Trzysetowy bój Fręch w Rzymie. Było już 0:6, przełamanie na wagę awansu
Magdaleny Fręch i Linette rozpoczęły w środowy poranek rywalizację w turnieju WTA w Rzymie. Dla pierwszej z nich starcie z Alexandrą Ealą rozpoczęło się wręcz koszmarnie. Zawodniczka z Filipin, która w swoim CV ma sensacyjne pokonanie Igi Świątek przed rokiem w Miami, teraz dała prawdziwy pokaz mocy. W pierwszym secie, który trwał zaledwie 29 minut, Polka została przełamana trzykrotnie i przegrała do zera. Całe spotkanie Eala wygrała 6:0, 3:6, 6:4.

Rywalizacja w pierwszej rundzie rzymskiego turnieju rozpoczęła się dla Polki od przełamania na korzyść rywalki. Pomimo tego, że Fręch prowadziła już 40:15, kolejne piłki padły łupem zawodniczki z Filipin. Ze stanu 1-0, szybko przeszliśmy do 2-0 dla Eali. Fręch w kluczowym momencie nie potrafiła zmieścić piłki w korcie, zdobywając jedynie dwa punkty w gemie.
To był jednak dopiero początek kłopotów polskiej tenisistki, który niestety przerodził się w prawdziwą katastrofę. Alexandra Eala wykorzystywała kolejne błędy Magdaleny Fręch, wygrywając kolejne gemy. Ostatecznie Polka została przełamana w pierwszej partii aż trzykrotnie, przegrywając seta do zera w 29 minut.
Przerwa po pierwszej partii bardzo dobrze jednak wpłynęła na naszą zawodniczkę, która odmieniona przystąpiła do kolejnego seta. W pierwszym gemie obroniła swoje podanie - po raz pierwszy w tym meczu - oddając rywalce tylko jeden punkt. Chwilę później przełamała także Filipinkę. Chociaż prowadziła już 40:0, to rywalka była jeszcze w stanie zdobyć dwa punkty. Na więcej jednak nie było jej już stać.
Magdalena Fręch poczuła, że Filipinka nie prezentuje już tak wysokiej formy, jak jeszcze w pierwszym secie, co szybko wykorzystała i w kolejnym gemie znów utrzymała swoje podanie - prowadząc już 3:0.
W piątym gemie, przy stanie 3:1, Fręch popisała się spokojem, doprowadzając do równowagi ze stanu 0:40 i trzech breakpointach dla rywalki. Ostatecznie Eala, która zaczęła się przebudzać, przełamała po raz kolejny Polkę w tym starciu i zbliżyła się na 2:3.
Tutaj Polka znów błysnęła spokojem i w kolejnej partii znów triumfowała, przełamując Filipinkę do zera. Łodzianka była blisko tego, aby zamknąć drugą partię już chwilę później, ale nie była w stanie wykorzystać żadnej z dwóch piłek setowych, a tym samym przełamać rywalkę po raz kolejny. Wyrównanie statu meczu przyszło jednak już w kolejnej wymianie. Fręch oddał rywalce tylko jeden punkt, zamykając drugiego seta 6:3.
Magdalena Fręch od razu poszła za ciosem na początku trzeciej partii i od razu przełamała rywalkę, która była w stanie wygrać tylko jedną piłkę. Zdecydowanie większy spokój Polki, niż na początku meczu, zaczął iść z parze z większą ilością błędów rywalki, która w kluczowych momentach zaczęła popełniać niewymuszone błędy. Po uderzeniu w siatkę prowadzenie Fręch wzrosło do dwóch gemów.
Filipinka zdawała sobie jednak sprawę z tego, że nie ma już miejsca na błędy i każda piłka była dla niej na wagę złota. W kolejnych gemach zawodniczki utrzymywały swoje podanie, dzięki czemu Eala trzymała się blisko Polki. Na nieszczęście dla Fręch, sytuacja skomplikowała się po szóstym gemie i kolejnym przełamaniu, po którym Eala doprowadziła do stanu 3:3. Chwilę później Polka nie potrafiła utrzymać nerwów na wodzy, wyrzucając piłkę poza kort w klucozwym momencie, przegrywając kolejnego gema.
Przełomowy okazał się dziewiąty gem, w którym obie zawodniczki miały swoje szanse, aby przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Ostatecznie, po 15 piłkach, Eala utrzymała swoje podanie i brakowało jej tylko przełamania do awansu. I tak się stało, niestety dla Polki. Całe spotkanie Eala wygrała 6:0, 3:6, 6:4 i to ona zagra z Wang Xinyu w kolejnej rundzie.















