Reklama

Reklama

Wimbledon: Federer rozegrał 100. mecz, Djoković skreczował

Roger Federer bez straty seta, w pięciu meczach, awansował do półfinału Wimbledonu, który wygrywał już siedmiokrotnie. Szwajcar jest coraz bliżej rekordowego 19. triumfu w Wielkim Szlemie.

W środę tenisista z Bazylei, rozstawiony z numerem trzecim w drabince, dosłownie zdemolował na korcie centralnym Milosa Raonica (6.) 6:4, 6:2, 7:6 (7-4), a zajęło mu to dwie godziny bez dwóch minut. W ten sposób wziął srogi rewanż za nieoczekiwaną porażkę w ubiegłorocznym londyńskim półfinale.

Reklama

Po poprzednim Wimbledonie Federer ogłosił, że robi sobie blisko półroczną przerwę w grze, aby podleczyć drobniejsze kontuzje i zregenerować się przed kolejnym sezonem. Wrócił na korty w styczniu i w Melbourne sięgnął po rekordowy 18. Wielkoszlemowy tytuł karierze, zwyciężając w Australian Open.

- To było najlepsze możliwe rozwiązanie, bo mój organizm potrzebował przerwy, bym znów mógł grać na swoim najwyższym poziomie. Okazało się też skuteczne, co wszyscy widzicie. W moim wieku ciało już się nie regeneruje tak łatwo, jak jeszcze kilka lat temu, dlatego też przed Wimbledonem zrezygnowałem z gry na kortach ziemnych i występu w Roland Garros. Raczej nie miałem co liczyć, że na "cegle" powstrzymam Rafę Nadala, więc wolałem się skupić na przygotowaniach do gry na trawie i do Wimbledonu. Czuję się tu świetnie i wierzę, że stać mnie na kolejne zwycięstwo w The Championships. Każdy kolejny mecz przybliża mnie do tego - powiedział Federer.

Szwajcar, który w sierpniu skończy 36 lat, w pięciu meczach na londyńskiej trawie nie stracił jeszcze seta i jest najpoważniejszym kandydatem do triumfu w niedzielnym finale.

Federer rozegrał dzisiaj setny mecz w Wimbledonie. To było też jego 50. spotkanie w ćwierćfinale Wielkiego Szlema, co jest rekordem. Szwajcar jest drugim najstarszym półfinalistą Wimbledonu w historii. Rekordzistą pod tym względem jest Australijczyk Ken Rosewall, który w 1974 roku awansował do najlepszej czwórki w wieku 39 lat.

Federer pobił natomiast inny rekord - w półfinale tej imprezy wystąpi po raz 12., a 11 razy rywalizował w nim Amerykanin Jimmy Connors. W sumie Szwajcar już po raz 42. wystąpi w półfinale Wielkiego Szlema, co też jest rekordem.

W piątkowym półfinale, wbrew powszechnym opiniom i oczekiwaniom, rywalem Federera nie będzie Serb Novak Djoković (2.). Tenisista z Belgradu skreczował przy stanie 6:7 (2-7), 0:2 w meczu z Czechem Tomaszem Berdychem (11.), po 63 minutach gry. Powodem była kontuzja ręki, której pierwsze oznaki widać było dzień wcześniej, gdy podczas spotkania czwartej rundy skorzystał z przerwy na pomoc medyczną.

- Faktycznie już wczoraj ból się nasilił, ale jeszcze byłem w stanie dograć mecz do końca, ale dzisiaj bez bólu moja ręka wytrzymała tylko 40 minut gry. Potem jeszcze próbowałem, ale było tylko gorzej. To nie jest ramię czy bark, lecz przedramię, z którym mam problemy już od półtora roku chyba. Rozważałem już różne opcje, również operację, ale lekarze nie mają stuprocentowej pewności czy byłaby skuteczna. Mogłoby się okazać, że na pół roku musiałbym przerwać starty, a nie można wykluczyć, że nie okazałaby się konieczna druga operacja i możliwe kolejne sześć, siedem miesięcy przerwy - mówił na konferencji prasowej Djoković.

- Dzisiaj tak naprawdę więcej czasu, niż na treningu na korcie, spędziłem na stole do masażu. Leżałem na nim dwie i pół godziny, po których zdecydowałem, że spróbuję zagrać. Wiecie, że nie jest łatwo wycofać się z gry w Wielkim Szlemie, ale nie mogłem postąpić inaczej. Nie dałby rady dłużej grać z takim bólem. Zresztą przed dzisiejszym meczem pracował nade mną mój fizjoterapeuta, także fizjoterapeuta ATP i obaj radzili, abym przerwał grę, jeśli ból znów się poważnie nasili. To było jedyne wyjście, dalsza gra w tej sytuacji nie miała sensu - dodał.

Przed rokiem Serb odpadł nieoczekiwanie w trzeciej rundzie Wimbledonu, ponosząc porażkę z Amerykaninem Samem Querreyem. Dzisiaj tenisista z USA awansował do półfinału, osiągając najlepszy swój wynik w Wielkim Szlemie. Na dodatek zdeptał nadzieje brytyjskiej widowni na obronę tytułu przez Szkota Andy’ego Murraya, lidera rankingu ATP World Tour.

Querrey wykorzystał swoją życiową szansę, pokonując Brytyjczyka 3:6, 6:4, 6:7 (4-7), 6:1, 6:1. Podobnie jak Berdychowi, pomogły mu w tym problemy zdrowotne rywala, który pomimo nasilających się dolegliwości związanych z niedoleczoną kontuzją biodra, dograł mecz do ostatniej piłki.

Odpadnięcie Szkota w ćwierćfinale oznacza, że straci aż 1640 punktów, z 2000 zdobytych w Londynie przed rokiem. Mimo to pozostanie na prowadzeniu w klasyfikacji ATP World Tour, bo wyprzedzić go mógł tylko Djoković i to tylko gdyby zwyciężył w The Championships 2017.

W pierwszym wielkoszlemowym półfinale Querrey spotka się z Chorwatem Marinem Cziliciem. Tenisista rozstawiony z numerem siódmym w środę nie bez trudu pokonał w pięciosetowym maratonie 3:6, 7:6 (8-6), 7:5, 5:7, 6:1 Gilles'a Muellera z Luksemburga (16.), sensacyjnego pogromcę Hiszpana Rafaela Nadala (4.) z czwartej rundy.

Przed rokiem Czilić nie wykorzystał meczboli przeciwko Federerowi w londyńskim ćwierćfinale. Tym razem na Szwajcara może trafić dopiero w pojedynku o tytuł. Jest to bardzo możliwy scenariusz, bo będzie zdecydowanym faworytem pojedynku z Querreyem. Pokonał go we wszystkich czterech dotychczasowych meczach, w tym trzech na trawie.

Dwa z nich miały miejsce w Wimbledonie, a obydwa skończyły się w pięciu setach: w 2009 roku w drugiej rundzie i w 2012 w trzeciej, a wtedy rozstrzygnął losy zwycięstwa w decydującej partii wynikiem 17:15. Zapowiadają się więc spore emocje, choć wydaje się, że Amerykanin osiągnął już szczyt swoich możliwości w Wielkim Szlemie, osiągając pierwszy półfinał.

Natomiast Chorwat ma w dorobku triumf w nowojorskim US Open w 2014, a także półfinał osiągnięty tam w kolejnym sezonie. Był też w najlepszej czwórce Australian Open w 2010 roku.

W drugiej parze półfinałowej faworytem jest Federer, który ma korzystny dotychczasowy bilans pojedynków z Berdychem 18-6, a na trawie 2-1. Jednak na tej nawierzchni ostatni raz trafili na siebie 2010 roku i wtedy nieoczekiwanie w ćwierćfinale Wimbledonu lepszy okazał się Czech. Biorąc jednak pod uwagę tegoroczna dyspozycję Szwajcara, jego porażka byłaby wielką niespodzianką.

- Wszyscy wiemy, jak dobrze Roger czuje się tutaj i że przyjechał po ósme zwycięstwo w Wimbledonie. Wygrywając Australian Open udowodnił, że wrócił do wielkiej formy, a i w pięciu meczach tutaj nie stracił seta. Jednak w piątek postaram się o tym wszystkim nie myśleć, tylko grać swój najlepszy tenis, bo tylko tak mogę myśleć o pokonaniu go w półfinale. Wierzę, że mi się uda wszystkich zaskoczyć - mówił mało przekonująco dziennikarzom Berdych, finalista Wimbledonu 2010 i półfinalista poprzedniej edycji imprezy.   

W czwartek wyłonione zostaną finalistki singla kobiet. Jako pierwsze na kort centralny wyjdą Hiszpanka Garbine Muguruza (14.) i Słowaczka Magdalena Rybarikova. W trzech poprzednich ich spotkaniach dwukrotnie lepsza była tenisistka z Półwyspu Iberyjskiego, która dwa lata temu wystąpiła w finale Wimbledonu, a przed rokiem triumfowała w wielkoszlemowym Roland Garros.

Po nich o drugie miejsce w sobotnim finale będą walczyć Brytyjka Johanna Konta (6.) i Amerykanka Venus Williams (10.), pięciokrotna mistrzyni tej imprezy (z lat 2000-01, 2005 i 2007-08).  

Równolegle z Muguruzą i Rybarikovą na kort numer 1 wyjdą Łukasz Kubot i Brazylijczyk Melo (4.), którzy w półfinale debla spotkają się z nieoczekiwanymi triumfatorami styczniowego Australian Open - Finem Henrim Kontinenem i Australijczykiem Johnem Peersem (1.).

Dotychczas Kubot miał okazję tylko raz grać na drugim co do wielkości stadionie The All England Lawn Tennis and Croquet Club. Miało to miejsce w 2013 roku, gdy w ćwierćfinale singla przegrał w trzech setach z Jerzym Janowiczem. Jeśli polsko-brazylijski duet zwycięży, to w sobotę wystąpi w finale na Korcie Centralnym, na którym gra jest marzeniem niemal każdego tenisisty.

W drugiej parze półfinałowej rywalizacji deblistów zagrają rozstawieni z numerem 16. Austriak Oliver Marach i Chorwat Mate Pavić oraz chorwacki duet Nikola Mekitić i Franko Szkugor, ale na korcie numer 2.

Z Londynu Tomasz Dobiecki

Ćwierćfinały gry pojedynczej:

Roger Federer (Szwajcaria, 3.) - Milos Raonic (Kanada, 6) 6:4, 6:2, 7:6 (7-4)

Tomasz Berdych (Czechy, 11.) - Novak Djoković (Serbia, 2.) 7:6 (7-2), 2:0 i krecz Djokovicia

Marin Czilić (Chorwacja, 7.) - Gilles Mueller (Luksemburg, 16.) 3:6, 7:6 (8-6), 7:5, 5:7, 6:1

Sam Querrey (USA, 24.) - Andy Murray (W. Brytania, 1.) 3:6, 6:4, 6:7 (4-7), 6:1, 6:1

Pary półfinałowe:

Federer - Berdych

Czilić - Querrey

Dowiedz się więcej na temat: roger federer | Novak Djoković | Wimbledon

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje