Reklama

Reklama

Wimbledon. Johanna Konta, czyli great Great Britain!

Brytyjka Johanna Konta podbiła serca londyńskiej widowni awansując do półfinału Wimbledonu, po wygranej z Rumunką Simoną Halep 6:7 (2-7), 7:6 (7-5), 6:4. Miejscowi dziennikarze i kibice już powtarzają: "great Great Britain!".

Co gorsza będą to robić co najmniej przez półtora dnia, więc nie ma sensu kupować jutro i w czwartek brytyjskiej prasy, bo będzie wszędzie wałkowany jeden temat. A właściwie dwa, bo przecież w środę o awans do półfinału będzie walczył broniący tytułu Szkot Andy Murray, a rywalem lidera rankingu ATP World Tour będzie Amerykanin Sam Querrey, rozstawiony z numerem 24.

Reklama

Określenie "great Great Britain" mocno się przyjęło na Wyspach od czasu igrzysk olimpijskich w Londynie w 2012 roku. Wówczas większość miejscowych komentatorów telewizyjnych wykrzykiwało je przy każdym zdobytym medalu przez gospodarzy. Autor, cóż jest bezimienny, a szkoda, bo z tantiem mógłby chyba całkiem nieźle wyżyć. Ale wróćmy na Wimbledon.

Konta dokonała we wtorek paru wiekopomnych rzeczy. Na pewno pozbawiła Halep możliwości objęcia prowadzenia w rankingu WTA Tour w poniedziałek, a nową - już 23. w historii klasyfikacji - numer jeden w światowym kobiecym tenisie będzie Karolina Pliszkova. To swoista nagroda pocieszenia, bo Czeszka w tegorocznym Wimbledonie zawiodła odpadając już w drugiej rundzie.

Ale wracając do Great Britain, a dokładniej jej najlepszej od lat reprezentantki w Tourze. Johanna po raz drugi w karierze wystąpi w wielkoszlemowym półfinale, bo tę fazę osiągnęła przed rokiem w Australian Open (w tym roku odpadła rundę wcześniej). Jednak przed londyńską widownią odnotowała życiowy wynik, ponieważ w pięciu dotychczasowych startach tylko raz osiągnęła drugą rundę - w poprzedniej edycji.

Konta jest pierwszą Brytyjką w półfinale Wimbledonu od 1978 roku, kiedy osiągnęła go Wirginia Wade, która zasiadła we wtorek w "loży królewskiej", by wspierać rodaczkę.

A wracając do "reszty świata", to po wtorkowych meczach wiadomo, że trzeci turniej Wielkiego Szlema w tym roku przyniesie trzecią zwyciężczynię. W Australian Open triumfowała bowiem Amerykanka Serena Williams, która w tej chwili jest w siódmym miesiącu ciąży, ale ponoć zamierza bronić w styczniu tytułu w Melbourne. Natomiast przed miesiącem na paryskich kortach ziemnych im. Rolanda Garrosa najlepsza okazała się Łotyszka Jelena Ostapenko, zdobywając pierwszy wielkoszlemowy tytuł w karierze.

W Londynie Ostapenko tego sukcesu nie powtórzy, bowiem we wtorek przegrała w ćwierćfinale z Amerykanką Venus Williams 3:6, 5:7, dla której było 100. mecz na wimbledońskiej trawie. Korty The All England Lawn Tennis and Croquet Club są dla niej wyjątkowo szczęśliwe, bo odniosła na nich już pięć zwycięstw (w latach 2000-01, 2005 i 2007-08), a trzykrotnie ponosiła porażki w finale (2002-03 i 2009). W poprzedniej edycji zaś dotarła do półfinału.

- Wimbledon to zdecydowanie mój ulubiony turniej, uwielbiam tutaj wracać i grać na tej trawie. Jest wiele miejsc, które budzą u mnie miłe wspomnienia, ale to jest zdecydowanie numerem jeden na liście. Bardzo odpowiada mi cała otoczka turnieju, zieleń trawy, białe stroje, elegancja wszystkich wokół, no i to, że jest to najważniejszy turniej w roku. Każdy start tutaj jest ogromnym wyzwaniem, a za każdym razem, kiedy tu jestem czuję, że mam coś wielkiego do zrobienia. Na razie jestem w półfinale, zobaczymy, jak będzie dalej. Wierzę, że szczęście mi tu znowu dopisze - powiedziała 37-letnia Williams, najstarsza półfinalistka Wimbledonu od 1984 roku.

Amerykanka, która w styczniu dotarła do finału Australian Open, w poniedziałek na pewno wróci do pierwszej dziesiątki rankingu WTA Tour, niezależnie od dalszych wyników. Ale ma o co walczyć w The Championships, bowiem triumf w imprezie wart jest 2,2 miliona funtów i 2000 punktów, co pozwoli jej awansować do czołowej piątki tenisistek świata.

Czy się uda? Dowiemy się jeszcze w tym tygodniu, ale zapewne Williams czeka w czwartek niełatwe zadanie, bo na Korcie Centralnym, w obecności - zapewne kompletu blisko 15-tysięcznej brytyjskiej widowni - będzie rywalizować z Kontą.

Dodatkowego smaczku temu spotkaniu dodaje fakt, że bilans dotychczasowych ich pojedynków jest korzystny dla zawodniczki gospodarzy 3-2, ale wszystkie trzy zwycięstwa odniosła na twardych kortach. Na nich odnotowała też jedną porażkę, podobnie jak i na mączce. Na trawie ze sobą jeszcze nie grały.

W górnej połówce turniejowej drabinki coraz bardziej w górę idą akcje Hiszpanki Garbine Muguruzy (14.), która przed dwoma laty wystąpiła w londyńskim finale, a przed rokiem zdobyła pierwszy - i jak dotychczas jedyny - wielkoszlemowy tytuł w Rolandzie Garrosie. We wtorek pewnie pokonała Rosjankę Swietłanę Kuzniecową (7.) 6:3, 6:4, która dzień wcześniej wyeliminował Agnieszkę Radwańską (9.).

- Po ubiegłorocznej porażce w drugiej rundzie tutaj powiedziałam sobie, że podobna wpadka w Londynie mi się nie może przydarzyć. Dlatego przyjechałam tu bardzo zmotywowana i głodna zwycięstwa. Od niego dzielą mnie jeszcze dwa mecze, ale wierzę, że tego dokonam. Dawno już nie czułam się tak mocna, jak teraz, a bez Sereny w drabince mam wielką szansę pójść o krok dalej w Wimbledonie - powiedziała Hiszpanka.

W czwartek Muguruza spotka się w półfinale ze Słowaczką Magdalena Ribarikovą, która wieczorem okazała się lepsza od Amerykanki Coco Vandeweghe (24.) 6:3, 6:4. Rozpoczęły rywalizację po południu na korcie numer 1, ale w wyniku deszczu została przerwana przy stanie 2:2 w drugim secie. Ponieważ opady nie ustały, mecz przeniesiono na kort centralny.

Rybarikova, która 4 października będzie obchodzić 29. urodziny, rozgrywa tu turniej życia. Jej dotychczasowym najlepszym wynikiem w Wielkim Szlemie i na londyńskiej trawie była bowiem trzecia runda, osiągnięta w Londynie w 2015 roku i dwukrotnie w nowojorskim US Open (2008-09).

Słowaczka wygrała z Muguruzą ich jedyny mecz na trawie, w Birmingham w 2015 roku, ale wcześniej poniosła z Hiszpanką dwie porażki na twardych kortach.

W środę rozegrane zostaną męskie ćwierćfinały, w których (oprócz Murraya i Querreya) zagrają: Gilles Mueller z Luksemburga z Chorwatem Marinem Cziliciem (7.), Serb Novak Djoković (2.) z Czechem Tomaszem Berdychem (11.), a także ubiegłoroczny finalista Kanadyjczyk Milos Raonic (6.) ze Szwajcarem Rogerem Federerem, siedmiokrotnym triumfatorem tej imprezy. Tenisista z Bazylei będzie miał okazję do rewanżu za porażkę w półfinale w ubiegłym roku.  

O miejsce w półfinale, ale debla będzie walczył za to Łukasz Kubot w parze z Brazylijczykiem Marcelo Melo (nr 4.). Liderzy rankingu najlepszych par sezonu ATP Doubles Race to London spotkają się z brytyjskimi braćmi Kenem i Nealem Skupskimi.

Udane występy w juniorskim Wimbledonie kontynuuje Maja Chwalińska, która we wtorek pokonała w drugiej rundzie triumfatorkę tegorocznego Australian Open - Ukrainkę Martę Kostiuk (5.) 6:1, 6:4. Teraz na drodze Polki stanie Amerykanka Ann Li.

Z Londynu Tomasz Dobiecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje