Wielka rywalka Świątek nieobecna na igrzyskach, teraz komentuje. Mówi o fatalnej "groźbie"
17 czerwca dwie ważne tenisistki ze światowego touru ogłosiły, że nie zagrają w igrzyskach olimpijskich - Aryna Sabalenka i Ons Jabeur. Tunezyjka teraz wróciła do tej decyzji, szerzej ją uzasadniając. Jak twierdzi, kolejne przejście na korty ziemne byłoby "katastrofą" dla jej kolana i być może oznaczałoby opuszczenie pozostałej części sezonu. - Ludzie nie wiedzą, co dzieje się wewnątrz - powiedziała.

Lista nieobecnych tenisistek na turnieju olimpijskim w Paryżu jest całkiem spora. Kibice gromadzący się na kortach Rolanda Garrosa nie oglądają w akcji Aryny Sabalenki, Jeleny Rybakiny, Pauli Badosy czy Ons Jabeur. Ta ostatnia napisała 17 czerwca: "Po konsultacji z moim sztabem medycznym dotyczącej udziału w igrzyskach olimpijskich doszliśmy do wniosku, że tak szybka zmiana nawierzchni wiąże się z ryzykiem dla mojego kolana i zagraża całej reszcie mojego sezonu".
Tunezyjka postanowiła wrócić do tamtej decyzji i jeszcze raz rozjaśnić sytuację zawiedzionym kibicom, bo choć wtedy mówiła o "nieznośnym bólu" w prawym kolanie, to występuje teraz na turnieju w Waszyngtonie, gdzie będzie grać w singlu oraz deblu ze wspomnianą Badosą.
- Cóż, nie gram na igrzyskach olimpijskich z powodu zmian nawierzchni. Mam problemy z kolanem, szczerze mówiąc. Pozytywna decyzja miałaby ciężkie skutki. Prawdopodobnie sprawiłaby, że nie byłabym w stanie grać do końca sezonu
- To była bardzo trudna decyzja, aby nie jechać na igrzyska, ale bardzo się cieszę, że tu jestem (w Waszyngtonie - red.). W tym roku nie rozegrałam zbyt wielu meczów. W zasadzie pominęłam początek roku. Więc tak, nie chciałam popełniać tego rodzaju błędów i nie być gotową w 100%. Jeśli nie czułam, że mogę zdobyć medal, to po co w ogóle jechać? - zapytała.
Ons Jabeur wraca do tematu igrzysk. Skupia się na kortach twardych
Przypomniała, że w trwającym sezonie ma za sobą już trzy zmiany nawierzchni, a włączając turniej olimpijski miałaby ich cztery. Szykuje formę na 6 sierpnia, kiedy to zacznie się turniej WTA 1000 w Toronto. Terminarz jest bardzo napięty, bo sześć dni później zaplanowano kolejny "tysięcznik" w Cincinnati, a 26 sierpnia wielkoszlemowe US Open.
- Widać, że czas między igrzyskami olimpijskimi a Toronto jest bardzo, bardzo napięty. Nie wydaje mi się, aby harmonogram na ten rok ogólnie odpowiadał któremukolwiek profesjonalnemu tenisiście. Nie widzę, żebym była jedyną osobą, która podjęła taką decyzję. Wiem, że jest wiele zawodniczek, które miały różne kontuzje i z tego powodu zdecydowały się nie ryzykować. Gdy grasz w tak dużym wydarzeniu jak igrzyska, musisz być gotowa i dawać z siebie wszystko. Nie jestem już bardzo młoda, więc staram się być w stanie utrzymać się tak długo, jak to tylko możliwe w tym pięknym tourze - zakończyła 29-latka.
Jeszcze nie wiadomo, z kim zagra w środę w pierwszej rundzie gry pojedynczej. Jasne jest jednak, z kim zmierzą się w duecie z Badosą - to Japonki Eri Hozumi i Makoto Ninomiya. Mecz rozpocznie się w poniedziałek ok godziny 19:50.
Zobacz również:
















