Reklama

Reklama

Wimbledon 2015. Djoković zagra z Gasquetem o finał

Najwyżej rozstawiony Serb Novak Djoković spotka się z Francuzem Richardem Gasquetem (nr 21) w półfinale wielkoszlemowego turnieju na trawiastych kortach w Wimbledonie. Gasquet wieczorem wyeliminował nieoczekiwanie Szwajcara Stanislasa Wawrinkę (nr 4) 6:4, 4:6, 3:6, 6:4, 11:9.

Nieco wcześniej broniący tytułu tenisista z Belgradu pewnie wygrał z Chorwatem Marinem Cziliciem (nr 9) 6:4, 6:4, 6:4.

Wawrinka przed miesiącem triumfował na kortach ziemnych im. Rolanda Garrosa i dołączył w ten sposób do wielu mistrzów z Paryża, którzy nie potrafili powtórzyć sukcesu na londyńskiej trawie.

Szwajcar był bliski wygranej, ponieważ w piątym secie objął prowadzenie 5:3, ale od razu wypuścił z rak przewagę jednego przełamania. Po tym Francuz wyraźnie nabrał wiatru w żagle i spotkanie zaczęło się praktycznie na nowo, a zakończyło po blisko trzyipółgodzinnej zaciętej walce.  

Reklama

Natomiast mecz Djokovica nie był zbyt porywającym widowiskiem, bowiem gra Czilicia opiera się głównie na mocnym serwisie i maksymalnym skracaniu wymian. Więcej emocji, szczególnie w brytyjskiej prasie, wzbudziło wtorkowe zachowanie Serba wobec jednej z dziewczyn podających piłki.

Stała się przez chwilę mimowolną ofiarą napadu złości tenisisty z Belgradu, który bez uzasadnienia krzyknął na nią, rozładowując frustrację spowodowaną trudnym meczem. Co prawda na konferencji prasowej przepraszał i tłumaczył - choć dość zawile - całą sytuację, to jednak złe wrażenie pozostało.

Drugim tematem dość intensywnie omawianym przez miejscowe media były duże białe słuchawki na uszach Sereny Williams, w których weszła we wtorek na kort centralny na mecz 1/4 finału. Okazało się, że ten fakt wzburzył kibiców i dziennikarzy, bo został odebrany jako "lekceważący stosunek do londyńskiej widowni".

W sumie wychodzi na to, że Amerykanka przekroczyła tutejsze normy społeczne, chociaż nie tak dawno w podobnym stylu na swoje mecze wychodzili tu choćby Australijczyk Nick Kyrgios (różowe słuchawki) czy Niemiec Dustin Brown (czerwone), pogromca Hiszpana Rafaela Nadala. Widać bycie numerem jeden na świecie do czegoś zobowiązuje - tym bardziej, że temat poruszyła jako pierwsza w podsumowaniu dnia w telewizji BBC sama Martina Navratilova, była liderka rankingu WTA Tour.  

Wcześniej wyłoniona została para 1/2 finału w dolnej połówce drabinki. Jako pierwszy awans wywalczył Szwajcar Roger Federer (nr 2.) pokonując Francuza Gilles'a Simona (12.) 6:3, 7:5, 6:2, walcząc z deszczem i wiatrem na Korcie Numer 1. Natomiast na największej arenie tenisowej przy Church Road Szkot Andy Murray (3.) pokonał Kanadyjczyka Vaska Pospisila 6:4, 7:5, 6:4.

Pierwszy ze środowych ćwierćfinałów na korcie centralnym, Murray-Pospisil, przyciągnął do ciasnej Loży Królewskiej prawdziwe sławy, w postaci księcia i księżnej Cambridge - Kate i Williama, książęta Kentu, ale i głowę Księstwa Monaco - Alberta II.

Zasiedli w niej również m.in. były piłkarz sir David Beckham z synem Romeo, byłe gwiazdy tenisa Richard Krajicek, Pam Shriver, Billie Jean King czy Ion Tiriac oraz prezes Międzynarodowej Federacji Tenisowej (ITF) - Francesco Ricci-Bitti, typowany na jednego z kandydatów do szefowania Międzynarodowemu Komitetowi Olimpijskiemu (MKOl).

Zanim jeszcze Murray zdołał podnieść ręce w geście triumfu już w internetowych wydaniach brytyjskiej prasy pojawiły się zdjęcia dwóch eleganckich dam kibicujących Brytyjczykowi. Pierwszą z nich była księżna Kate ubrana w stylową czerwoną sukienkę, budzącą powszechny podziw.

Drugą bohaterką tabloidów stała się tego popołudnia Kim Sears, małżonka szkockiego tenisisty, za sprawą wartej - jak wyliczyli szybko dziennikarze - 245 funtów ciemnogranatowej marynarki brytyjskiej marki Fold, której główna fabryka znajduje się Clerkenwell.

Wydaje się jednak, że wartość i metka marynarki pani Murray nie są najważniejszym tematem środy w Wielkiej Brytanii. Przed godziną 18 rozpoczął się start pracowników metra, którzy domagają się podniesienia wynagrodzeń w związku z planami zarządu Tube wprowadzenia nocnych kursów pociągów.

To zdarzenie nie ma bezpośredniego związku z tegorocznym Wimbledonem, ale tylko teoretycznie. Tak się składa, że strajk mocno utrudni wielu kibicom tenisowym powrót do domów z południowo-zachodniej dzielnicy SW19. Do centrum Londynu najłatwiej bowiem się dostać zieloną District Line ze stacji Southfields, do której z kortów prowadzi prosta droga i mniej więcej 15-minutowey spacer.

Okazuje się jednak, że skutecznym uniknięciem niedogodności wcale nie było pozostanie w domach. Od rana w brytyjskim parlamencie toczy się bowiem gorąca debata na temat podwyższenia podatków dla klasy średniej. Wydaje się, że oglądania tenisa w najlepszym wydaniu jednak uspokaja, w przeciwieństwie do odważnych pomysłów sięgania do portfeli obywateli.

Z Londynu Tomasz Dobiecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje