Urwała seta Świątek. Teraz zszokowała cały Stuttgart. Było już 2:6, 1:4. Badosa aż płakała
Turniej WTA 500 w Stuttgarcie rozkręcił się na dobre. We wtorkowy wieczór na korcie pokazała się jedna z reprezentantek gospodarzy - Eva Lys, niedawna rywalka Igi Świątek. Niemka zmierzyła się z Paulą Badosą, która otrzymała od organizatorów dziką kartę. Kiedy Hiszpanka wygrywała 6:2, 4:1 i 40:15, wydawało się, że za moment przypieczętuje zwycięstwo. Tymczasem emocje na korcie dopiero się rozpoczęły. Ostatecznie Lys odwróciła losy pojedynku w dramatycznych okolicznościach.

Na początku stycznia Eva Lys zmierzyła się z Igą Świątek w United Cup. W pierwszym secie reprezentantka Polski dosyć niespodziewanie przegrała z Niemką 3:6. Sensacja wydawała się całkiem prawdopodobna. Ostatecznie sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa wygrała dwie kolejne partie (6:3, 6:4) i zanotowała cenny triumf dla kadry "Biało-Czerwonych", która koniec końców zgarnęła puchar drużynowej imprezy.
Od tamtej pory Lys rozegrała zaledwie trzy spotkania. I przegrała każde z nich. Szansę na przełamanie 24-latka dostała w ojczyźnie, na zawodach WTA 500 Stuttgart. W pierwszej rundzie trafiła na Paulę Badosę. Hiszpanka wskoczyła do turnieju dzięki dzikiej karcie.
Pojedynek rozpoczął się tuż przed godz. 19:00, we wtorkowy wieczór. Od pierwszych akcji to Badosa narzuciła swój sty i rytm gry. Przede wszystkim była wiceliderka rankingu WTA uderzała zdecydowanie szybciej i mocnej. Eva Lys nie potrafiła przejąć inicjatywy.
W efekcie reprezentantka gospodarzy w pierwszym secie zdołała ugrać tylko dwa gemy. Została przełamana dwukrotnie, Hiszpanka nie straciła swojego podania. Starsza z tenisistek często nękała rywalkę wysokimi, topspinowymi piłkami na bekhendową stronę. Kiedy tylko Niemka próbowała przyspieszyć lub skończyć wymianę, zazwyczaj popełniała błędy.
W drugiej partii hiszpańska zawodniczka jeszcze bardziej podkręciła serwis, zanotowała kilka asów. Przy wyniku 4:1 z jej perspektywy nastąpił przełom. To Badosa - na własne życzenie, przez masowe błędy w podaniu - została przełamana, choć prowadziła już 40:15. Chwilę późnej Niemka nabrała zdecydowanie więcej pewności siebie. Zrobiło się 3:4. Wszystko dzięki odważnym, płaskim piłkom, z którymi nie radziła sobie Hiszpanka.
Paula Badosa prowadziła z podwójnym przełamaniem, ale to Lys zgarnęła kolejnego gema przy podaniu rywalki. Z 1:4, 15:40 na 4:4. 24-latka była na fali, wychodziło jej niemal wszystko. Z jednostronnego meczu w Stuttgarcie zrobiło się prawdziwe widowisko.
W bardzo zaciętym gemie numer dziewięć Eva Lys pierwszy raz w całym pojedynku objęła prowadzenie 5:4. Do remisu Badosa doprowadziła, kończąc dziesiątego gema asem. 28-latka zaczęła popełniać mnóstwo podwójnych błędów serwisowych. Przy wyniku 5:6 zanotowała dwie takie pomyłki z rzędu. Uklęknęła z bezradności na dobrych kilka sekund. Później jasnym stało się, że przegrała całą partię 5:7.
Czekał nas trzeci, decydujący set. Hiszpanka była kompletnie rozbita. Wypuściła z rąk niemal pewne zwycięstwo. Ze łzami w oczach rozmawiała przed rozpoczęciem ostatecznej odsłony rozmawiała ze swoim sztabem. Jednocześnie kibice byli zachwyceni tym, w jaki sposób do meczu wróciła Eva Lys.
W czterech pierwszych gemach trzeciego seta byliśmy świadkami festiwalu przełamań, czego skutkiem był wynik 2:2. Potem obie tenisistki szły łeb w łeb. Kiedy zawodniczka gospodarzy prowadziła 5:4, piłka była po stronie Hiszpanki. I wtedy Lys wykorzystała break-pointa, który był jednocześnie piłką meczową.
24-latka dokonała niemożliwego. Wróciła ze stanu 2:6, 1:4 i pokonała Paulę Badosę 2:6, 7:5, 6:4. Mecz trwał dwie godziny i 15 minut. Na etapie 1/8 finału Niemka zmierzy się z Eliną Switoliną.














