Reklama

Reklama

Wimbledon 2014: Petra Kvitova awansowała do finału

Czeszka Petra Kvitova, rozstawiona z numerem szóstym, po wygranej z rodaczką Lucie Szafarzovą (nr 23.) 7:6 (8-6), 6:1, awansowała jako pierwsza do finału wielkoszlemowego turnieju na trawiastej nawierzchni w Wimbledonie. Ten wynik da Kvitovej awans na czwarte miejsce w rankingu WTA Tour, zajmowane dotychczas przez Agnieszkę Radwańską, która w Londynie odpadła w czwartej rundzie.

Kvitova jedyne zwycięstwo w Wielkim Szlemie odniosła właśnie na kortach The All England Lawn Tennis and Croquet Club w 2011 roku. Ale nie tylko dlatego była zdecydowaną faworytką czeskiego półfinału. W czwartek poprawiła bilans pojedynków z rodaczką na 6-0, w tym na trawie na 2-0, bo przed dwoma tygodniami ograła ją też w Eastbourne.

Wtedy były trzy zacięte sety, a tym razem Szafarzova, która odnotowała swój najlepszy wielkoszlemowy wynik, była w stanie stawić większy opór tylko w pierwszej partii i wyrównanym tie-breaku. W drugiej wyraźnie pękła psychicznie i fizycznie, bowiem nie była w stanie wytrzymać tempa wymian narzuconego przez rywalkę.

Reklama

W drugim półfinale trzecia w rankingu WTA Tour Rumunka Simona Halep rywalizuje obecnie na korcie Centralnym z rozstawioną z numerem 13. Kanadyjką Eugenie Bouchard. Pierwsza z nich przed miesiącem dotarła do finału wielkoszlemowego Rolanda Garrosa. Natomiast druga była w półfinałach zarówno w Paryżu, jak i w styczniowym Australian Open (Rumunka w Melbourne była w 1/4 finału).  

Jest to dopiero drugi ich pojedynek, poprzedni w marcu na betonowym korcie w amerykańskim Indian Wells w trzech setach wygrała Halep.

Czwartek tradycyjnie był wolnym dniem w rywalizacji singlowej mężczyzn, a półfinaliści mieli okazje trenować dłużej niż zwykle na bocznych kortach w Aorangi Park, po czym chętnie stawali przed ekipami telewizji, dziennikarzami radiowymi i prasowymi udzielając ostatnich wypowiedzi przed decydującymi meczami. Tradycyjnie najbardziej oblegany był Szwajcar Roger Federer, siedmiokrotny triumfator londyńskiej imprezy (2003-07, 2009 i 2012).

- Tylu was przyszło, żeby się dowiedzieć, że chcę wygrać Wimbledon po raz ósmy? To miłe. O patrzcie tam idzie Djoko, szybko... no czemu nie idziecie? - żartował były lider rankingu ATP World Tour i rekordzista w liczbie 17 triumfów w Wielkim Szlemie.

- No dobrze, skoro się tak uparliście, to powiem szczerze, że chcę wygrać tu ósmy raz. Do tego planu brakuje mi jeszcze tylko dwóch wygranych meczów, więc w sumie to nie jest już daleko, ale na pewno rywale coraz trudniejsi. Wiem, że wygrałem z Milosem wszystkie cztery dotychczasowe mecze, ale zawsze graliśmy na trzy sety, więc gdybym jutro wygrał w trzech, to bym nie narzekał, ale obawiam się, że tak łatwo nie będzie - dodał.     

Rywalem Federera, rozstawionego z numerem czwartym, będzie Kanadyjczyk Milos Raonić (8.), z którym ma bilans 4-0, ale tylko raz nie oddał mu seta w styczniu 2013 roku w Australian Open. Pozostałe trzy pojedynki, w tym jeden na trawie w Halle w 2012 roku, wygrał po zaciętych trzysetowych spotkaniach.

Raonić po raz pierwszy tak daleko doszedł w Wielkim Szlemie, podobnie jak Bułgar Igor Dimitrow (11.), piątkowy rywal Seba Novaka Djokovicia (1.). W tym przypadku faworytem jest tenisista z Belgradu, triumfator Wimbledonu z 2011, który wygrał trzy z czterech dotychczasowych ich meczów, a poniósł porażkę tylko raz na nawierzchni ziemnej.

- Wiecie, że nie lubię spekulacji i zastanawiania się kto ma jakie szanse. Wyjdziemy obaj na korty i zobaczymy, kto jutro będzie silniejszy. Oczywiście ja mam większe doświadczenie w Wielkim Szlemie, jestem wyżej w rankingu, ale przecież nigdy nie wiadomo czy mi się nie zdarzy wpadka, jak wczoraj Andy’emu. Grigor pokazał, ze jest w formie i nie ma nic do stracenia, więc proszę nie przypominajcie mi, ze jestem faworytem, bo jeszcze w to uwierzę, zapomnę jak się gra w tenisa i co wtedy będzie - powiedział wyraźnie zrelaksowany i rozbawiony Djoković.

Dimitrow wyeliminował w środowym ćwierćfinale ubiegłorocznego zwycięzcę londyńskiego turnieju Szkota Andy’ego Murraya (nr 3.).

 Z Londynu Tomasz Dobiecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje