Wielki bój Osaki i Sabalenki. Na oczach Wiktorowskiego. Doszło do udanego rewanżu
We wtorek w Indian Wells rozpoczął się etap 1/8 finału BNP Paribas Open - trzeciego w sezonie turnieju rangi 1000. I na dzień dobry doszło do starcia, na które czekali fani kobiecego tenisa. Najciekawszej pary złożonej z zawodniczek, które po dwa razy wygrały US Open i Australian Open. Naomi Osaka niegdyś była światową "1", Aryna Sabalenka jest nią teraz. A trener Japonki Tomasz Wiktorowski doskonale wie, jak smakuje zwycięstwo nad zawodniczką z Mińska. Osaka i Sabalenka spotkały się wcześniej, w walce o punkty, tylko raz. Dziś w Tennis Paradise doszło do rewanżu. Udanego.

2745 dni - tyle minęło od 3 września 2018 roku. Wtedy, w 1/8 finału US Open, Naomi Osaka zmierzyła się z Aryną Sabalenką. Jeden jedyny dotąd raz w meczu o punkty. Japonka zajmowała wtedy 19. miejsce w rankingu WTA, Białorusinka - 20. Naomi miała jeden zdobyty tytuł, pół roku wcześniej wygrała... Indian Wells. Aryna, tuż przed zmaganiami w Nowym Jorku, triumfowała w mniejszych zawodach w New Haven.
Obie ruszały wtedy do wielkich karier, Osaka szybciej znalazła się na szczycie. Wtedy, na Flushing Meadows, wygrała dwugodzinny bój z Sabalenką 6:3, 2:6, 6:4. A później w finale ograła Serenę Williams, dużo łatwiej. Zdobyła swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł, dziś ma cztery. Podobnie jak Sabalenka, nawet układ jest taki sam: po dwa razy Australian Open i US Open.
A teraz doszło do ich pierwszego poważnego rewanżu, o punkty. Bo trudno za podobny uznać towarzyskie starcia z początku grudnia zeszłego roku w Atlancie i Nowym Jorku.
WTA 1000 w Indian Wells. Starcie wielkoszlemowych mistrzyń. Aryna Sabalenka kontra Naomi Osaka na Stadium 1
Tomasz Wiktorowski doskonale wie, jak smakują takie zwycięstwa nad Aryną Sabalenką - jako trener Igi Świątek cieszył się po 8 z 11 ich potyczek. Jedno przegrał zaś jako szkoleniowiec Agnieszki Radwańskiej.
Założenie Japonki było dość jasne: jak najczęściej trafiać pierwszym serwisem. A później polski szkoleniowiec, co wyłapały mikrofony, zdradził następne: przy drugim podaniu zagrywać przez bekhend liderki WTA.

Od początku było też klarowne, że kluczowe znaczenie w tym meczu będzie miał właśnie serwis. Obie potrafią "huknąć" ponad 180 km/godz., każde przełamanie ma podwójną wartość. Losowanie wygrała Naomi, to ona serwowała. I już w pierwszym gemie znalazła się w delikatnych opałach, choć przecież zaczęła od asa. Sabalenka miała break point, Japonka się obroniła. A za moment uzyskała przewagę, wtedy kamery pierwszy raz pokazały Tomasza Wiktorowskiego, patrzącego uważnie w kierunku kortu. Po chwili pokazały go drugi raz, już lekko kiwającego głową z uznaniem dla swojej podopiecznej. Osaka prowadziła bowiem 1:0 - i to po wymianie bekhendowej, której raczej... obie unikały.
Sabalenka zazwyczaj już w pierwszym uderzeniu stara się przejąć inicjatywę, zepchnąć rywalkę do defensywy. Dziś nie było o to łatwo, Japonka też uderzała bardzo mocno.
Problemy Naomi pojawiły się jednak już w trzecim gemie - i to poważne. Dwa podwójne błędy serwisowe, do tego świetny return Aryny - i zrobiło się 0-40. Obroniła dwa break pointy, ale przy trzecim pierwsze wprowadzenie piłki do gry nie zadziałało. I drugie też, kolejny "double fault" oznaczał przełamanie.
Sabalenka za chwilę potwierdziła to swoim gemem - odskoczyła na 3:1. I już do końca tej partii grała świetnie. Swoje gemy kończyła błyskawicznie, w tych rywalki atakowała jej drugi serwis. I to skutecznie.
Kolejny break sprawił, że miała już nie furtkę, a bramę otwartą do prowadzenia w setach. I zakończyła partię wynikiem 6:2, po 35 minutach. 13 winnerów przy czterech błędach, pięć asów - liczby Białorusinki naprawdę robiły wrażenie.

Na starcie drugiego seta obie musiały radzić sobie z większą presją - Osaka wyszła ze stanu 0-30, Sabalenka broniła nawet break pointa. Obie były w tych kluczowych chwilach skuteczne.
Wiktorowski przypominał z boku swojej podopiecznej, by ta grała szybciej, by przejmowała inicjatywę. Sabalenka była bowiem bezwzględna, przy każdej okazji potężnym zagraniem, zwykle krosowym, od razu zyskiwała przewagę. Nie było jednak o to łatwo, Japonka często się przy tym myliła. I musiała znów bronić break pointa w piątym gemie, po cudownym returnie rywalki. Zdołał jednak objąć prowadzenie 3:2.
Sabalenka była jednak we wtorek nieosiągalna. Kto wie, może dla każdej zawodniczki na świecie. Przynajmniej w swoich gemach, bo gdy ważyły się ich losy, posyłała asa. Aż wreszcie, w siódmym gemie, "dopadła" też Osakę. To przełamanie miało gigantyczne znaczenie, Japonka potrzebowała teraz sportowego cudu.
A ten nie nastąpił, Sabalenka zrewanżowała się za przegraną sprzed 2745 dni. Nie spadła jakość jej serwisu, choć musiała bronić jednego break pointa, więc za moment zrobiło się 5:3. A później 6:4.
6:2, 6:4 - taki był końcowy wynik tego starcia na Stadium 1. Wystarczyło 80 minut.
W czwartkowym ćwierćfinale Aryna zagra z lepszą z pary: Victoria Mboko - Amanda Anisimova. I to też na pewno będzie mecz z wieloma potężnymi uderzeniami.
Dokładny zapis relacji na żywo z meczu 1/8 finału WTA 1000 w Indian Wells między Aryną Sabalenką i Naomi Osaką można znaleźć tutaj.














