Reklama

Reklama

Turniej ATP Miami. Hubert Hurkacz czy Stefanos Tsitsipas? Dawid Olejniczak: Spodziewam się dobrego meczu i...

- Po tym poznaje się wielkich mistrzów takich jak Federer, Nadal, Djoković że w najważniejszych momentach grają najlepiej. I w Miami tak gra Hubert – mówi Dawid Olejniczak, były tenisista, komentator stacji Polsat Sport o postawie Huberta Hurkacza w turnieju ATP Masters 1000 Miami Open. Dziś Polak gra w ćwierćfinale ze Stefanosem Tsitsipasem. Początek spotkania o godz. 19.00. Transmisja w Polsacie Sport Extra.

Olgierd Kwiatkowski, Interia: Zaskoczył pana Hubert Hurkacz swoją postawą w Miami Open?

Dawid Olejniczak, były zawodowy tenisista, komentator tenisa w stacji Polsat Sport: Na tym poziomie zdarzają się lepsze i gorsze turniejowe momenty. Hubert bardzo dobrze się czuje na Florydzie. Spędza tam dużo czasu między turniejami. To jest jego drugi dom. W Miami Open zaskoczył mnie jak rozgrywał końcówki meczów z Denisem Shapovalovem i Miloszem Raoniciem. Do tej pory w spotkaniach z zawodnikami wyżej notowanymi nie wytrzymywał finiszu, a tu - wprost przeciwnie - jest wtedy lepszy od rywali.

Reklama

Czy to znaczy, że Hubert Hurkacz dojrzał, poprawił się mentalnie? W Miami wygrał trzy tie-breaki.

- Na pewno zdobywa doświadczenie z każdym turniejem. W tie-breakach czasami jedna albo dwie piłki decydują o tym, że szala zwycięstwa przechyli się w tę albo w tamtą stronę. Szczęście jest teraz po stronie Huberta. Ale warto zauważyć, że na tym poziomie nie wygrywa się 6:2, 6:2. Mecze są bardzo wyrównane. Po tym poznaje się wielkich mistrzów takich jak Federer, Nadal, Djoković że w najważniejszych momentach grają najlepiej. I w Miami tak gra Hubert.

Zauważył pan podczas transmisji spotkania z Raoniciem, że Polak miał więcej asów niż Kanadyjczyk. Raonić przecież słynie z tego, że czasami wygrywa mecze swoimi serwisami.

- Serwis to uderzenie, które bardzo pomaga Hubertowi w tym turnieju. Miał 12 asów z Denisem Kudlą z Raoniciem - 14. Samo to, że miał więcej o dwa asy niż Raonić jest warte podkreślenia i trzeba to docenić.

Jest szansa, że Hurkacz wygra ze Stefanosem Tsitsipasem?

- Bilans jest korzystny dla Greka, ale ostatnie pięć meczów grali na pełnym dystansie, to były mecze trzysetowe. Rywalizacja między nimi jest bardzo wyrównana, "bliska", ale w tej chwili odrobinę lepszy jest Tsitsipas. On jest faworytem. Spodziewam się dobrego meczu i jednak zwycięstwa Hurkacza.

Patrząc tak w perspektywie całego sezonu, czy Huberta stać na to, by awansować do pierwszej 20-tki rankingu ATP?

- Nie lubię typowań, które dotyczą aż tak długiego czasu. Trzeba pamiętać, że nadal obowiązuje zamrożony ranking, który nie jest do końca sprawiedliwy. Trudno przewidzieć jak się rozwinie dalej sytuacja, czy nie zmienione zostaną zasady? Jeżeli Hubert będzie 30. na koniec sezonu to uważam, że to dobry wynik jak na zawodnika, który jest na początku zawodowej kariery. Na tym poziomie rankingowym, czyli koło 30-tego miejsca awans o dwie, trzy pozycje jest bardzo trudny. Różnice punktowe są na tyle duże, że nie możemy oczekiwać, że Hubert będzie szybko poprawiał ranking. Teraz niech się ustabilizuje, gra powtarzalnie, a to zapewni mu dobre miejsce w ATP.

Turniej ATP Miami Open jest niezwykle ciekawy z tego powodu, że brakuje zawodników "Wielkiej trójki" Djokovicia, Federera, Nadala. Kto w takim razie jest faworytem?

- Pomyślałem sobie o tym, kiedy poznaliśmy wszystkich ćwierćfinalistów. Niesamowity jest Andriej Rublow, jest mocny Stefanos Tsitsipas. Bardzo mi się podoba gra Sebastiaan Kordy, syna Petra. No cóż... Jeżeli brakuje "Wielkiej trójki" to sytuacja zaczyna przypominać tę z kobiecego tenisa. Wszystko może się zdarzyć. To taki turniej w którym może dojść do niespodzianki. Chcielibyśmy, żeby tą niespodzianką był triumf Huberta Hurkacza.

To dobrze, czy źle dla tenisa, że nie gra w tej rangi turnieju Djoković, Federer, Nadal, przynajmniej ktokolwiek z nich?

- I dobrze i źle. Dobrze, bo dzieje się coś nowego. Nowe postaci przebijają się do mainstreamu. Źle, bo wielka trójka na tyle podniosła poziom tenisa, że jak odejdą, a powoli prędzej czy później to nastąpi, tenis to odczuje. Będzie tak jak w piłce nożnej gdy kariery zakończą Messi i Cristiano Ronaldo. Djoković jeszcze parę lat pogra, ale wydaje się, że dni Federera i Nadala są policzone.

Rozmawiał Olgierd Kwiatkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje