Reklama

Reklama

Wimbledon już za chwileczkę, już za momencik…

Na dzień przed rozpoczęciem Wimbledonu, trzeciego tegorocznego turnieju wielkoszlemowego, gorączka przygotowań udzieliła się nie tylko organizatorom, ale i tenisistom. Niedzielę na trawiastych kortach przy Church Road najlepiej obrazuje piosenka z bajki o psie Pankracym "już za chwileczkę, już za momencik".

Na dzień przed londyńskim turniejem obiekt The All England Lawn Tennis and Croquet Club przypomina polowe zgrupowanie wszystkich możliwych służb: mundurowych, porządkowych, sędziów, dzieci do podawania piłek i tenisistów, czyli głównych bohaterów wydarzeń, jakie rozegrają się w ciągu najbliższych dwóch tygodni.

Reklama

Od rana na trybunach Kortu Centralnego zasiadały grupki oficerów Królewskiej Marynarki Brytyjskiej, lotnicy z RAF-u i przedstawiciele piechoty, przypominając sobie regulamin i zasady kierowania ruchem kibiców podczas meczów. Tradycyjnie już bowiem to zawodowi wojskowi pełnią tę funkcję, ze względu na często pojawiających się podczas spotkań członków rodziny królewskiej i arystokratów.

Swoje odprawy przeprowadzały też rzesze honorowych stewardów w klubowych marynarkach i kapeluszach słomkowych (czyli wiekowi członkowie The All England Club). Również ochroniarze ubrani w nienagannie skrojone mundury i czapki przypominające policyjne okrycia głowy. W ich ślady po południu poszli sędziowie, dzieci do podawania piłek, a nawet służby sprzątające obiekt czy hostessy obsługujące stoiska z folderami i pamiątkami.

- Tłoczno i głośno tu jak na Oxford Street w weekend sezonowych przecen, a zawodnicy i zawodniczki uwijają się na kortach, jak w ulu - podsumowała Agnieszka Radwańska atmosferę i zamieszanie na kortach treningowych Aeorangi Club, usytułowanych tuż za Wzgórzem Henmana.

Tam na ostatnie próby oswojenia się ze śliską trawą, najtrudniejszą ze wszystkich nawierzchni, zdecydowali się niemal wszyscy tenisiści. Tego dnia trenowała nie tylko krakowianka, ale i Szwajcar Roger Federer, Hiszpan Rafael Nadal, Serb Novak Djokovic, amerykańskie siostry Serena i Venus Williams. Nieco mniej znani czy niżej notowani uczestnicy turnieju musieli zazwyczaj dzielić z innymi połówki kortów, co przez obecność za linią końcową ich trenerów i rodziców faktycznie powodowało solidne zagęszczenie.

Gwar i ruch zapanował również wśród licznie zjeżdżających się akredytowanych dziennikarzy. Odbyły się nawet już pierwsze konferencje prasowe, na przykład z ubiegłorocznymi triumfatorami Wimbledonu - Szkotem Andym Murrayem i Francuzka Marion Bartoli, która po życiowym sukcesie zakończyła karierę.

- Czy żałuję pożegnania z tenisem? Nie sadzę, spójrzcie na mnie, kwitnę - przekonywała po południu przedstawicieli mediów Bartoli, której kilkakrotnie kokieteryjnie opadał dekolt efektownego swetra, odsłaniając bark i ramiączko stanika.

- Uuups, przepraszam, chyba mało praktycznie się dziś ubrałam  - kontynuowała bez jakiegokolwiek zawstydzenia Francuzka. Ale tak już w moim kraju kobiety celebrują swoją wolność i niezależność. Jestem wolna i cieszę się obecnie wielką swobodą i nadmiarem wolnego czasu - dodała z wyraźnym rozbawieniem.

Niesamowicie poważnie do pierwszych obowiązków w 128. edycji Wimbledonu przystąpił natomiast Murray. Szkot, mistrz olimpijski igrzysk w Londynie (2012), potwierdził po raz kolejny, że wciąż jest najszczęśliwszym tenisistą w całym Zjednoczonym Królestwie, odkąd jako pierwszy Brytyjczyk po 76-letniej przerwie triumfował przy Church Road.

- Nie wiem czy uda mi się obronić tytuł, choć na pewno bardzo chciałbym tego dokonać. Nie będzie łatwo, bo rywale są naprawdę mocni, ale zrobię wszystko, żeby mi się udało - wygłosił urzędową formułkę zapytany o szanse na zwycięstwo w imprezie.

Jak przystało na ubiegłorocznego mistrza, w zgodzie z jedną z niewzruszalnych tradycji wimbledońskich, właśnie on otworzy w poniedziałek rywalizację na Korcie Centralnym. Rywalem tenisisty rozstawionego z numerem trzecim będzie Belg David Goffin.

Zaraz po nich do gry wyjdzie - w swoim wielkoszlemowym debiucie - Paula Kania. Po drugiej stronie siatki stanie za to sama wiceliderka rankingu WTA Tour, Chinka Na Li.

Natomiast na koniec pierwszego dnia, w ostatnim pojedynku na korcie numer 2., wystąpi Agnieszka Radwańska (nr 4.), finalistka turnieju sprzed dwóch lat i ubiegłoroczna półfinalistka. Rywalką krakowianki będzie Rumunka Andreea Mitu, która przebiła się przez trzy rundy eliminacji. Pozostała piątka Polaków startujących w singlu: Katarzyna Piter, Urszula Radwańska, Jerzy Janowicz, Łukasz Kubot i Michał Przysiężny, poczeka na swoje pierwsze mecze do wtorku.

Z Londynu Tomasz Dobiecki

Dowiedz się więcej na temat: Wimbledon

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy