Reklama

Reklama

Wimbledon: Tylko Radwańska w drugim tygodniu w singlu

Agnieszka Radwańska jako jedyna z siedmiorga polskich tenisistów startujących w wielkoszlemowym turnieju na trawiastych kortach w Wimbledonie przetrwała w singlu do drugiego tygodnia imprezy. Nie uda się powtórzyć ubiegłorocznych londyńskich sukcesów Jerzemu Janowiczowi (półfinał) i Łukaszowi Kubotowi (ćwierćfinał), który odpadli w sobotę w trzeciej rundzie.

Pierwsza niedziela tradycyjnie na kortach The All England Lawn Tennis and Croquet Club jest dniem wolnym od gier, ale zarazem stanowi w Londynie swoistą granicę między pierwszym i drugim tygodniem w Wielkim Szlemie.

W poniedziałek po południu Radwańska będzie walczyć w awans do ćwierćfinału, który na londyńskiej trawie osiągała już czterokrotnie. Najpierw jej się to udało w latach 2008-09, a w dwóch ostatnich sezonach poprawiła ten wynik. W 2012 roku dotarła do finału, w którym przegrała w trzech zaciętych setach z Amerykanką Sereną Williams, a w poprzedniej edycji odpadła w półfinale, po porażce z Niemką Sabine Lisicki.

Reklama

Rozstawiona z numerem czwartym krakowianka wyjdzie na kort numer 3 w drugim z wyznaczonych na nim spotkań, zaraz po meczu Hiszpana Feliciano Lopeza (19.) z Amerykaninem Johnem Isnerem (9.). Jej rywalką będzie Rosjanka Jekaterina Makarowa (22.), z którą ma bilans dotychczasowych pojedynków 3-1.

- Jedyny raz przegrałam z nią chyba ostatnio w tej samej fazie w US Open? Cóż, czas się zrewanżować - powiedziała krótko Polka pytana przez dziennikarzy o kolejną rywalkę.

Wszystkie dotychczasowe spotkania rozegrały na twardych betonowych kortach. Radwańska, nie tracąc seta, lepsza była w 2009 roku w Tokio (7:5, 6:3), w 2010 r. w Miami (7:5, 6:0) oraz w 2012 w New Haven (6:1, 6:0). Jedyna "wpadka"zdarzyła jej się we wrześniu w Nowym Jorku, gdzie przegrała z nią 4:6, 4:6.

- Na pewno jestem faworytką, ale w kobiecym tenisie nie ma sensu przywiązywać większej uwagi do rozstawienia i miejsc w rankingu. Poziom jest tak wyrównany, że każda dziewczyna może tu praktycznie wygrać z każdą.Wystarczy przyjrzeć się drabince po pierwszym tygodniu -uważa Radwańska, która jest najwyżej notowana zawodniczką w dolnej połówce.

Nie ma już w turnieju prowadzącej w rankingu WTA Tour Amerykanki Sereny Williams, ani wiceliderki Chinki Na Li. W tej sytuacji w górnej części drabinki jest nią natomiast rozstawiona z "trojką" Rumunka Simona Halep, która w ewentualnym półfinale może trafić np. na Rosjankę Marię Szarapową(5.), triumfatorkę tej imprezy z 2004 roku

Natomiast Radwańska, jeśli upora się z Makarową, to dalej może spotkać się z jedną z Czeszek - Lucie Safarovą (22.) lub Terezę Smitkovą w ćwierćfinale, a w kolejnej rundzie np. z ich rodaczka Petrą Kvitovą (6.).

- Nigdy nie wybiegam do przodu i nie patrzę w drabince z kim będę grała w następnych rundach. Już parę razy tak było, że wszyscy pisali o tym, że mam wyczyszczoną drogę do finału czy zwycięstwa, a ja przegrywałam o jedną czy dwie piłki jakiś mecz, tak jak przed rokiem w półfinale z Lisicki. Teraz jest Makarowa i na niej się skupiam, a dopiero jak wygram będę się zastanawiała co dalej. Na pewno jutro na moją korzyść będzie przemawiać to, że gramy na trawie, czyli mojej ulubionej nawierzchni. Ale i tak muszę po prostu zagrać swój tenis i nie oglądać się na rywalkę - uważa 25-letnia krakowianka.

Jest jedyna Polką, jakiej udało się w Londynie przejść w tym roku pierwszą rundę, w której odpadły jej młodsza siostra Urszula, Katarzyna Piter i Paula Kania, jedna ze zwyciężczyń kwalifikacji do turnieju głównego.

Radwańska w sumie spędziła na korcie około trzech godzin i w trzech pojedynkach w Wimbledonie nie straciła jeszcze seta. Makarowa już na otwarcie stoczyła ciężki trzysetowy mecz z japońską weteranką Kimiko Date-Krumm, potem odniosła dwa łatwiejsze zwycięstwa.

Natomiast w rywalizacji mężczyzn w drugim z wielkoszlemowych tygodniu nie ma już Polaków w singlu. Jerzy Janowicz (nr 15.) przegrał w sobotę wieczorem ciężki pięciosetowy maraton z Hiszpanem Tommym Robredo (23.), w wyniku czego obronił tylko 90 z 720 punktów za ubiegłoroczny półfinał. Oznacza to, że za tydzień przesunie się w rankingu ATP World Tour z 25. miejsca tuż za czołową 50-tkę.

Z pierwszej setki wypadnie za to (z 72. w okolice 120.-125. lokaty) Łukasz Kubot, który zdobył też 90 punktów, a w poprzedniej edycji wywalczył ich 360 za ćwierćfinał. Tenisista z Lubina poniósł w sobotę porażkę w trzech setach z Kanadyjczykiem Miosem Raonicem (8.).

Kubot startuje jeszcze w deblu, razem ze Szwedem Robertem Lindstedtem, z którym w styczniu triumfował w wielkoszlemowym Australian Open. Rywalami debla numer siedem w drabince będą w drugiej rundzie Australijczycy Chris Guccione i Lleyton Hewitt, w drugim spotkaniu na korcie numer 16 (początek gier o 11.30).

- To starzy wyjadacze, więc nie będzie to łatwy mecz. Nie dość, że lewa ręka Guccione zawsze na trawie sprawia większe problemy, niż na innych nawierzchniach, to jeszcze Hewitt, jeden z najlepiej returnujących zawodników na świecie, niezależnie od wieku i aktualnego rankingu. Pokonaliśmy ich przed miesiącem w Roland Garros, ale to był kort ziemny. Na trawie będzie trudniej z nimi wygrać, ale nie jest to niemożliwe - powiedział Kubot.

Swoje mecze w drugich rundach - rozpoczęte w sobotę i przerwane przez deszcz - dokończą w poniedziałek w deblu Klaudia Jans-Ignacik oraz w mikście Tomasz Bednarek. Rywalizację w turnieju juniorskim rozpocznie tego dnia natomiast trójka Polaków: Kamil Majchrzak, Jan Zieliński i Hubert Hurkacz.

Z Londynu Tomasz Dobiecki

Dowiedz się więcej na temat: Agnieszka Radwańska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje