Reklama

Reklama

Turniej WTA w Rzymie. Iga Świątek: Zwykle w takiej sytuacji się poddawałam

Iga Świątek potrzebowała blisko trzech godzin, aby wygrać z Czeszką Barborą Krejcikovą 3:6, 7:6 (7-5), 7:5 w 1/8 finału tenisowego turnieju w Rzymie. "Zwykle w takiej sytuacji się poddawałam" - przyznała Polka, która w drugim secie obroniła dwa meczbole.

Spotkanie z Krejcikovą, którą pewnie pokonała w marcu na twardych kortach w Miami, od pierwszych piłek było wyrównane. Gra jednak była szarpana, obie zawodniczki popełniały sporo błędów, choć więcej ofensywnie nastawiona podopieczna trenera Piotra Sierzputowskiego.

W efekcie 25-letnia Czeszka wygrała pierwszego seta i także na początku drugiego przejęła inicjatywę. Sześć lat młodsza Świątek nie prezentowała charakterystycznej dla siebie energii, ale potrafiła zachować spokój. Grała wręcz z kamienną twarzą, nawet po udanych zagraniach nie okazywała radości. Tak dotrwała do tie-breaka, choć w 12. gemie musiała bronić dwóch meczboli.

Reklama

"Zwykle w takich sytuacjach byłam typem osoby, która poddawała się psychicznie. Dzisiaj, mimo że nie czułam się idealnie na korcie, poradziłam sobie ze wszystkim i zaczęłam zdobywać punkty" - powiedziała Świątek, cytowana przez stronę internetową WTA.

W tie-breaku Polka pokazała przebłyski wielkiego talentu, posłała pierwszego w meczu asa serwisowego i wyszła na 4-2, ale wtedy trzy punkty z rzędu zdobyła rywalka. Przy prowadzeniu Świątek 6-5 Czeszka popełniła błąd i po prawie dwóch godzinach gry okazało się, że o wszystkim rozstrzygnie trzecia partia.

W ostatnim secie rywalizacja długo przebiegała zgodnie z regułą własnego serwisu, choć Polka była w tarapatach w siódmym gemie. W końcówce jakby poczuła się pewniej i udanymi dropshotami doprowadzała Czeszkę do frustracji. Decydujący okazał się 12. gem, którego Świątek wygrała przy podaniu przeciwniczki.

"Miałam dużo zabawy przy dropshotach, bo dziś naprawdę dobrze je czułam. Zapytałam siebie, jakie zagrania w takiej sytuacji najbardziej by mnie irytowały i dlatego zaczęłam je stosować. Rok temu nawet bym nie wpadła na takie rozwiązanie, więc to dla mnie duży postęp" - przyznała Świątek

"Czułam mnóstwo emocji, nie sposób było ich nie czuć. Starałam się znaleźć sposób na wygraną i jednocześnie nie popadać w złość. Jestem naprawdę bardzo szczęśliwa, że byłam w stanie odwrócić wynik" - podkreśliła.

W kolejnej rundzie Świątek zmierzy się ze zwyciężczynią pojedynku między rozstawioną z numerem piątym Ukrainką Jeliną Switoliną a Hiszpanką Garbine Muguruzą (nr 12.).

Wcześniej w stolicy Italii polska tenisistka wyeliminowała Amerykanki Alison Riske, wskutek kreczu rywalki, i Madison Kyes, którą w środę pokonała 7:5, 6:1.

Niezależnie od dalszych wyników, Świątek w poniedziałek awansuje co najmniej na najwyższe w karierze 14. miejsce w światowym rankingu.




Dowiedz się więcej na temat: Iga Świątek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje