Reklama

Reklama

Wimbledon. Venus Williams z Garbine Muguruzą w finale

Pięciokrotna triumfatorka imprezy Amerykanka Venus Williams (nr 10.) i Hiszpanka Garbine Muguruza (14.) spotkają się w sobotnim finale 131. edycji wielkoszlemowego turnieju na trawiastych kortach w Wimbledonie.

37-letnia Williams zawsze świetnie się czuje na obiekcie The All England Lawn Tennis and Croquet Club, na którym odnosiła singlowe zwycięstwa w latach 2000-01, 2005 i 2007-08, a także trzykrotnie przegrywała w finale (2002-03 i 2009), który w czwartek osiągnęła na londyńskiej trawie już po raz dziewiąty.

Dokonała tego pokonując po południu Brytyjkę Johannę Kontę (nr 6.) 6:4, 6:2, a zajęło jej to godzinę i 13 minut.

W pierwszym secie zacięta walka o utrzymanie własnych serwisów trwała do stanu 4:4, gdy nieoczekiwanie nie udało się to Brytyjce. Chwilę później Williams zrobiła użytek ze swojego świetnego podania i po 38 minutach zamknęła partię wynikiem 6:4.

Reklama

Drugi set już nie był tak wyrównany, a Konta złapała w nim wyraźną zadyszkę i to już na początku. Doświadczona Amerykanka zachowała się jak rasowy drapieżnik, który poczuł krew, przyspieszając tempo wymian i wykorzystując każde, nawet najmniejsze zawahanie rywalki. Od stanu 1:1 zdobyła trzy kolejne gemy.

Brytyjka zdołała co prawda wyjść na 2:4, ale dwa ostatnie gemy znów należały do Williams, która rozstrzygnęła na swoją korzyść spotkanie po raz trzeci tego dnia przełamując podanie rywalki.

- To był bardzo dobry i ciekawy mecz, ale dzisiaj wszystko układało się zdecydowanie po mojej myśli. Cały czas kontrolowałam jego przebieg i udało mi się wykorzystać wszystkie wypracowane szanse Mam wrażenie, że ona była trochę stremowana, zresztą na jej miejscu też bym była, grając przed własną widownią, która tak wiele ode mnie oczekuje - podsumowała mecz Williams.

O ile w jej meczu z Konta, było choć trochę niepewności w pierwszym secie, o tyle pierwszy z kobiecych półfinałów nie dostarczył zbyt wielu emocji, a raczej z każda minutą żal było coraz bardziej Słowaczki Magdaleny Rybarikovej, której wszelkie starania o podjęcie większej walki na Korcie Centralnym nie przynosiły większych efektów. Był to jej 36. start w Wielkim Szlemie, ale po raz pierwszy zdołała przejść trzecią rundę.

W Wimbledonie Słowaczka zagrała po raz dziesiąty, a wcześniej aż ośmiokrotnie przegrywała tu w pierwszym meczu. Tegoroczny półfinał zasługuje na uznanie, bo jeszcze trzy miesiące temu zajmowała 452. pozycję w rankingu WTA Tour, niemal zaraz po powrocie na korty po operacjach prawego kolana i lewego nadgarstka. W poniedziałek awansuje z 87. na 33. pozycję na świecie, a wcześniej najwyżej była notowana na 31. miejscu.

- To wszystko, co mi się tu przydarzyło, to piękny sen, wielki radosny sen, którego się nie spodziewałam. Trochę żal, że dzisiaj nie zagrałam tak, jak powinnam, ale jestem zadowolona z całego turnieju i tego, co mi się udało osiągnąć. Przed przyjazdem do Londynu liczyłam na dobry wynik, ale nie spodziewałam się, że będzie to półfinał - tłumaczyła wyraźnie wzruszona Słowaczka.

Owszem rozstawiona z numerem 14. Muguruza była zdecydowaną faworytką, jeszcze przed regulaminową rozgrzewką. Jednak nikt nie spodziewał się, że tak zdecydowanie narzuci swój styl przeciwniczce, która po raz pierwszy w karierze doszła tak daleko w Wielkim Szlemie. Hiszpanka wygrała trwający 65 minut mecz, oddając jej zaledwie po jednym gemie w każdym secie.

Na otwarcie pewnie zdobyła pięć gemów, zanim Rybarikova zdołała po raz pierwszy w tym spotkaniu utrzymać własne podanie. Chwilę później, po półgodzinnej, walce na tablicy pojawił się wynik 6:1. Drugi set był równie jednostronny, ale tym razem Słowaczka wygrała własny serwis na 1:4 i więcej już nie zdołała urwać rozpędzonej Hiszpance, choć obroniła jednego meczbola.

W ten sposób 23-letnia Muguruza po raz trzeci w karierze osiągnęła finał w Wielkim Szlemie, a drugi na londyńskiej trawie, podobnie jak w 2015 roku.  W ubiegłym sezonie za to zdobyła pierwszy tytuł w jednym z czterech najważniejszych turniejów w sezonie, zwyciężając na paryskich kortach ziemnych im. Rolanda Garrosa. W obydwu trafiała na młodszą, ale bardziej utytułowaną z sióstr Williams - Serenę.

- To chyba jakieś dziwaczne przeznaczenie, że jak dochodzę do finału w Wielkim Szlemie, to na tablicy wynikowej widzę nazwisko Williams, Ale powinnam się już do tego w sumie przyzwyczaić - powiedziała wyraźnie rozbawiona Muguruza na konferencji prasowej.

Biorąc pod uwagę wcześniejsze sukcesy na trawie w Wimbledonie, ale korzystny bilans meczów z Hiszpanką 3-1, w tym na szybkich twardych kortach 3-0 (jedynej porażki doznała na ziemnej nawierzchni), to faworytką finału wydaje się właśnie Wiilliams. Jednak w dotychczasowych meczach w tegorocznej edycji nieco lepsze wrażenie sprawia Muguruza, a obie jak na razie straciły tylko po secie.

Finał kobiet w The Championships 2017 odbędzie się w sobotę o godzinie 15.00. Po nim zostanie rozegrany decydujący mecz rywalizacji deblistów, w którym wystąpi polsko-brazylijski duet Łukasz Kubot i Marcelo (4.).

Liderzy rankingu najlepszych par sezonu ATP Doubles Race to London pokonali w pierwszym z czwartkowych półfinałów, po trzyipółgodzinnej walce, triumfatorów styczniowego Australian Open - Fina Henriego Kontinena i Australijczyka Johna Peersa 6:3, 6:7 (4-7), 6:2, 4:6, 9:7.

Wcześniej, bo w piątek po południu zostaną wyłonieni uczestnicy decydującego spotkania w męskiej rywalizacji w singlu. W niej zdecydowanie najwyżej stoją notowania Szwajcara Rogera Federera, który w pięciu pojedynkach - jako jedyny w gronie półfinalistów - nie stracił jeszcze seta.

Tenisista z Bazylei, który w sierpniu skończy 36 lat, jest coraz bliżej wyśrubowania rekordu w liczbie wielkoszlemowych triumfów. Ma ich w dorobku 18, po styczniowym zwycięstwie w Australian Open, a w Wimbledonie zmierza też po swój ósmy tytuł, po sukcesach z lat

W drugim z piątkowych pojedynków 1/2 finału Federer, rozstawiony z numerem trzecim, spotka się z Czechem Tomasem Berdychem (11), z którym ma bilans dotychczasowych pojedynków 18-6, a na trawie 2-1. Jednak na tej nawierzchni ostatni raz trafili na siebie 2010 roku i wtedy nieoczekiwanie w ćwierćfinale Wimbledonu lepszy okazał się Czech.

Przed nimi, już o godzinie 13.00, wyjdą na Kort Centralny Chorwat Marin Cilić (7.) i Amerykanin Sam Querrey (24.). Faworytem jest Cilić, który pokonał tenisistę z USA we wszystkich czterech dotychczasowych meczach, w tym trzech na trawie. Na dodatek Chorwat ma w dorobku wielkoszlemowy triumf w nowojorskim US Open w 2014 roku.

Z Londynu Tomasz Dobiecki


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne