Ukrainka grzmi ws. wojny z Rosją, tak potraktowało ją WTA. Poruszające wyznanie
Od czasu wybuchu wojny w Ukrainie minęło już kilka lat, a sankcje nałożone na sportowców z kraju agresora - Rosji niemal całkowicie już zniknęły. Zgody na to nie wyrażają sportowcy z Ukrainy na czele z tenisistkami. Ołeksandra Olijnykowa zdecydowała się na wstrzącające wyznanie. Ujawniła w nim, jak potraktowało ją WTA w związku z jej głośnymi i niewygodnymi z perspektywy federacji wypowiedziami.

W czwartek Marta Kostiuk zmierzy się w półfinale WTA Madryt z Anastazją Potapową. 56. rakieta świata od niedawna reprezentuje na arenie międzynarodowej Austrię, jednak wcześniej występowała jak Rosjanka. I wielokrotnie podkreślała swojej poparcie dla działań kraju rządzonego przez Władimira Putina na terytorium Ukrainy. Czy Kostiuk poda rywalce po zakończeniu zmagań rękę?
Wojna w Ukrainie odcisnęła piętno na sportowcach. Tak Ukraińcy traktują Rosjan
Wiele lat minęło od wybuchu wojny, a sankcje nałożone na sportowców z Rosji w wielu dyscyplinach są już jedynie umowne. Wywołuje to stanowczy sprzeciw ze strony zawodników i zawodniczek z Ukrainy. Wielokrotnie dawali temu wyraz. Szerokim echem odbiła się chociażby manifestacja skeletonisty, który został za nią zdyskwalifikowany w trakcie igrzysk olimpijskich.
Wyraz sprzeciwu wobec dopuszczenia do rywalizacji Rosjan wielokrotnie dawały także tenisistki z Ukrainy. Najgłośniejszy sprzeciw płynął ze strony Ołeksandry Olijnykowej - notowanej obecnie na 70. miejscu w rankingu WTA.
Ukraińska tenisistka zszokowała wyznaniem. Głośno o działaniach WTA
Niedługo po odpadnięciu z rywalizacji w Madrycie 25-latka zdecydowała się na wstrząsające wyznanie za pośrednictwem Instagrama. W trzech osobnych wpisach opublikowała bardzo długi post ws. wojny w Ukrainie i postawy WTA względem sportowców z Rosji. Wynika z niego, że jej manifestacje spotkały się z szykanami, także ze strony tenisowych władz.
"Byłam pod stałą presją. Wymagano ode mnie, abym - mimo braku jakiejkolwiek zasady dotyczącej depersonalizacji w wywiadach i wypowiedziach - przestała wymieniać zawodników z imienia i nazwiska, ponieważ moje wypowiedzi mogłyby im zaszkodzić. Zaczęto mi grozić karami finansowymi sięgającymi dziesiątek tysięcy dolarów oraz dyskwalifikacją. Moje turnieje (przed meczami, w trakcie ich trwania, po ich zakończeniu) były naznaczone ciągłymi rozmowami z przedstawicielami WTA, którzy przychodzili, aby mnie 'uczyć', jak powinnam się wypowiadać - a właściwie, jak powinnam milczeć" zaczęła ukraińska tenisistka.
Wszystko, co teraz napisałam, naraża mnie na ryzyko. Najprawdopodobniej nie otrzymam odpowiedzi, dlaczego jestem karana za mówienie prawdy - że są zawodnicy, którzy uczestniczą w rosyjskiej propagandzie, biorą udział w propagandowych turniejach, przyjmują „krwawe pieniądze” i normalizują wojnę dla zwykłych Rosjan - którzy następnie idą zabijać niewinnych ludzi w Ukrainie - a mimo to nadal grają bez żadnych konsekwencji.
Ukrainka wyraziła potężne rozczarowanie działaniami władz tenisowych. Te wymagały od niej powstrzymania się od kontrowersyjnych wypowiedzi, gdyż to "traumatyzuje innych zawodników". Olijnykowa nie zamierza się jednak podporządkowywać.
"Liczę na świadomość i wsparcie tych, którzy mnie słyszą - fanów i środowiska tenisowego - ponieważ nie mam nikogo innego, na kim mogłabym polegać. Ci, którzy powinni mnie chronić - i tak, mam na myśli WTA - przez ostatnie dwa miesiące wyrządzili mi ogromną krzywdę psychiczną, a teraz próbuję się z tego podnieść [...] Ale wciąż tu jestem. I będę mówić. Nie zgodzę się na zmuszenie mnie do milczenia. Wiem, że bez względu na to, kto próbuje mnie przekonać do czegoś innego, ludzka solidarność mnie ochroni" - zakończyła ukraińska tenisistka.
Czy wpis 25-latki spotka się z reakcją ze strony władz WTA? Z jej oświadczenia wynika, że to bardzo prawdopodobny scenariusz.














