Wielki sukces Fręch, zaskakujący efekt. WTA oznajmia. Ponad 350 miejsc
Rywalizacja na kortach twardych zakończyła pierwszą część sezonu 2026 w kobiecym tenisie, zmagania w Charleston i Bogocie otworzyły tę drugą. Na mączce, choć te najważniejsze turnieje odbędą się w Europie. W USA do rywalizacji przystąpiła Magdalena Fręch - i dość niespodziewanie odniosła życiowy sukces. Ale nie w tej rywalizacji, w której wszyscy się tego spodziewali. Oto efekt.

Gdyby nie jeden turniej, pod koniec lutego w Meridzie, dorobek Magdaleny Fręch na kortach twardych byłby bardzo kiepski. Łodziance nie szło w Australii - w Brisbane, Hobart i Melbourne wygrała tylko po jednym meczu, choć na Tasmanii w większym sukcesie przeszkodziła kontuzja. Musiała wycofać się ze starcia z Emmą Raducanu.
Na Bliskim Wschodzie przegrywała w finałach kwalifikacji, ale dostawała się do głównych drabinek jako szczęśliwa przegrana. W nich wygrała jeden mecz, z Ludmiłą Samsonową. A później przyszedł znakomity występ w WTA 500 w Meridzie, choć akurat zmagania w Meksyku miały znów stosunkowo słabą obsadę. Łodzianka dotarła jednak do finału, przegrała go 1:6, 6:4, 4:6 z Cristiną Bucsą. To pozwoliło wrócić do TOP 40 rankingu WTA. I dało perspektywę walki o rozstawienie w Australian Open.
W Indian Wells i Miami znów było jednak kiepsko (przegrane mecze w pierwszej rundzie), przełomu nie przyniosła rywalizacja na zielonej glinie w Charleston. Fręch przegrała pierwsze spotkanie z Anną Bondar. A jednak wyjeżdżając z Karoliny Południowej będzie mogła czuć się spełniona. Wszystko za sprawą wspólnych występów z Węgierką, która... wcześniej ją ograła.
Magdalena Fręch z olbrzymim awansem w rankingu WTA po sukcesie w Charleston
Fręch i Bondar przystąpiły bowiem do rywalizacji deblowej - i to była spora niespodzianka. 28-latka rzadko decyduje się na debla, swoją karierę ukierunkowała na grę pojedynczą. W zeszłym sezonie podobny krok wykonała tylko podczas US Open - wspólnie z Anną Blinkową wygrały jedno spotkanie. Pozwoliło ono jednak Polce zaistnieć w deblowym rankingu WTA - teraz była w nim na 535. pozycji. Dlaczego więc w tak wysoko notowanym turnieju jak Charleston Open mogła znaleźć się w głównej drabince? Bo może wykorzystać ten singlowy.

W tym turnieju Polka i Węgierka wygrały już trzy spotkania, choć w pierwszym z nich broniły piłki meczowej. Wyeliminowały w każdym ze spotkań świetne deblistki, w żadnym nie były faworytkami. W niedzielę o godz. 17 polskiego czasu Magdalena powalczy o swój pierwszy tytuł w grze podwójnej w głównym cyklu WTA, wcześniej wygrywała tylko zmagania w ITF. Bondar ma dwa tytuły w dorobku, ale rangi 250. To dla niej też szansa na życiowy sukces. Rywalkami będą: Catty McNally i Desirae Krawczyk.
Bez względu jednak na wynik tego starcia Fręch stanie się bohaterką deblowego notowania WTA. Łodzianka, dzięki 325 punktom za miejsce w finale, już awansowała o 360 pozycji. I w klasyfikacji "na żywo" jest teraz 175. To zaledwie o jedną pozycję niżej od jej rekordowego notowania z sierpnia 2022 roku.

A przecież finał dopiero przed polsko-węgierską parą. W niedzielę Fręch i Bondar mogą zyskać jeszcze 175 punktów. Reprezentantce Polski dałyby one awans o kolejnych blisko 50 miejsc. W poniedziałek znalazłaby się na 128. miejscu w deblowym rankingu WTA. Wyżej są tylko trzy Polki: Katarzyna Piter (będzie 61.), Magda Linette (będzie 119. lub 120.) oraz Weronika Falkowska (124-125).










