Reklama

Reklama

Wimbledon 2015 – Serena Williams w drodze po Wielkiego Szlema

Amerykanka Serena Williams stanie w niedzielę przed szansą odniesienia trzeciego w tym sezonie zwycięstwa w Wielkim Szlemie, po sukcesach w Australian Open i Roland Garros. W finale turnieju na trawiastych kortach w Wimbledonie liderka rankingu WTA Tour spotka się z Hiszpanką Garbine Muguruzą (nr 20), która po raz pierwszy awansuje do czołowej dziesiątki klasyfikacji tenisistek.

Jeśli Amerykanka wygra w sobotę, to po raz drugi odnotuje - jak to nazywają władze kobiecego tenisa "Serena Slam", czyli zwycięży w czterech kolejnych wielkoszlemowych imprezach, bowiem była też najlepsza we wrześniu biegłego roku w nowojorskim US Open. 

Już raz udała jej się podobna seria, od maja 2002 - Roland Garros, do stycznia 2003 roku, czyli Australian Open.  W sumie w Wielkim Szlemie odniosła dotychczas 20 zwycięstw i brakuje jej dwóch, by wyrównać drugi najlepszy wynik wszech czasów, należący do Niemki Steffi Graf (22). Rekordzistką jest wciąż Australijka Margaret Smith-Court - 24 tytuły. 

Reklama

Wreszcie może w sobotę zostać najstarszą mistrzynią w Wielkim Szlemie w historii, bowiem będzie miała dokładnie 33 lata i 289 dni. Obecnie to osiągnięcie należy do Amerykanki, uroczonej w Czechosłowacji, Martiny Navratilovej - 33 lata i 263 dni. 

To wszystko jest bardzo prawdopodobne, bo Williams ma imponujący bilans w wielkoszlemowych finałach - 20 zwycięstw i tylko cztery porażki. Natomiast jej sobotnia rywalka występuje w roli bajkowego Kopciuszka. 

- Muguruza jest bardzo utalentowana i gra naprawdę bardzo dobrze, ale nie daję jej zbyt wielkich szans. Serena nie wypuści tego zwycięstwa, nie w tym turnieju, nie na trawie. Oczywiście życzę Hiszpance jak najlepiej, ale nie wrócę jej powodzenia w finale - powiedziała Radwańska, po porażce w półfinale z tenisistką z Półwyspu Iberyjskiego. 

Ten sceptycyzm krakowianki nie dziwi, ponieważ dotychczas najlepszym wynikiem 21-letniej Hiszpanki w Wielkim Szlemie były dwa ćwierćfinały (2014-15) osiągnięte na kortach ziemnych im. Rolanda Garrosa w Paryżu. W Londynie - druga runda. 

Ostatni raz reprezentantka Hiszpanii triumfowała w Wielkim Szlemie w Roland Garros 1998, a była nią Arantxa Sanchez-Vicario, kiedy Muguruza miała zaledwie cztery lata. Za to urodziła się w roku, w którym w Wimbledonie zwyciężyła inna jej rodaczka Conchita Martinez. 

Niezależnie od wyniku finału, w poniedziałek awansuje po raz pierwszy w karierze do czołowej dziesiątki rankingu WTA Tour. Będzie dziewiąta na świecie, a w razie wygranej w Wimbledonie - szósta. Przed nią tylko trzem Hiszpankom udało się wejść do TOP 10: Sanchez-Vicario (była nr 1.), Martinez (nr 2.) i Carli Suarez-Navarro (8.). 

Chociaż Williams jest zdecydowaną faworytką wimbledońskiego finału, to jednak warto przypomnieć, że zdarzyło jej się ponieść porażkę z Muguruzą - w pierwszej rundzie ubiegłorocznego Roland Garros 2:6, 2:6. 

Poza tym dwukrotnie pokonała Hiszpankę na szybszej od ziemnej nawierzchni, czyli twardych kortach w wielkoszlemowym Australian Open: w 2013 roku w pierwszej rundzie - 6:2, 6:0 oraz w tym sezonie w trzeciej - 2:6, 6:3, 6:2. 

Nie sposób porównywać osiągnięcia obydwu bohaterek sobotniego popołudnia,  ale nie ma dwóch zdań, że Williams jest jedną z najlepszych tenisistek w historii. Wygrała dotychczas 67 turniejów, poniosła 17 porażek w finałach, a zarobiła na korcie 69,67 miliona dolarów (przed Wimbledonem). 

Natomiast Muguruza ma w dorobku tylko jeden tytuł w cyklu WTA i jeden przegrany finał, a na jej konto bankowe wpłynęło 2,54 mln dol. 

Stawką finału Wimbledonu 2015 jest czek na sumę 1,88 miliona funtów oraz 2000 punktów do rankingu. Porażka daje premie w wysokości 940 tys. i 1300 pkt. 

Początek meczu wyznaczono na godzinę 15. 

Z Londynu Tomasz Dobiecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje