Reklama

Reklama

US Open. Wiktoria Azarenka i Elise Mertens uzupełniły stawkę ćwierćfinalistek

Białorusinka Wiktoria Azarenka, która wcześniej wyeliminowała Igę Świątek, i Belgijka Elise Mertens uzupełniły stawkę ćwierćfinalistek wielkoszlemowego turnieju tenisowego US Open w Nowym Jorku.

Azarenka w 1/8 finału pokonała Czeszkę Karolinę Muchovą 5:7, 6:1, 6:4, a Mertens wygrała z rozstawioną z "dwójką" Amerykanką Sofią Kenin 6:3, 6:3.

Reklama

31-letnia Białorusinka, która jest 27. rakietą świata, to zdobywczyni dwóch tytułów wielkoszlemowych w singlu oraz była liderka listy WTA. W latach 2012-13 triumfowała w Australian Open i wystąpiła w decydującym meczu US Open. Dodatkowo ma na koncie dwa tytuły wielkoszlemowe w mikście, z czego jeden wywalczony w Nowym Jorku (2007).

Kilka lat temu jej kariera jednak się załamała. Pod koniec 2016 roku urodziła syna, a po rozstaniu z partnerem rozpoczęła z nim batalię prawną o dziecko. Tenis znalazł się na dalszym planie, a kolejne próby powrotu na wcześniejsze pozycje torpedowały również liczne kontuzje.

"Mecz" o opiekę nad synem ostatecznie wygrała i po raz kolejny podjęła sportowe wyzwanie. W ubiegłym roku nie odniosła spektakularnych sukcesów, ale próbkę możliwości dała m.in. w Monterrey, gdzie dotarła do finału.

Teraz formą błysnęła tuż przed Wielkim Szlemem, triumfując w rozgrywanych na tych samych kortach zawodach WTA, choć finał Japonka Naomi Osaka oddała jej walkowerem. Był to jej pierwszy wygrany turniej tego cyklu od ponad czterech lat.

Potem pewnie pokonała trzy rywalki w US Open, w tym Świątek w 3. rundzie, a wcześniej rozstawioną z "piątką" swoją rodaczkę Arynę Sabalenkę. Łącznie do meczu z Muchovą straciła ledwie 13 gemów.

Czeszka wygrała pierwszego seta, ale później górę wzięły większa siła fizyczna i determinacja mieszkającej w Monte Carlo Białorusinki, która w ćwierćfinale Wielkiego Szlema zameldowała się po raz pierwszy od stycznia 2016.

"Sporo czasu minęło... Strasznie się cieszę, tym bardziej że obecnie jest dość trudna sytuacja na świecie. Jestem wdzięczna ludziom i losowi, że mimo to mogę z uśmiechem na ustach robić to, co kocham i jak widać wciąż nieźle potrafię" - przyznała Azarenka, która obok Amerykanki Sereny Williams i wracającej na korty po długiej przerwie Bułgarki Cwetany Pironkowej jest trzecią mamą w ćwierćfinale.

"To chyba znak czasów. Może w tych trudnych okolicznościach bardziej zahartowane życiowe matki lepiej sobie radzą" - wspomniała urodzona w Mińsku tenisistka.

Dowiedz się więcej na temat: Wiktoria Azarenka | Elise Mertens | us open

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje