Reklama

Reklama

Wimbledon 2016. Udany powrót del Potro do tenisa

Juan Martin del Potro wraca do tenisa w wielkim stylu po ogromnych problemach zdrowotnych z nadgarstkiem. Argentyńczyk wyeliminował w piątek w drugiej rundzie wielkoszlemowego Wimbledonu rozstawionego z numerem czwartym Szwajcara Stana Wawrinkę 3:6, 6:3, 7:6 (7-2), 6:3.

Zaraz po zwycięskim meczbolu był uśmiech, ale też ogromne i szczere wzruszenie, łzy przeżegnanie się i całus wysłany wysoko w stronę nieba - choć w tym przypadku dachu rozsuniętego nad kortem centralnym - jakby w podziękowaniu siłom wyższym za piękny prezent. Gest charakterystyczny dla wielu sportowców z Ameryki Południowej, ale trzeba przyznać, że główną rolę w tym przypadku odegrał nieprzeciętny talent, umiejętności i ogromna determinacja, warta do naśladowania. Należy pamiętać, że to był dopiero drugi mecz del Potro na wimbledońskiej trawie od trzech i pół roku.

Reklama

Poprzednio wystąpił w 2013 roku i dotarł tu do półfinału. W tym tygodniu wrócił, jako 165. gracz w rankingu ATP Tour, bez wielkich oczekiwań, choć w pierwszej rundzie pokonał w świetnym stylu i bez straty seta Francuza Stephane’a Roberta, w pierwszym wielkoszlemowym meczu od stycznia 2014 roku, od porażki w drugiej rundzie Australian Open.

Po tamtym niepowodzeniu w Melbourne nastąpiło pasmo niekończących się wizyt u specjalistów, pobytów w szpitalach, skomplikowanych operacji nadgarstka wymuszonych przez powracający ból, treningi, kolejne przerwy i dojście na granicę przepaści, bowiem - jak sam wspominał po awansie do drugiej rundy - pod koniec ubiegłego roku chciał zakończyć karierę, od czego z trudem odwiodła go najbliższa rodzina.

- To niesamowite móc znów grać w tenisa na takim poziomie, grać przeciwko tak dobremu zawodnikowi, jak Stan, podczas, gdy jeszcze niedawno musiałem walczyć ze słabością dłoni, która nie potrafiła utrzymać rakiety podczas treningów. Nie potrafię opisać tego, jak wspaniale się teraz czuję, jak bardzo jestem szczęśliwy, widząc, jak nad moją głową znów świeci słońce. Mam nadzieję, że tak będzie dalej i że jak najdłużej będę mógł się cieszyć z gry w tenisa - powiedział po zwycięstwie del Potro.

Znamienne, że chwilę po tym, jak udał się do szatni, organizatorzy decydowali się rozsunąć dach nad kortem centralnym, bo na niebie wreszcie zagościło słońce, po kilkugodzinnych opadach deszczu. Może to dobra wróżba dla przesympatycznego del Potro, który ze względu na potężny wzrost, nazywany jest "wieżą z Tandil".

W kolejnej rundzie na drodze 27-letniego Argentyńczyka stanie Francuz Lucas Puille (nr 32.), który po południu wygrał z Amerykaninem Donaldem Youngiem 6:4, 6:3, 6:3. Ten mecz rozpoczął się z trzygodzinnym opóźnieniem, jak i inne wyznaczone na piąty dzień turnieju.

Del Potro i Wawrinka mogli w piątek wyjść do gry planowo, o godzinie 13.00 i grać bez żadnych przerw i zawirowań, gdy na dworze lał deszcz i szalał porywisty wiatr. Wszystko za sprawą półprzezroczystego dachu rozsuwanego nad kortem centralnym. Nad pozostałymi kortami przez większość czasu były rozsunięte specjalne plandeki, chroniące trawę przed nadmiarem spadającej z nieba wody.

"Witam gorąco ponownie. Komunikat na temat pogody, niestety znów nie jest najlepszy, zresztą wystarczy spojrzeć za okno. Wciąż pada i oczekujemy na poprawę sytuacji. Mamy nadzieję, że kolejny komunikat będzie bardziej radosny" - taki lub bardzo podobny w treści komunikat, wygłoszony ciepło brzmiącym kobiecym głosem, to standard podczas załamania pogody w trakcie trwania Wimbledonu.

Choć może budzić rozbawienie, to dla setek osób pracujących przy turnieju oznacza mozolne czekanie i kłopot z zaplanowaniem czegokolwiek. Problem ten dotyka w takim samym stopniu tenisistów, jak i kortowych, stewardów, dzieci do podawania piłek, sędziów, kibiców, czy dziennikarzy. Reporterów i komentatorów stacji telewizyjnych, które rozlokowały swoje studia w obrębie Millenium Building przyprawia o ból głowy.

- Chyba złożę podanie o podwyżkę, albo dodatek za szkodliwe warunki pracy. Ileż można się produkować i wymyślać rzeczy, żeby nie wyjść na głupka, kiedy zamiast meczów muszę siedzieć przed kamerą i zapełniać czas antenowy? To jest trudniejsze niż pięciosetowy maraton na najwolniejszym korcie, z najbardziej wybieganym Hiszpanem w rankingu - powiedział Interii John McEnroe, złapany na tarasie między jednym a drugim występem w studiu.

W tegorocznym Wimbledonie amerykański mistrz występuje w kilku rolach, jak zwykle jako komentator telewizyjny, jeden z uczestników turnieju byłych gwiazd tenisa, zaproszony przez organizatorów VIP, ale tym razem również jako trener-konsultant w sztabie Kanadyjczyka Milosa Raonica.

- Chociaż w sumie nie powinienem aż tak narzekać, bo jak rozmawiałem z Milosem, to on czekając w szatni na poprawę pogody musi oglądać jakieś powtórki meczów z poprzedniego dnia. W sumie więc nie mam najgorzej. Jednak taka pogoda i te ciągłe przerwy, wznawianie meczów, a po kilku minutach powrót do szatni po zaledwie kilku rozegranych wymianach, no i znowu rozgrzewka, kilka piłek, zejście z kortu... To nie na moje nerwy. Dobrze, że już zakończyłem karierę - dodał.

McEnroe znany jest ze świetnego PR-u i umiejętności skupiania na sobie uwagi, ale w jego słowach można znaleźć sporo tenisowej, żeby nie powiedzieć życiowej, prawdy.

Przekonać się o tym w czwartek mogły choćby Amerykanka Venus Williams (8.) i Rosjanka Daria Kasatkina (29.). One rywalizowały w meczu na korcie nr 1, drugim co do wielkości stadionie tenisowym przy Church Road.

Najpierw siedziały w szatni oczekując na rozpoczęcie spotkania,  co chyba tak naprawdę było lepsze, niż późniejsze wędrówki między players lounge a kortem. Jak tylko opady ustawały trawę odsłaniano, montowano siatki i po paru chwilach zawodniczki już się rozgrzewały. Potem rozgrywały kilka wymian, albo w porywach 2-4 gemów, gdy pojawiał się jeden z sędziów technicznych z mikrofalówką, sprawdzał czy nawierzchnia nie jest zbyt mokra i zarządzał przykrycie kortu ochronną plandeką.

To zaś poprzedza zawsze kilkupunktowy rytuał, który londyńscy kortowi mają już opanowany do perfekcji. Stołek sędziowski na kółkach - zwykle wraz z siedzącym na nim sędzią prowadzącym mecz - wywozi się do wnęki w trybunach. Szybko zdejmuje i zwija siatkę, wyjmuje słupki podtrzymujące ją, rozciąga specjalne taśmy, rozsuwa plandekę ochronną, a - w razie uciążliwych opadów - podciąga środek do góry, by kształt namiotu ułatwiał spływanie wody do kanałów odprowadzających ją poza kort.

Gdy następuje poprawa pogody, wypompowuje się powietrze spod namiotu, opuszcza plandekę, zgarnia z niej resztki wody, zwija, montuje drewniane słupki, rozwija siatkę z ogromną starannością, by była z właściwą siła i na stosownej wysokości napięta, wwozi wózek sędziowski, wchodzą dzieci do podawania piłek, sędziowie liniowi i główny, ochroniarze, wreszcie tenisiści. Dopiero przeprowadzana jest regulaminowa pięciominutowa rozgrzewka i wznowiona zostaje gra o punkty do rankingu i spore premie finansowe.

Ale gdy tylko wraca deszcz, na tablicach świetlnych wmontowanych w ściany kortu centralnego pojawia się cyfra dwa, to służby techniczne znów muszą być w pełnej gotowości, by szybko zasłonić cenną londyńską trawę, stosując wcześniej opisane procedury. W piątek szczegółową ich kolejność można było śmiało sobie utrwalić w głowie.

A właśnie, w natłoku tych działań i ich powtarzalności nie może umknąć fakt, że we wspominanym wcześniej meczu - kilkakrotnie przerywanym i wznawianym - Venus Williams była dosłownie o krok od pokonania wschodzącej gwiazdy rosyjskiego tenisa - Kasatkiny. Przy stanie 7:5, 4:6, 7:6 Amerykanka miała meczbola przy serwisie rywalki, ale tuż przed nim znów musiały się udać do szatni.

Podobnie dwaj Polacy - Marcin Matkowski i Łukasz Kubot - grający w pierwszej rundzie debla, w parach z zagranicznymi partnerami. Marcin Matkowski i Leander Paes z Indii (nr 11.) prowadza 6:1, 4:3 z Yen-Hsun Lu z Tajwanu i Serbem Jarko Tipsareviciem. Natomiast Kubot z Austriakiem Alexandrem Peyą (7.) udali się do szatni przy stanie 3:1 w pierwszym secie pojedynku z brytyjskimi braćmi Kenem i Nealem Skupskimi.

W "bezdeszczowym okienku" swoje mecze w drugiej rundzie wygrali także: Czech Tomas Berdych (10.),Francuz Jo-Wilfried Tsonga (12.), Rosjanka Anastazja Pawliuczenkowa (21.), Czeszka Barbora Strycova (24.) i Niemka Annika Beck. Natomiast jako pierwszą trzecią rundę przeszła Hiszpanka Carla Suarez-Navarro (12.).

Z Londynu Tomasz Dobiecki

Wyniki piątkowych meczów turnieju kobiet:

3. runda
Carla Suarez Navarro (Hiszpania, 12) - Marina Erakovic (Nowa Zelandia) 6:2, 6:2
Venus Williams (USA, 8) - Daria Kasatkina (Rosja, 29) 7:5, 4:6, 10:8
2. runda
Serena Williams (USA, 1) - Christina McHale (USA) 6:7 (7-9), 6:2, 6:4
Anastazja Pawliuczenkowa (Rosja, 21) - Julia Putincewa (Kazachstan) 7:5, 6:1
Barbora Strycova (Czechy, 24) - Jewgienia Rodina (Rosja) 6:4, 6:0
Annika Beck (Niemcy) - Aliaksandra Sasnovicz (Białoruś) 6:2, 6:1

Wyniki piątkowych meczów mężczyzn:

2. runda

John Isner (USA, 18) - Matthew Barton (Australia) 7:6 (10-8), 7:6 (7-3), 7:6 (10-8)

Nick Kyrgios (Australia, 15) - Dustin Brown (Niemcy) 6:7 (3-7), 6:1, 2:6, 6:4, 6:4

Lucas Pouille (Francja, 32) - Donald Young (USA) 6:4, 6:3, 6:3

Jo-Wilfried Tsonga (Francja, 12) - Juan Monaco (Argentyna) 6:1, 6:4, 6:3

Tomas Berdych (Czechy, 10) - Benjamin Becker (Niemcy) 6:4, 6:1, 6:2

Juan Martin Del Potro (Argentyna) - Stanislas Wawrinka (Szwajcaria, 4) 3:6, 6:3, 7:6 (7-2), 6:3

Feliciano Lopez (Hiszpania, 22) - Fabio Fognini (Włochy) 3:6, 6:7 (5-7), 6:3, 6:3, 6:3

3. runda

Roger Federer (Szwajcaria, 3) - Daniel Evans (W. Brytania) 6:4, 6:2, 6:2

Dowiedz się więcej na temat: Juan Martin del Potro | Wimbledon | Stan Wawrinka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy