Reklama

Reklama

US Open. Magda Linette: Naomi nie zmiotła mnie z kortu

Nie udało się Magdzie Linette awansować do trzeciej rundy wielkoszlemowego US Open. Uległa najwyżej rozstawionej w Nowym Jorku japońskiej tenisistce Naomi Osace 2:6, 4:6. - To nie był mój dzień i mój mecz. Jest jeszcze szansa w deblu z Igą Świątek - skwitowała.

Rok temu Linette zakończyła występ w US Open grając przy komplecie publiczności na Artur Ashe Stadium, czyli głównej arenie nowojorskiej lewy Wielkiego Szlema. Wówczas jej rywalką była powracająca do rywalizacji po przerwie macierzyńskiej Serena Williams. W tym roku 27-letnia poznanianka znowu zaprezentowała się na pięknym stadionie - tym razem Louisa Armstronga - mając za przeciwniczkę tenisistkę z najwyższej półki - rozstawioną z "jedynką" i broniącą tytułu Osakę.

Występ na takich obiektach jest ciekawym doświadczeniem, ale Polka przyznała, że wolałaby zamienić takie wspomnienia na grę na bocznych kortach i awans do trzeciej rundy.

Reklama

"Nie mam nic przeciwko grze na takich obiektach, choć wcale to nie jest takie łatwe. Jest głośno, ludzie chodzą pomiędzy punktami, nie jestem do tego przyzwyczajona. Za to jestem już w takim wieku, że wolałabym mierzyć się z mniej wymagającymi rywalkami, awansować do trzeciej czy czwartej rundy i co za tym idzie zarobić trochę więcej pieniędzy. A na duży stadion trafić dopiero w drugim tygodniu zmagań" - powiedziała Linette.

W czwartkowe popołudnie na Louis Armstrong Stadium zasiedli m.in. były koszykarz Kobe Bryant i futbolista Colin Kaepernick, którzy wspierali Osakę z jej boksu. W pierwszym secie ten doping podziałał, bo Japonka wygrała łatwo 6:2. Na początku drugiego jednak to Polka zagrała z zębem i co chwila klepała się z radości w udo, krzycząc "Tak jest!". Prowadziła już 3:0 i miała szansę na drugie przełamanie Osaki.

"To był mój najlepszy okres w tym meczu. Szkoda gema na 4:0, szkoda także następnego mojego podania, które przegrałam bardzo łatwo. Ale to były tylko przebłyski. Nie zagrałam najlepiej i czuję niedosyt. Nie czułam dystansu i nie mogłam się wstrzelić na tym dużym korcie, bo wcześniej nawet tu nie trenowałam. Zabrakło też koncentracji, o którą ciężko na takiej arenie, gdzie jest głośno i wietrznie. Być może też odczuwałam zmęczenie, bo przecież to był mój 10. mecz w ciągu dwóch tygodni. Czasu na relaks w tym okresie nie było praktycznie wcale" - nadmieniła.

Osaka szybko się odbudowała, wygrała pięć kolejnych gemów i ostatecznie cały mecz 6:2 6:4. Takim samym wynikiem zakończyło się starcie tych tenisistek w Australian Open, choć sety były odwrotne.

"Niestety gra się tak, jak przeciwniczka pozwala, a ja pozwoliłam dziś Naomi na bardzo wiele. Nie zmiotła mnie z kortu, lecz to ja popełniałam błędy. Szkoda, bo czuję, że stać mnie było na więcej. Ale może tak musiało być. Teraz odpocznę i wierzę, że w kolejnych turniejach dostanę szansę, by pokonać uznane rywalki i ją wykorzystam" - dodała.

Choć odpadnięcie w drugiej rundzie przyjęła ze smutkiem, to nie zamieniłaby na awans do trzeciej tytułu wywalczonego kilka dni temu w Bronx Open.

"Mimo mniejszych pieniędzy, mniejszego prestiżu to jest tytuł, który znaczy dla mnie bardzo wiele. Ten sukces wywalczyliśmy całym teamem, który bardzo ciężko na to pracował. Widać w tym wszystkim rękę Marka Gellarda, który dołączył do nas półtora roku temu. Moje nazwisko widnieje wśród zwyciężczyń turniejów WTA i nie zamieniłabym tego na nic innego" - wskazała.

Linette wystąpi w US Open jeszcze w grze podwójnej. Jej partnerką będzie Iga Świątek, która także odpadła w 2. rundzie singla. Starsza z Polek nie ukrywała, że cieszy się z możliwości wspólnej gry i treningu.

"Męczyłam ją o to od dłuższego czasu. W planach był wspólny trening w USA, ale ostatecznie nie doszło do tego, gdyż w Bronksie zaszłam tak daleko. Czego można się spodziewać po naszym deblu? Będziemy na pewno bardzo dobrze serwować. Utrzymanie swojego podania będzie dla nas kluczowe. W gemie returnowym przeciwniczek będziemy starać się nie dać im okazji na gry wolejem. Chcemy sprowadzić grę do głębi kortu, dominować w elementach singlowych, bo tu mamy przewagę" - analizowała przed starciem z amerykańskim duetem Bethanie Mattek-Sands - CoCo Vandeweghe.

Z Nowego Jorku - Tomasz Moczerniuk


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje