Reklama

Reklama

Williams - Szarapowa: Mecz roku kobiecego tenisa

Poniedziałek 29 października będzie w Turcji dniem wolnym od pracy, gdyż obchodzony jest wtedy Dzień Republiki. Mieszkańcy kraju interesujący się tenisem będą mieć jednak powody do świętowania już w niedzielę, kiedy odbędzie się finał turnieju masters kobiet.

O godzinie 17.00 czasu miejscowego (16.00 w Polsce) na kort w stambulskiej Sinan Erdem Arena wyjdą najbardziej lubiana i wręcz adorowana w Turcji niemal na każdym kroku Rosjanka Maria Szarapowa oraz - zdaniem miejscowej prasy - najlepsza obecnie tenisistka świata Amerykanka Serena Williams.

Obie nie przegrały jeszcze w imprezie meczu, zwyciężając w swoich grupach, więc lepsza z nich w decydującym spotkaniu zdobędzie maksymalną premię w wysokości 1,75 mln dolarów oraz 1500 punktów do rankingu WTA Tour.

Ten pojedynek, anonsowany przez miejscowe media jako "mecz roku", to dobre preludium przed najważniejszym świętem narodowym Cumhuriyet Bayrami. 29 października 1923 roku doszło do najistotniejszej zmiany w konstytucji, czyli rezygnacji z monarchii na rzecz ustroju demokratycznego.

Dzień Republiki nieodłącznie wiąże się z Mustafą Kemalem Ataturkiem, prawdziwym ojcem współczesnej Turcji i jej pierwszym prezydentem. Jego zdjęcia i podobizny na co dzień wywieszone są na budynkach i ulicach tureckich miast. Podobnie czerwone flagi z białym półksiężycem i gwiazdą.

Reklama

Chociaż 29 października jest oficjalnie dniem wolnym od pracy, to w Stambule otwarta jest większość sklepów, w których panuje większy ruch, niż w tygodniu. Bardziej niż zwykle oblegane są też najbardziej znane zabytki, jak Hagia Sofia czy Błękitny Meczet.

W poniedziałek wieczorem, po godz. 20, nad wielkim wiszącym mostem nad Cieśniną Bosfor - łączącym Europę z Azją - będzie miała miejsce rocznicowy pokaz sztucznych ogni.

 Od pewnego czasu w Turcji coraz częściej mówi się o "nowym Ataturku", czyli konserwatywnym polityku Reecepemie Tayyipie Erdoganie. Były burmistrz Stambułu nieprzerwanie od dekady jest premierem. Jego zapędy dyktatorskie budzą co prawda kontrowersje, ale rozmach działań wywołuje podziw, podobnie jak fakt, że rządzony przez niego kraj znajduje się wśród 20 największych potęg gospodarczych świata.

W czasach drugiej fali ogólnoświatowego kryzysu finansowego jego strategię można śmiało określić hasłem "Stambuł mój widzę ogromny".

W bocznej nawie Hagia Sophia - niegdyś największej chrześcijańskiej świątyni w Konstantynopolu przerobionej na meczet, a obecnie muzeum - można obejrzeć makietę wykonaną z brązu.

Przedstawia ona największy meczet świata, o planowanej powierzchni ponad 15 tysięcy kwadratowych, który wraz z malowniczymi ogrodami i najwyższymi w historii minaretami ma powstać na wzniesieniu o nazwie Camlica.

Z tego wzgórza, położonego w dzielnicy Uskudar tuż nad Bosforem w azjatyckiej części miasta, rozciąga się widok na europejskie wybrzeże, w tym historyczny półwysep Sultanahmed oraz na nowoczesny wiszący most łączący kontynenty.

Pochodzący ze Stambułu Erdogan budowę świątyni, która ma przyćmić rozmachem Hagia Sophę, Błękitny Meczet i górujący dotychczas nad metropolią Meczet Sulejmana Wspaniałego, zapowiedział w sierpniu, gdy otwierał ponad 20-kilometrową nitkę drugiej linii metra.

Biegnie ona na europejskim półwyspie otoczonym od zachodu rzeką Złoty Róg, a od wchodu przesmykiem bosforskim. Na tym jednak nie koniec, bowiem premier już wspomina o trzeciej linii, tym razem na azjatyckim brzegu. Metro miałoby przejeżdżać m.in. w pobliżu nowego meczetu.

Nad cieśniną stanowiącą jeden z kluczowych szlaków morskich świata ma też zawisnąć trzeci most międzykontynentalny, którego konstrukcja ma być jeszcze bardziej efektowna od już istniejących.

Patrząc na te ambitne plany można odnieść wrażenie, że zerkający na to wszystko z licznych pomników, podobizn wywieszonych na budynkach oraz z monet i banknotów lira tureckiego Ataturk może się czuć nieco zagrożony w roli "ojca narodu". Tym bardziej, że wielkim marzeniem premiera Erdogana są letnie igrzyska olimpijskie w 2020 roku. W wyścigu o nie Stambuł musi jednak pokonać Madryt i Tokio.

Ze Stambułu Tomasz Dobiecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama