W Rosji żal, świat triumfuje. Rywalka Radwańskiej i Świątek jednak pominięta
Sportowe sukcesy w czasie tenisowej kariery to jedno, w tenisie potwierdzenie "wielkości" następuje jeszcze zwykle już po zakończeniu. A dokładniej - pięć lat po zakończeniu. To wtedy można trafić do Tenisowej Galerii Sławy. W przypadku ikon wątpliwości nie ma prawie w ogóle, ale jeden czy dwie wielkoszlemowe tytuły nie są jeszcze gwarancją sukcesu. Dziś w Newport poinformowano o kolejnych trzech decyzjach: tylko jedna była pozytywna. Świat czekał, by ten zaszczyt spotkał Rogera Federera - i tak się stało. Dwie inne kandydatury przepadły.

Uroczystość wprowadzenia do Tenisowej Galerii Sławy nastąpi pod koniec sierpnia przyszłego roku - będzie to już oficjalna formalność. Ważniejsze wydarzenia miały miejsce w ostatnich tygodniach, gdy decydował się los trojga kolejnych kandydatów. Wielkoszlemowych mistrzów, ale tylko jedna osoba mogła być tego właściwie pewna.
Tenisowa "Hall of Fame" istnieje od 1954 roku. Liczy 270 nazwisk sportowców z 28 krajów. Nie ma w tym gronie Polaków, choć gdy karierę zakończy Iga Świątek, to po pięciu sezonach to się zapewne zmieni.
Roger Federer, Juan Martin del Potro i Swietłana Kuzniecowa z marzeniami o "Hall of Fame". Tylko jedna pozytywna decyzja
W tym roku nominacje do Tenisowej Galerii Sławy uzyskało troje zawodników: Roger Federer, Juan Martin del Potro i Swietłana Kuzniecowa. Szwajcar to jeden z najlepszych zawodników w historii, magik na korcie, triumfator 20 Wielkich Szlemów. On, Rafael Nadal i Novak Djoković wprowadzili tenis na sam szczyt - zainteresowanie ich występami było jednakowo wysokie na całej kuli ziemskiej. Szwajcar karierę zakończył jako pierwszy z "Wielkiej Trójki", dziś minął też rok od podobnej decyzji Hiszpana. Został jeszcze Djoković, w tym roku wygrał nawet dwie imprezy rangi 250, ale mimo wszystko Serb odstaje już fizycznie od współczesnych atletów: Sinnera i Alcaraza.

Aby wejść do Tenisowej Galerii Sławy nie wystarczy jednak samo zgłoszenie i akceptacja ze strony organizacji. Później trzeba uzyskać jeszcze co najmniej 75 procent pozytywnych głosów od "Oficjalnej Grupy Głosującej" - to członkowie tego gremium, dziennikarze, historycy tenisa. Jeśli wynik jest zbliżony do 75 procent, nieco niższy, mogą "podbić" go nieco głosy kibiców.
Rok temu o miejsce w "Hall of Fame" aspirowała Rosjanka Maria Szarapowa oraz słynni bliźniacy z USA - Mike i Bob Bryanowie. W ich przypadku nie było wątpliwości - wygrali ponad 20 razy Szlema w deblu i mikście. U Szarapowej zaś takie mogły się pojawić, mimo wygranych pięciu najważniejszych turniejów i skompletowaniu karierowego Wielkiego Szlema. A to za sprawą skazania za doping w końcowej fazie kariery. Wszystkie te kandydatury zostały jednak ocenione pozytywnie.
Teraz przeszła zaś tylko jedna - ta Federera. Del Potro ma w dorobku "tylko" tytuł w US Open (2009), za to zdobyty już w erze Djokovicia, Nadala i Federera. Zresztą w półfinale pokonał wtedy Hiszpana, a w finale - Szwajcara. To jednak za mało.

Z kolei Swietłana Kuzniecowa wygrała US Open (2004) i Rolanda Garrosa (2009). Liderką rankingu nigdy jednak została, zabrakło niewiele. W czerwcu skończyła 40 lat, ostatnie mecze rozegrała w 2021 roku.
A na początku 2020, tuż przed wybuchem pandemii, w Dosze ograła jeszcze 6:2, 6:2 18-letnią wtedy Igę Świątek. W Katarze doszła wtedy do półfinału, przegrała go z Aryną Sabalenką. A wcześniej przez wiele lat "gnębiła" Agnieszkę Radwańską - była tą "big-hitterką", z którą Polka sobie nie radziła, podobnie jak z Szarapową czy Sereną Williams. Z Kuzniecową "Isia" wygrała 4 z 18 potyczek.
Oboje jednak dostali mniej niż 75 procent pozytywnych głosów - Rosjanka i Argentyńczyk będą musieli liczyć na kolejną szansę. A jeśli nie uda się trzy razy z rzędu, mogą spróbować znów po dwóch latach przerwy.
Nominacja Federera została przyjęta na świecie z entuzjazmem - Szwajcar był, jest i będzie bożyszczem tłumów. Media w Rosji podkreślają, że "Kuzniecowa przegrała ze Szwajcarem". A to nie tak: eksperci mogli wybrać więcej niż jedną osobę. A nie wybrali.












