Reklama

Reklama

Wimbledon. Nerwowe chwile Alicji Rosolskiej

Występ Alicji Rosolskiej w deblu w wielkoszlemowym Wimbledonie wiązał się z dużymi nerwami, gdy okazało się, że nie zagra zgodnie z pierwotnym planem z Chinką Zhaoxuan Yang. - Na znalezienie nowej partnerki miałam półtora dnia - zaznaczyła polska tenisistka.

Rosolska w środę awansowała do drugiej rundy debla. Razem z Astrą Sharmą wygrały na otwarcie z Rosjanką Witalią Diaczenko i Julią Putincewą z Kazachstanu 7:6 (7-1), 6:3. Jak się jednak okazało, duet z Australijką był efektem gorączkowych poszukiwań tuż przed zamknięciem list startowych londyńskiej imprezy.

"Trochę śmieszna sytuacja wyszła. Byłam umówiona na Wimbledon z moją byłą partnerką Zhaoxuan Yang, ale po naszym ostatnim meczu w Eastbourne okazało się, że jednak zagra ona z inną tenisistką. Miałam więc półtora dnia, by znaleźć nową partnerkę" - relacjonowała 33-letnia warszawianka.

Reklama

Gdy jeden z dziennikarzy zauważył, że to mało profesjonalne zachowanie ze strony Azjatki, Polka jej broniła.

"To nie było do końca zostawienie mnie. Powiedziała, że jak nikogo nie znajdę, to zagramy jednak razem w Londynie. Już wcześniej w Nottingham słychać było głosy, że Chińczycy będą już łączyć swoje tenisistki w deblu z myślą o igrzyskach, ale Yang napisała do mnie potem z propozycją wspólnego startu w Wimbledonie. W poprzednich latach miałam już takie sytuacje z Shuai Peng, że na ostatnią chwilę było przepisywanie i trochę się tego obawiałam. To nie była jednak decyzja samej Zhaoxuan tylko trenerów" - zaznaczyła.

Jak dodała, gorączkowo zastanawiała się, do której z tenisistek napisać z pilną propozycją współpracy.

"Nie chciałam byle kogo, bo chciałam powalczyć. Z drugiej strony wiedziałam, że wszystkie dobre zawodniczki są już poumawiane. Zastanawiałam się, do kogo napisać, żebym mogła zagrać, a jednocześnie, żeby ta dziewczyna pasowała mi stylem gry. Przejrzałam listę zawodniczek - które już się zgłosiły, a które jeszcze nie. Astra już była zapisana, ale łączny ranking jej i jej partnerki był za słaby, żeby się dostały. Napisałam więc do niej, a ona odpowiedziała, że bardzo chętnie zagra, tylko porozmawia ze swoją partnerką i byłyśmy umówione" - wspominała Rosolska.

Przyznała, że podobał się jej styl gry Sharmy. Uznała, że serwis Australijki będzie mocną bronią na londyńskiej trawie.

"Nie wiedziałam do końca, czego się spodziewać. Przed meczem pierwszej rundy miałyśmy razem dwa treningi. Jestem bardzo zadowolona. Astra nawet bardziej pasuje do mojego stylu gry niż Yang" - oceniła.

Polka była też pod wrażeniem tego, ile osób włączyło się w jej pilne poszukiwania partnerki.

"Napisałam wraz z moim mężem do różnych trenerów, m.in. do szkoleniowca Angelique Kerber oraz do Caroline Wozniacki, czy nie wiedzą o kimś, kto szuka kogoś do pary. Dziewczyny przysyłały mi propozycje "Może zagrasz z tą? A może z tą?". To było niesamowite, bo dziewczyny są nieraz zazdrosne, a po drugie - raczej nie chcą mieć przeciwko sobie dobrych rywalek. A mimo to wysyłały mi te propozycje. Holenderka Demi Schuurs nawet stworzyła listę zawodniczek, z którymi mogłabym się załapać" - relacjonowała.

Rosolska i Sharma w drugiej rundzie zmierzą się z rozstawionymi z numerem ósmym Niemką Anną-Leną Groenefeld i ...Schuurs.

"Nie lubię grać przeciwko dobrym koleżankom. Jestem bardzo wdzięczna Demi za jej pomoc" - podkreśliła warszawianka.

Z Londynu Agnieszka Niedziałek


Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy