiele do powiedzenia. O ile w starciach z Weroniką Falkowską (w marcu w Warmbad Villach) i Anną Hertel (w sierpniu w Bydgoszczy) dyktowała warunki, to dziś grała na zasadach Chwalińskiej.
Polka zaś od początku rozrzucała ją po korcie, zmieniała rytm, raz zwalniała, a raz przyspieszała grę. Maja szybko przełamała przeciwniczkę i choć za moment sama straciła podanie, to momentalnie znów odpowiedziała breakiem. Była o wiele lepsza, w nieco ponad pół godziny zapisała seta na swoim koncie (6:2).

Drugi zaś był jeszcze krótszy, zwłaszcza jego końcówka. Drugi serwis Pieri w ogóle nie funkcjonował, Chwalińska od razu atakowała returnem. W końcowych gemach Włoszka już się mentalnie poddała, doszły banalne błędy. Po 57 minutach padła komenda "gem, set i mecz Chwalińska", drugi set zakończył się wynikiem 6:0.
Kolejną rywalką 24-latki będzie Amerykanka Varvara Lepchenko lub Brazylijka Laura Pigossi.













