Reklama

Reklama

US Open. Iga Świątek płakała po porażce z Anastazją Sewastową

Z zaczerwienionymi oczami i chusteczką do nosa w ręce pojawiła się na konferencji prasowej Iga Świątek, po porażce z Łotyszką Anastazją Sewastową 6:3, 1:6, 3:6 w drugiej rundzie US Open. - Płakałam, bo wiem, że stać mnie na więcej - wyznała tenisistka.

PAP: W Toronto, mimo porażki z Naomi Osaką, na pani twarzy gościł uśmiech. Dziś po przegranej z Anastazją Sewastową był szloch. Dlaczego?

Iga Świątek: - Płakałam, bo byłam świadoma straconej szansy. Z Naomi w Toronto przegrałam, ale grałam tam super i dałam z siebie wszystko. Dziś do optymalnej dyspozycji zabrakło dużo. Gdybym czuła się tak samo w drugim secie jak w pierwszym, to skończyłoby się 6:3, 6:3. Wiem, że mogę grać dużo lepiej.

Pierwszy set poszedł jak z płatka, problemy zaczęły się w drugim, w którym zupełnie nie przypominała pani siebie. Co wpłynęło na gorszą dyspozycję?

Reklama

- Miałam spore problemy z koncentracją właśnie w tym drugim secie. Nie wiem co się ze mną działo, trochę odpłynęłam. W trzecim ważny był ten gem na 3:3, ale tam też nie byłam do końca skoncentrowana. Nie byłam pewna moich uderzeń i przed uderzeniami drżała mi ręka. I przez to popełniałam błędy, które zaważyły na wyniku.

Wydawało się, że właśnie mentalnie jest pani silna. Pani trener Piotr Sierzputowski mówił, że się pani zaziębiła i prawie wcale dziś w nocy nie spała. Może to był klucz do porażki?

- Nie ma co upatrywać przyczyn niepowodzenia w przeziębieniu, bo zmagam się z nim od kilku dni. Zmęczenie fizyczne? Podczas ubiegłego miesiąca faktycznie było dużo podróży, latania i gier, a mało odpoczynku. Ale to nie był decydujący czynnik. Zaskoczeniem dla mnie była gra Sewastowej, bo grała bardzo lekko. W pewnym momencie trochę się z tym wszystkim pogubiłam.

Wiele pani akcji - szczególnie w pierwszym secie - publiczność kwitowała owacjami. Sewastowa grała jak cyborg, efektywnie a pani efektownie, choć nie zawsze skutecznie. Sporo pani ryzykowała, nawet w momentach, gdy rywalka miała przewagę. Czy taka taktyka się opłaca?

- Wiem, że takie sytuacje nie zdarzają się codziennie i wiem, że jestem w stanie kontrolować takie wydarzenia. Jestem w stanie wygrywać takie piłki i zdobywać punkty. Dziś im bardziej próbowałam się koncentrować, tym bardziej nie mogłam. Nie wiem z czego to wynikało.

US Open 2019 w grze pojedynczej to dla Igi Świątek sukces czy porażka? 

- Porażka, ale traktuję to jako nowe doświadczenie. Sporo czynników złożyło się na to, że nie mogłam zagrać dziś swojego idealnego tenisa. Chcę z tego wyciągnąć wnioski, bo wiem, że stać mnie na więcej.

W Nowym Jorku zagra jeszcze pani w deblu z Magdą Linette. Czego można się po was spodziewać?

- Zagrałam w tym roku w deblu tylko raz podczas Fed Cup, dlatego nie mam pojęcia, czego się spodziewać. Znamy się i rozumiemy z Madzią dobrze i na korcie będziemy się uzupełniać, ale skoro singiel jest dla mnie zbieraniem doświadczeń to co dopiero debel?

A co po Ameryce?

- Na pewno wystąpię na dwóch turniejach w Chinach. Zastanawiam się też nad Moskwą. Ale to się jeszcze okaże.

Na koniec pytanie o 2020, czyli rok nie tylko olimpijski, ale i dla pani... maturalny. Jak to wszystko zamierza pani pogodzić?

- Jeszcze o tym nie myślę, a jeśli już to tylko z perspektywy szkoły. Wiem, że po powrocie do Polski będę miała kilka tygodni na to, aby popracować nad całym harmonogramem z Darią Abramowicz. Coś będziemy musiały odpuścić, bo nie da się być wszędzie. Być może będą to spotkania z mediami, ale jeśli tak będzie, to nie stanie się tak z mojej winy, bo ja zawsze chętnie z dziennikarzami porozmawiam.

W Nowym Jorku rozmawiał Tomasz Moczerniuk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje