Reklama

Reklama

Wimbledon - Łukasz Kubot po raz drugi z szansą na londyński ćwierćfinał

Łukasz Kubot po raz trzeci będzie walczył o miejsce w ćwierćfinale imprezy zaliczanej do Wielkiego Szlema, a drugi na trawiastych kortach w Wimbledonie (pula nagród 22,56 mln funtów). W 2011 roku od awansu dzieliła go jedna piłka.

Wówczas po drugiej stronie siatki kortu numer 3, czwartego co do wielkości obiektu przy Church Road, stał Hiszpan Feliciano Lopez. Kubot wygrał dwa pierwsze sety, a w trzecim miał do dyspozycji dwa meczbole, ale ich nie wykorzystał.

"Takie mecze się zdarzają w tenisie, nic na to się nie poradzi. Na pewno tego nigdy nie zapomnę, bo ćwierćfinał był prawie na wyciągnięcie ręki, ale, jak się okazało, jednak o jedną piłkę za daleko. Najważniejsze jest, żeby to się nie powtórzyło" - powiedział 31-letni Polak.

W sobotę powtórzył on swój najlepszy wynik w Wielkim Szlemie po raz drugi. Bowiem pierwszy raz dotarł do 1/8 finału w styczniu 2010 roku w Australian Open. W Melbourne musiał w tej fazie uznać wyższość Serba Novaka Djokovica, obecnego lidera rankingu ATP World Tour.

Reklama

Tym razem na drodze tenisisty z Lubina, zajmującego w tej klasyfikacji 130. miejsce, będzie 111. na świecie Francuz Adrian Mannarino, z którym jeszcze nie miał okazji grać.

"Patrząc na jego pozycję można byłoby sądzić, że to łatwy rywal, ale przecież tak jak ja rozegrał tu świetny pierwszy tydzień w Wielkim Szlemie. Osiągniecie czwartej rundy nie jest przypadkiem, nawet jeśli z drabinki poodpadali w naszej części Roger Federer czy Rafael Nadal. Obaj wykorzystaliśmy tę szansę i obaj chcemy zagrać w ćwierćfinale" - powiedział Kubot.

"Dla mnie na pewno to ciężki rywal, bo zawsze miałem problemy z graczami leworęcznymi. Po prostu piłka wraca od nich pod innym kątem i kierunkiem i czasem trudno się na to przestawić. Do tego jest on dość niski, więc będzie groźny przy returnie, a ten jest jednym z najważniejszych uderzeń na trawie. Na pewno będę się musiał skupić na swojej grze i pilnować własnego serwisu, no i dobrze returnować" - dodał.

Od kilku lat Kubot współpracuje z czeskim trenerem Janem Stocesem, który uważa, że najlepiej potencjał gry Polaka wydobywa taktyka serwis-wolej.

"Łukasz nie jest młodym zawodnikiem, więc nie może tracić sił na zbyt długie wymiany. Musi szukać swoich szans w ataku i jak najwięcej punktów zdobywać przy siatce. Na Mannarino przygotujemy na spokojnie taktykę, ale to będą raczej detale, bo wiadomo, że jesteśmy w Wimbledonie, gramy na trawie, a na niej po prostu trzeba chodzić do siatki i tyle" - powiedział Stoces.

"Wiele się mówi, że korty są coraz wolniejsze, że piłki są cięższe i że wszyscy grają coraz bardziej defensywnie. Ale są przypadki, które potwierdzają, że technika serwis-wolej ma sens. Przecież dzięki niej Serhij Stachowski wyeliminował w tym tygodniu Rogera Federera, a Łukasz jest o krok od ćwierćfinału. Jak widać, jest w tym sens" - dodał.

Kubot i Mannarino wyjdą w poniedziałek do gry już o godzinie 11.30 (12.30 czasu polskiego) na kort numer 14. Stawką dla obydwu graczy jest nie tylko pierwszy wielkoszlemowy ćwierćfinał, ale i czek na 205 tysięcy funtów i 360 punktów do rankingu (przegrany zarobi 105 tys. i 180 pkt).

Za dwa tygodnie na podstawie rankingu ATP World Tour z 14 lipca zostanie wyłoniona lista uczestników ostatniego wielkoszlemowego turnieju US Open. Obecnie Polak powinien w nim awansować w okolice 91. miejsca, ale przez dwa najbliższe tygodnie musi obronić pozycje w setce, by myśleć o występie w Nowym Jorku bez eliminacji.

"Nie mam co kalkulować i się zastanawiać, muszę wygrać w Wimbledonie jeszcze jeden mecz, a wszystko będzie dobrze i nie będzie niepotrzebnych nerwów" - uważa Kubot.

Po zakończeniu meczu z Mannarino i po przerwie na odpoczynek Polaka czeka jeszcze występ w 1/8 finału debla, w parze z Marcinem Matkowskim. Duet rozstawiony z numerem 15. spotka się po południu na korcie numer 10. z parą numer cztery w drabince - Leander Paes z Indii i Czech Radek Sztepanek.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje