Reklama

Reklama

Wimbledon - Serena Williams: Może staję się coraz młodsza?

Serena Williams wygrała po raz szósty turniej na trawiastych kortach w Wimbledonie, pokonując w sobotnim finale Hiszpankę Garbine Muguruzę 6:4, 6:4. 33-letnia amerykańska tenisistka odnotowała 21. triumf w Wielkim Szlemie, została najstarszą zwyciężczynią w tym cyklu, choć twierdzi, że czuje się jakby stawała się młodsza.

- To niewiarygodne uczucie, bardzo ekscytujące. Ze wszystkich Wielkich Szlemów w tym roku chciałam najbardziej wygrać właśnie Wimbledon i tak się stało. Myślę, że pomógł mi w tym tydzień dłużej między Roland Garros a Wimbledonem. Wydłużenie części sezonu na trawie to zdecydowanie dobry pomysł. Jest więcej czasu, żeby się przestawić z "ziemi" na trawę i trenować, ale też więcej czasu na odpoczynek - powiedziała Williams.

- Mimo wieku, mam wrażenie, że z moim ciałem jest lepiej niż 10-12 lat temu. Czuję, że mogę więcej zdziałać fizycznie. Oczywiście, zdarzają się jakieś tam urazy, czasem coś boli, ale generalnie czuje się mocniejsza. Dużo też nad tym pracuję, żeby wszystko było, jak należy. Może staję się coraz młodsza? - dodała.

Reklama

Amerykanka została w sobotę najstarszą zwyciężczynią jednego z czterech najważniejszych turniejów w sezonie, bowiem ma 33 lata i 289 dni. Dotychczasową rekordzistką była Martina Navratilova (33 lata i 263 dni)

Williams po raz czwarty spotkała się z Muguruzą, a po raz trzeci ją pokonała - wcześniej dwukrotnie na twardej nawierzchni w wielkoszlemowym Australian Open. Przegrała z nią przed rokiem, również w Wielkim Szlemie, ale na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa.

- Myślę, że ona będzie bardzo dobrą zawodniczką. Już jest, a widziałam jej postępy, jak mnie pokonała wtedy w Paryżu. No i dzisiaj też pokazała świetny tenis. Jest bardzo zdeterminowana i odważna, w ogóle nie było po niej widać zdenerwowania pierwszym występem w finale Wielkiego Szlema. Takiej postawy dawno już nie widziałam u rywalek, jestem pod wrażeniem i jestem pewna, że już niedługo to ona będzie odbierać puchar za zwycięstwo w jakimś turnieju wielkoszlemowym - powiedziała Williams.

- Mam tylko nadzieję, że jeszcze nie w tym sezonie, bo ja wciąż mam w planach zdobyć Wielkiego Szlema, wygrywając US Open. Oczywiście "Serena Slam" cieszy, i to bardzo, ale mam cel trochę większy i liczę, że uda mi się go zrealizować już za dwa miesiące - dodała.

"Serena Slam" to określenie wymyślone przez WTA Tour ponad dekadę temu, gdy Williams wygrała cztery kolejne imprezy wielkoszlemowe, ale nie w jednym sezonie. Wówczas serię rozpoczęła od Roland Garros 2002, a zakończyła sukcesem w Australian Open 2003.

Tym razem jest niepokonana w tym cyklu od ubiegłorocznego US Open. Jeśli powtórzy wynik w Nowym Jorku, to odnotuje klasycznego Wielkiego Szlema. W sobotę wygrała po raz 21. jedną z czterech najważniejszych imprez w sezonie.

Natomiast 21-letnia Muguruza jest dopiero na początku swojej tenisowej drogi. Jest jedną z najzdolniejszych zawodniczek młodego pokolenia. W poniedziałek awansuje po raz pierwszy w karierze do czołowej dziesiątki rankingu WTA Tour- na dziesiąte miejsce.

- Nie myślę na razie o rankingu i innych rzeczach, wciąż cieszę się tą chwilą, tym finałem, którego nigdy nie zapomnę. Kiedy ludzie zgotowali mi po nim owację na stojąco, nie mogłam przestać płakać, po prostu mocno mnie złapało za gardło i nie mogłam sobie z tym poradzić. Czułam się wyjątkowo, jak nigdy dotąd - powiedziała Hiszpanka.

Sobotni finał rozpoczęła od przełamania serwisu rywalki, dzięki czemu prowadziła później 2:0, 3:1 i 4:2. Potem jednak przegrała pięć gemów i po drodze seta.

W drugiej partii szybko zrobiło się 1:5, ale wtedy zaczęła odrabiać straty. Jednak przy 4:5 i własnym serwisie nie zdołała zdobyć punktu i przegrała trwające godzinę i 23 minuty spotkanie.

- Dzisiaj nauczyłam się, że ludzie się denerwują i to mocno, gdy jest walka o dużą stawkę. Dzisiaj widziałam to u Sereny i starałam się wykorzystać swoją szansę. Nie udało się, także dlatego, że w końcówce ja się trochę zaczęłam denerwować, a było blisko wyrównania. Niestety, przeciwko niej nie można okazywać słabości, ani robić błędów, takich jak te w ostatnim gemie u mnie. Muszę wyciągnąć wnioski z tego - powiedziała Hiszpanka

- Zresztą podczas tego Wimbledonu nauczyłam się, jak ważny jest każdy mecz, szczególnie w pierwszych rundach są naprawdę ciężkie, bo jest dużo nerwów. Trzeba być bardzo mocnym psychicznie, żeby je przetrwać, ale potem z każdym kolejnym nabiera się więcej siły i wiary w siebie. Bez tego trudno jest przetrwać w drugim tygodniu Wielkiego Szlema - dodała.

W niedzielę o godzinie 14.00 czasu londyńskiego (15.00 polskiego) rozpocznie się finał singla mężczyzn. Spotkają się w nim broniący tytułu Serb Novak Djoković (nr 1.) oraz siedmiokrotny triumfator Wimbledonu - Szwajcar Roger Federer.

Będzie to ich 40. pojedynek, a bilans dotychczasowych jest nieznacznie korzystny dla Szwajcara 20-19.

Z Londynu Tomasz Dobiecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje