Reklama

Reklama

​Wielkoszlemowe marzenia, czyli "komitet oszalałych rodziców"

Po kolejnych porażkach Agnieszki Radwańskiej i Jerzego Janowicza wśród ich najwierniejszych kibiców pojawiły się pytania o to, czy istnieją jakiekolwiek szanse na wygranie Wielkiego Szlema zdecydowanie najwybitniejszych i najlepszych obecnie polskich tenisistów? Coraz głośniejsze staje się też pytanie o przyszłość polskiego tenisa...

Czy nasze czołowe rakiety stać na zdobycie tytułu wielkoszlemowego w tej dyscyplinie? A jeżeli im się nie uda, to co należy zrobić, żeby dokonali tego ich następcy? A może są to marzenia z gatunku nie do spełnienia? Co może pomóc, a co zaszkodzić Radwańskiej i Janowiczowi w osiąganiu kolejnych szczebli światowego rankingu?

Na takie między innymi pytania próbowali odpowiedzieć podczas kuluarowego forum dziennikarze, uczestnicy rozegranych w miniony weekend na kortach warszawskiej Legii 37. Mistrzostw Polski Dziennikarzy w Tenisie. Każdy z dyskutujących od lat gra amatorsko w tenisa, zna ten sport od strony potu, wysiłku, samotności na korcie, a większość zajmuje się nim zawodowo - komentując tę dyscyplinę w mediach. Wybraliśmy najciekawsze głosy w dyskusji.

Reklama

Największe emocje wzbudziły wielkoszlemowe szanse naszej najlepszej tenisistki - Agnieszki Radwańskiej, zwyciężczyni 14 turniejów WTA i finalistki wielkoszlemowego Wimbledonu z roku 2012.

Agnieszka Radwańska. Pytania o agresję, Navratilową i trenera

- Agnieszka zrobiła niewątpliwie bardzo odważny i słuszny ruch zatrudniając Martinę Navratilową. Trzeba to traktować jako rodzaj bodźca do osiągnięcia tego celu. Czy to się uda? Tego nie wiem. Tego sama Agnieszka nawet nie wie - twierdzi Adam Romer, redaktor naczelny pisma "Tenisklub".

- Na razie, jeżeli mamy oceniać te pierwsze miesiące współpracy, to ta droga jest wyboista... Panie spędziły ze sobą zaledwie kilka tygodni, dopiero teraz będą dłużej pracować i przekonamy się, czy można oczekiwać jakościowej zmiany w grze Polki, czy nie. Na razie jest porażka w III rundzie Indian Wells - dodaje Romer.

Trochę inaczej widzi sytuację Agnieszki red. Karol Stopa, komentator tenisa w Eurosporcie. - W przypadku Agnieszki szanse na wygranie wielkiego szlema bez przerwy istnieją, natomiast jest ona typem zawodniczki, u której musi być spełnionych jeszcze kilka dodatkowych okoliczności. A to określone korty, a to sposób odbijania się piłki, a to samopoczucie, a to losowanie... Agnieszka miała już dwie czy trzy takie szanse, ale niestety uciekły... - mówi red. Stopa.

Czy wynajęcie Martiny Navratilowej to dobre posunięcie? Wg Stopy, bardzo dobre jest to, że w ogóle jakiś ruch został wykonany: - Ona nie może mieć wokół siebie stagnacji. Ona jest wg mnie osobą, którą bardzo trudno zainteresować doskonaleniem warsztatu. Ma sukcesy, ma pieniądze, jest ambasadorem Polski za granicą, ale być może boi się zagrać o więcej.... Mimo wszystko ten ruch w stronę Martiny budzi mój lekki optymizm, że jednak chce i zagra o więcej.

Red. Wojciech Kaźmierczak, szef newsroomu Polskiej Agencji Prasowej, wielokrotny mistrz Polski dziennikarzy w tenisie, nie ma wątpliwości: - Wg mnie Navratilowa jest wielką szansą dla Agnieszki Radwańskiej, ona wie, jak wygrywać, wie, co przekazać Radwańskiej...

Nie zgadza się z tym red. Andrzej Karczewski, emerytowany dziennikarz PAP, wielokrotny mistrz Polski i świata dziennikarzy w tenisie: - Mam ambiwalentne odczucia co do współpracy Agnieszki z Navratilową. Przez lata tenis się zmienił i boję się, że Martina może nie dać rady. Powiem wprost: Agnieszce potrzebny jest teraz trener z absolutnego topu! Natychmiast! Tu nie ma czasu na eksperymenty.

- Jest świetną tenisistką i daje radę, ale kibice i zapewne ona sama chcieliby więcej... I trudno się temu dziwić. Teraz nastąpił w jej karierze taki moment progowy - jest ogromny potencjał, jest odpowiedni wiek i jest 2-3 lata na największe osiągnięcia, na Wielkiego Szlema właśnie! Ale z innym trenerem - podsumowuje Karczewski.

Wg Adama Romera, Agnieszka musi grać bardziej agresywnie. - Nie wystarczy grać kombinacyjnie, z kontry, inteligentnie. Zwłaszcza że do czołówki dołącza grupa dziewcząt, które grają mocno, ofensywnie, ale też potrafią "zakombinować" na korcie. Agnieszka musi wzbogacić swój tenis - przekonuje Romer.

- Pamiętam, że jak trenował ją Piotr Radwański, czy jak zaczął ją trenować Tomek Wiktorowski, to Agnieszka w widoczny sposób się rozwijała - poprawiała serwis, niektóre uderzenia i inne elementy. Tego mniej więcej od półtora roku nie mamy, pojawiła się taka lekka stagnacja - mówi red. Romer z troską w głosie.

I dodaje: - Pamiętajmy, że Agnieszka znajduje się na absolutnym topie tenisa w wydaniu kobiecym! Od sześciu lat jest w dziesiątce najlepszych tenisistek świata... Może nastąpić moment takiego wysycenia - zarobiła już na korcie kilkanaście milionów dolarów, ma uznaną pozycję, wszyscy ją szanują i cenią jako zawodniczkę czołówki, ma 26 lat, jest dojrzałą kobieta, ma ułożone życie... Wszystko teraz zależy tylko od niej, ona podejmuje decyzje, ona kieruje swoją karierą!

Jerzy Janowicz. Pytania o serwis i głowę

- Prościej opisać sytuację wielkoszlemowych nadziei Jurka Janowicza, bo ona jest... trudniejsza, z jednego powodu - u panów zdecydowanie trudniej dostać się chociażby do ćwierćfinału wielkoszlemowego turnieju. Jak na razie wygląda na to, że szanse naszych zawodników skupione są na Wimbledonie, a półfinał wimbledoński Janowicza wskazuje, że nasi zawodnicy lubią grać na szybkich kortach i takich, gdzie ta piłka się nisko odbija - tłumaczy red. Karol Stopa.

Wg niego, Jurek ma więcej czasu na wygranie szlema, bo jest od Agnieszki młodszy, ale ma dosyć krnąbrny charakter i musi wiele poukładać w swojej głowie: - Jurka gra jest determinowana przez serwis - 65 do 70 procent skuteczności jego gry to jakość podania. Jeżeli on dobrze serwuje, to cała jego gra się układa zupełnie inaczej, wtedy pewność odbić jest zupełnie inna.

- Jeżeli ja miałbym szukać jakiejś drogi do Wielkiego Szlema dla Jurka, to podpowiadałbym znalezienie kogoś, kto mu ten serwis poprawi, podniesie na stały wysoki poziom; jest kilku takich ekspertów na rynku - konkluduje red. Stopa.

Red. Wojciech Kaźmierczak: - Jestem wielkim fanem tenisa. Nie tylko sam gram, ale i oglądam praktycznie wszystko, co jest transmitowane... Niestety, najczęściej jestem zły na naszych tenisistów z powodu, jak to oceniam, braku stałej zaciętości w grze W tenisie, jak się zwykło mówić, gra głowa, potem nogi, a dopiero potem ręce... U naszych tenisistów z nogami i rękami nie jest tak źle, grają bardzo dobrze technicznie, są dobrze przygotowani, ale z głową bywa różnie... Dopóki te głowy nie zostaną poukładane, to będziemy mieli problemy z dochodzeniem do półfinałów i finałów wielkich szlemów...

- W przypadku Janowicza jest gorzej, bo trudno znaleźć kogoś, kto by tę jego głowę ustawił... Szkoda, bo obecnie tylko on może być naszą nadzieją na wielkiego szlema w męskim tenisie - kończy re. Kaźmierczak.

Wg red. Andrzeja Karczewskiego, Jurek Janowicz to talent, jaki w takim małym kraju jak nasz rodzi się raz na 50 lat. - Jako mężczyzna ma oczywiście wyżej ustawiona poprzeczkę, bo u mężczyzn do pierwszej dziesiątki rankingu aspirują setki zawodników, a u kobiet kilkadziesiąt... - uważa Karczewski.

- U Janowicza jest niebezpieczne to, że jak zaczął się dobijać do czołówki światowej, to zaczął iść "głową do przodu", trochę jak ktoś, kto śni o potędze i zaczyna mu wychodzić. Teraz już nie gra z taką odwagą nuworysza i wiele zależy od tego, czy swoją przyszłość potrafi sobie w głowie odpowiednio ułożyć - mówi zdecydowanie red. Karczwski.

Adam Romer: - Jurek Janowicz ma niezaprzeczalnie potencjał na pierwszą dziesiątkę w światowym rankingu, ale musi ustabilizować swoje wyniki, nie schodzić poniżej pewnego poziomu. Ma papiery na mieszanie w czołówce światowej, ale do tego musi dołączyć ogólnie mówiąc jeszcze większy profesjonalizm tego, co się wokół niego dzieje. Czy to się dzieje teraz? Mam nadzieję, ale przekonamy się o tym nie w perspektywie jednego sezonu... Dlatego marzenia o wygraniu przez Jurka wielkiego szlema muszą pozostawać na razie w sferze marzeń...

Następcy. Pytania o kasę i system

O następcach Janowicza i Radwańskiej dziennikarze mówią z wyraźnym zdenerwowaniem. Wszyscy podkreślają ogólny marazm i niemoc na poziomie szkolenia tenisowej młodzieży, mimo że kortów i profesjonalnych trenerów w Polsce przybywa.

Red. Adam Romer: - Gdybym ja miał decydować, w sensie finansowym i decyzyjnym, o przyszłości polskiego tenisa, postawiłbym na coś, co już kilka lat temu miało być wprowadzone do Polski. Mam na myśli program "Tenis 10".
- To dzieci przed dziesiątym rokiem życia mogą być rzeczywistą przyszłością naszego tenisa. To z tej grupy, jak zakładał martwy obecnie z braku pieniędzy program przyjęty przez ITF i później przez Polski Związek Tenisowy, można by wyłowić największe talenty do wyczynowego tenisa, a dla tych mniej utalentowanych dzieci stanowiłby on znakomitą metodę usportowienia. Cóż, dziś nikt się tym w Polsce nie zajmuje i mamy to, co mamy... Zero perspektyw, a czas i świat ucieka...

Red. Wojciech Kaźmierczak: - Można by napisać książkę na ten temat. Gdybym decydował o przyszłości polskiego tenisa, wysłałbym najzdolniejszym naszych młodych tenisistów i tenisistki do Akademii Bollettieriego lub jakiejś innej renomowanej i zapłacił za to z państwowej kasy.

- Oczywiście, jest o pomysł nierealny. Rząd nie da na to pieniędzy, bo zostanie natychmiast zakrzyczany przez lobbystów od piłki nożnej, ręcznej, siatkówki czy skoków narciarskich... Ale pomarzyć można!

Red. Karol Stopa: - Sukcesy naszego tenisa oparte są wyłącznie na finansowaniu rodzinnym - nie istnieje u nas solidny system szkolenia, jakiś związkowy ośrodek itd.

- Gdybym decydował, poszedłbym w taką wersję, nazwijmy to orlikową, tzn. postarałbym się zwiększyć w Polsce liczbę kortów publicznych, ogólnodostępnych. Korty u nas powstają, ale są prywatne, komercyjne. Ja przeznaczyłbym publiczne pieniądze na korty np. przy każdej szkole, co pozwoliłoby na szeroką selekcję najlepszych, a nie tak jak dzisiaj, że selekcjonujemy tylko tych, których rodzice zwrócą się o to do trenerów...

Red. Andrzej Karczewski: - Jeździłem ostatnio po Stanach z córką mojego kolegi, Desirae Krawczyk, od turnieju do turnieju. Takich turniejów jest tam mnóstwo i jest to jedna z metod selekcji najlepszych młodych talentów - wygrywasz, czyli jesteś dobry, jesteś wart, żeby w ciebie inwestować. Ale to są setki turniejów, setki możliwości sprawdzenia się dla przyszłych gwiazd...

- U nas jest plaża - nie ma systemu szkolenia tenisistów. Gdybym np. został ministrem sportu i dostał zgodę i środki na rozwijanie tenisa, stworzyłbym w kraju cztery potężne ośrodki - z pełną bazą, z zapleczem, z systemem selekcji, żeby przestała obowiązywać jedyna funkcjonująca w Polsce zasada: rodzice przyprowadzają dziecko do trenera, płacą i czekają na wyniki...

- U nas nie ma akademii tenisowych, a trenerom nie opłaca się prowadzić indywidualnie zawodników 16-letnich i starszych. Kluby przestają inwestować w takich zawodników. I tu jest mój, niestety, pesymizm...

- Polski tenis, PZT i wszystko, co się wokół tego dzieje, przypomina kabaret, a osiągnięcia Agnieszki Radwańskie i Jerzego Janowicza to jedynie zasługa "komitetu oszalałych rodziców"!!! Kropka.

Dziennikarski epilog

Red. Wojciech Kaźmierczak: - Tej ambicji, której brakuje niektórym naszym czołowym zawodnikom, z pewnością nie brakuje dziennikarzom grającym amatorsko w tenisa, tym, których ponad pięćdziesięciu gościliśmy na 37. Mistrzostwach Polski Dziennikarzy w Tenisie.

- Tutaj warto by zaprosić zawodowców i pokazać, jak się "gryzie kort", jak się walczy! Ale i tak jako klub dziennikarzy tenisistów mamy problem z przyciągnięciem na takie imprezy większej liczby koleżanek i kolegów grających w tenisa. Brakuje im czasu, niestety. Wyrwanie się poza redakcję na 2-3 dni jest dla nich uciążliwe albo za dużo tracą... To źle, bo tenis to doskonała metoda odreagowania i regeneracji umysłu.

- Będziemy mimo wszystko ponawiać zaproszenie. Więcej znajdziesz TU!

Opracował: Zygmunt Moszkowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL