Wielka mistrzyni apeluje ws. Igi Świątek. Chodzi o szalenie delikatną kwestię
Iga Świątek pozostaje liderką rankingu WTA od ponad 16 miesięcy. Im dłużej zasiada na szczycie, tym większej presji jest poddawana. Musi jej sprostać w wieku zaledwie 22 lat. - Każdy oczekuje od Igi bardzo dużo. Przyzwyczailiśmy się do jej sukcesów. Psychicznie sobie z tym radzi. To nie jest łatwe. Wiem, jak było ze mną. Należy dalej jej kibicować i dać spokój, żeby mogła pracować. Nie wywołujmy presji - apeluje Anita Włodarczyk, trzykrotna mistrzyni olimpijska w rzucie młotem.

Po pierwsze olimpijskie złoto Anita Włodarczyk sięgnęła w wieku 27 lat. Ogromnej presji była jednak poddawana już wcześniej. Dzisiaj radzi sobie z nią siłą doświadczenia i nabytej rutyny.
W rozmowie w serwisem sport.tvp.pl dominatorka w rzucie młotem została zapytana m.in. o Igę Świątek, która na światowych kortach robi furorę od kilkunastu miesięcy. A ma dopiero 22 lata. Mimo młodego wieku zapracowała już na cztery tytuły wielkoszlemowe.
Włodarczyk apeluje o spokój dla Świątek. "Nie wywołujmy presji"
- Duży szacunek, że w tak młodym wieku udźwignęła sukcesy. Nie zwariowała. Miała niesamowitą presję. Każdy oczekuje od niej bardzo dużo. Przyzwyczailiśmy się do jej sukcesów. Psychicznie sobie z tym radzi. To nie jest łatwe. Wiem, jak było ze mną. Należy dalej jej kibicować i dać spokój, żeby mogła pracować. Nie wywołujmy presji. Chapeau bas! - mówi z uznaniem Włodarczyk.
Świątek wygrała w tym miesiącu French Open, po raz trzeci w karierze. Nie przeszkodził jej w tym fakt, że krótko przed turniejem zmagała się z kontuzją. Dzięki wytężonej pracy z fizjoterapeutą w trakcie paryskiej imprezy była w pełni sił.
O powrotach do zdrowia po urazach Włodarczyk mogłaby napisać doktorat. Okazuje się jednak, że wszystko ma swoją cenę.
- Znienawidziłam pływanie. Jako dziecko lubiłam to robić. Na zajęciach było inaczej. Na AWF-ie miałam zajęcia dwa razy w tygodniu. Pojawiła się niechęć. Gdy usłyszałam w 2019 roku, że muszę się rehabilitować na basenie, nie było to łatwe. W tym okresie kształtował się charakter. Musiałam to robić. Przełamywałam słabsze strony. W październiku i listopadzie za oknem było ciemno, ponuro i zimno, a ja o godzinie 6:00 spotykałam się z rehabilitantem na basenie - wspomina młociarka.
Z tego typu traumą potrafi sobie jednak radzić.
- Gdy jestem wyleczona, traktuję ten etap jako zamknięty. Nie rozmyślam. Ostatnia blizna jest największa, bo miałam szyte całe udo. Na szczęście ślad jest z tyłu. Nie widzę go. Wspomnienia nie wracają - zapewnia Włodarczyk.
Tymczasem Świątek sposobi się do startu w Wimbledonie. Jest w pełni sił, ale... tym razem stanowczo dystansuje się od roli faworytki. Więcej na ten temat piszemy TUTAJ.













