Reklama

Reklama

Turniej WTA w Katowicach nie dojdzie do skutku. Brak sponsorów

Turniej tenisistek, który w dniach 8-14 kwietnia 2013 roku miał zostać rozegrany w katowickim Spodku, zniknął z kalendarza WTA Tour. Pomysłodawcy imprezy, w której pula nagród miała wynieść 220 tysięcy dolarów, nie zdołali znaleźć sponsorów.

Turniej miał być rozgrywany równolegle z innym tej samej rangi na kortach ziemnych w Barcelonie, który pozostał w przyszłorocznym terminarzu opublikowanym przez władze kobiecego tenisa.

Katowicka impreza już w listopadzie pojawiła się w oficjalnym kalendarzu. Zastąpiła w nim Kopenhagę za sprawą decyzji posiadacza licencji Piotra Woźniackiego, ojca byłej liderki rankingu WTA - Caroline.

W 2010 roku kupił on prawa do organizacji imprezy najniższej rangi w cyklu. Przez trzy sezony odbywała się w Danii, gdzie urodziła się jego córka (w Odense) i której paszport posiada. Caroline wygrała dwie pierwsze edycje, a w tym roku przegrała w finale z inną tenisistką o polskich korzeniach Angelique Kerber.

Reklama

Woźniacki, niezadowolony z małego zainteresowania sponsorów i mediów w tym kraju, podjął kroki w celu przeniesienia zawodów do Polski. Porozumiał się w tej kwestii z władzami Katowic, które zamierzały przeznaczyć kwotę do czterystu tysięcy złotych na przygotowanie turnieju.

Podpisano list intencyjny w tej sprawie, a delegaci techniczni WTA Tour odwiedzili Spodek. Przymierzano się do negocjacji na temat transmisji z Telewizją Polską S.A., a także gorączkowo poszukiwano dodatkowych sponsorów.

Rozpoczęło się też przekonywanie tenisistek ze światowej czołówki do przyjazdu do stolicy Górnego Śląska, jednak jak dotychczas jedynym pewnym nazwiskiem była Caroline Wozniacki. Poważny cios pomysłodawcy otrzymali pod koniec listopada, gdy okazało się, że w imprezie na pewno nie wystąpi Agnieszka Radwańska, obecnie numer cztery w rankingu WTA Tour.

Zgodnie z restrykcyjnym regulaminem obowiązującym zawodniczki z Top 10, muszą w następnym sezonie startować tylko w obowiązkowych turniejach, czyli najwyższej rangi (Wielki Szlem, WTA Championships i WTA Premier I) oraz z pulami nagród przekraczającymi milion dolarów. Poza tym w każdym półroczu tylko raz wolno im wystąpić w imprezie WTA Tour International Series, w której na nagrody przeznacza się sumę 220 tysięcy dolarów.

23-letnia krakowianka już wcześniej doszła do porozumienia z organizatorami turnieju w Auckland, który rozpocznie się w najbliższy poniedziałek. Będzie tam najwyżej rozstawiona, ale jej występ w Nowej Zelandii przekreślił faktycznie jej szanse na grę w Katowicach.

Co prawda, w wyjątkowych przypadkach na odstępstwo od tej reguły może wyrazić zgodę Rada Zawodniczek, w której skład wchodzą obecnie Amerykanka Serena Williams, Australijka Samantha Stosur, Włoszka Francesca Schiavone i Wozniacki. Ta jednak głosowała przeciw stosunkiem 3-1 (za była tylko Dunka).

Ta decyzja oznaczała, że z czołowych polskich tenisistek w Katowicach mogłaby wystąpić młodsza z sióstr Radwańskich - Urszula, aktualnie 31. w rankingu.

Brak Agnieszki, tegorocznej finalistki wielkoszlemowego Wimbledonu, sprawił, że inicjatywa powrotu turnieju WTA do Polski nie znalazła uznania w oczach potencjalnych sponsorów.

Jeszcze niedawno w kraju rozgrywano dwie imprezy z tego cyklu: w latach 1998-2004 sopocki Orange Prokom Open oraz warszawski J&S Cup (początkowo Warsaw Cup by Heros) w latach 1995-2007, którego kontynuacją był Polsat Warsaw Open w latach 2009-10.

W 2009 roku starsza z sióstr Radwańskich w ostatniej chwili zrezygnowała z występu w Warszawie, przedstawiając zaświadczenie lekarskie o urazie barku. Jej ojciec i trener Robert Piotr Radwański przyznał wówczas publicznie, że wpływ na tę decyzję miał fakt, iż dyrektor turnieju Stefan Makarczyk nie chciał jego córce wypłacić tzw. startowego, które otrzymało kilka innych uczestniczek.

Zamieszanie medialne wokół tego tematu i odmowa gry krakowianki również w kolejnej edycji doprowadziły do upadku tej imprezy.

Tomasz Dobiecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje