Reklama

Reklama

Turniej ATP w Delray Beach. Hurkacz: Udowodnić wartość w Melbourne

Hubert Hurkacz wygrywając turniej w Delray Beach na Florydzie zdobył drugi indywidualny tytuł ATP. Teraz czeka go przeprowadzka do Australii na pierwszą w roku odsłonę Wielkiego Szlema. "Chcę w Melbourne udowodnić swoją wartość" - powiedział PAP niespełna 24-letni tenisista.

Świetny początek sezonu, świetny turniej, pewne zwycięstwo. W sumie spędził pan na korcie niewiele ponad pięć godzin. Czy nie za łatwo poszło? 

Reklama

 - Przede wszystkim cieszy mnie, że udało się tu wygrać bez straty seta, bo nigdy wcześniej nie miałem takiego osiągnięcia. Wiem, że w drabince nie miałem żadnego gracza z czołowej setki, ale przecież musiałem wyjść na kort i udowodnić swoją przewagę. Łatwo jednak nie było, bo każdy przeciwnik walczył i dawał z siebie wszystko. A same wyniki meczów mogą być złudne, bo chociażby półfinał ze świetnie serwującym Christianem Harrisonem był naprawdę ciężką przeprawą. Wszystko się jednak skończyło po mojej myśli i to mnie bardzo cieszy. 

W finale z Sebastianem Kordą wygrał pan 6-3, 6-3, ale w pierwszym secie było 1-3. Rywal mówił później, że to była zasługa dobrego planu, nad którym pracował m.in. z Andre Agassim. Poza tym wspólnie trenowaliście kilka dni temu. Pan też miał pewnie własne spostrzeżenia... 

 - Wiedziałem, że muszę być agresywny, bo Sebastian będzie usiłował przejąć inicjatywę od początku i tak było. Musiałem też uważać na jego backhand, bo jest naprawdę fantastyczny. Przez moment - podczas naszych wymian - wydawało mi się, że gram z lustrem. Początek mi nie wyszedł, ale na szczęście szybko odrobiłem stratę przełamania. A potem wygrałem pięć kolejnych gemów i w efekcie całego seta. 

Taki rozwój sytuacji musiał wpłynąć deprymująco na debiutującego w finale turnieju ATP Kordę. Przewaga psychiczna była po pana stronie. Tak pan do tego podchodził? 

- Niekoniecznie. Skupiałem się bardziej na tym, aby jeszcze lepiej wykonywać moje zadania. Chodziło o to, aby pójść za ciosem i nie dać rywalowi wrócić do gry.

Amerykanin skrzydeł już w tym meczu nie rozwinął, bo w drugim secie zmagał się najpierw z kontuzją, a potem z frustracją, co objawiało się m.in. psuciem serwisu i niewymuszonymi błędami. On chyba bardziej walczył ze sobą niż z panem? 

 - Wbrew pozorom czasem trudniej gra się z zawodnikiem, który zgłasza uraz i korzysta z pomocy lekarza. Wiedziałem, że nie mogę odpuścić, bo Korda dysponuje dobrym serwisem i mógł mnie także zaskoczyć świetnymi uderzeniami z głębi kortu. Nie chciałem wdawać się w łatwe wymiany. Zamiast tego próbowałem grać szeroko i zmusić go do biegania, z czym miał coraz większe problemy.

Dowiedz się więcej na temat: Hubert Hurkacz | tenis

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje