Trzysetowa batalia Kawy z turniejową "10" na WTA 1000. Pogoń Polki od 1:4
Trzy Polki są pewne gry w głównej części WTA Madryt, Iga Świątek zacznie rywalizację pod koniec tygodnia, Magdalena Fręch i Magda Linette - w środę lub czwartek. Trzy kolejne reprezentantki naszego kraju mogły jeszcze wystąpić w kwalifikacjach, na ten krok zdecydowała się jednak tylko jedna. Mowa o Katarzynie Kawie, która już na wstępie zmagań na Caja Magica musiała rywalizować z będącą w TOP 100 rankingu Czeszką Nikolą Bartůňkovą. Polka wygrała drugiego seta, w trzecim ruszyła w pogoń za rywalkę przy stanie 1:4.

Tydzień temu Katarzyna Kawa rywalizowała w Oeiras - wysoko przegrała z Simoną Waltert (1:6, 1:6), a przecież kilka dni później Szwajcarkę rozbiła Maja Chwalińska, oddając jej zaledwie jednego gema. Teraz też doświadczona zawodniczka z Krynicy Zdroju mogła walczyć o punkty w Portugalii - zwłaszcza że kolejny turniej w Oeiras ma słabszą obsadę.
Wybrała jednak inną drogę - próbę kwalifikacji do WTA 1000 w Madrycie. W głównej drabince miejsce mają już Iga Świątek, Magdalena Fręch i Magda Linette. Aby do nich dołączyć, musiałaby wygrać na Caja Magica dwa spotkania w fazie wstępnej. Podobną próbę podjęła zeszłej jesieni w Pekinie, wtedy się nie udało.
Reprezentantka Polski w żadnym ze spotkań w Madrycie nie byłaby faworytką - to wynika z jej rankingu. Dziś na korcie numer 6 zmierzyła się z Nikolą Bartůňkovą - jedną z wielu utalentowanych młodych Czeszek w tourze. Zawodniczką już z TOP 100 rankingu WTA, mającą miejsce w głównej fazie zbliżającego się French Open.
Trzy lata temu Nikola dotarła do finału juniorskiego Wimbledonu w singlu, później jednak musiała pogodzić się z półrocznym zawieszeniem przez ITIA za nieświadome zażycie zanieczyszczonej substancji. Chodziło o trimetazydynę, ten sam specyfik co u Igi Świątek. Tyle że nie zdołała tak szybko jak Polka odnaleźć wadliwego specyfiku.
Gdy wróciła na kort, momentalnie zaczęła się piąć w rankingu. We wrześniu zeszłego roku zagrała w półfinale WTA 500 w Guadalajarze, pokonała w 1/4 Magdalenę Fręch. W Melbourne przeszła kwalifikacje AO, później ograła Darię Kasatkinę i Belindę Bencic.
Gdzie tu więc szukać szansy Kawy? 20-latka gorzej spisuje się na mączce, niedawno w Madrycie przegrała z Hiszpanką Ane Mintegi Del Olmo, zawodniczką z końca trzeciej setki WTA.
WTA 1000 w Madrycie. Katarzyna Kawa kontra Nikola Bartunkova na Caja Magica. Stawką finał kwalifikacji
Polka znakomicie zaczęła to spotkanie - szybko wygrała swojego gema serwisowego, za moment równie gładko wywalczyła przełamanie. Czeszka momentalnie sama wywalczyła breaka, return zaczął uzyskiwać przewagę nad serwisem. Za chwilę Kawa znów miała w dorobku przełamanie, przy break poincie i drugim serwisie rywalki zagrała agresywnie, Bartunkova odpowiedziała uderzeniem w aut. Co z tego, skoro za chwilę Katarzyna przegrywała we własnym gemie 0-40. Dwie kolejne akcje wygrała, w trzeciej jednak, choć wyszła z bardzo trudnej sytuacji w defensywie, nie zdecydowała się na mocniejszy atak.

Za chwilę było więc 3:3, a już te pierwsze fragmenty pokazały, że aby myśleć o zwycięstwie, zawodniczka BKT Advantage Bielsko-Biała nie może grać zachowawczo. 20-latka z Pragi uderzała nie dość, że mocno, to jeszcze nie bała się atakować smeczami.
Kluczowy był dziewiąty gem w tym secie. Kawa prowadziła w nim 30-15, popełniła podwójny błąd. Za moment Czeszka uzyskała break point, mimo dość rozpaczliwego returnu. Polka chciała skończyć akcję mocnym forhendem, trafiła w korytarz deblowy. A gdy za moment zagrała w siatkę, Czeszka pierwsza raz w tym secie prowadziła. I przy stanie 5:4 serwowała po całą partię.
Wygrała ją po 40 minutach 6:4, Kawa grała za nerwowo, czego kolejnym dowodem był ostatni return.
Polka znalazła się więc w trudnej sytuacji - przegrana w drugim secie dałaby już jej wolny tydzień, a na kolejny zaplanowała występ w WTA 125 w chińskim Huzhou.
Znów świetnie zaczęła seta - jak w tym pierwszym wygrała dwa gemy. W kolejnym zaś - przy 30-15 - centymetry decydowały o tym, że zamiast 40-15 zrobiło się 30-30. A później Bartůňková dorzuciła dwa kolejne punkty, po autach Polki.

Czeszka wyrównała na 2:2, zapowiadało się na powtórkę z rozrywki. Tymczasem do niej nie doszło, bo Kawa przetrwała trudniejsze chwile w szóstym gemie. A później, już z większym luzem, solidnie zapracowała na efektowne 6:2.
Decydowała więc trzecia partia, znów Kawa wygrałą gema otwarcia, ale później do lepszej dyspozycji wróciła jej rywalka. Cztery kolejne gemy padły łupem Czeszki, Polka podjęła jeszcze próbę powrotu od stanu 1:4. Wygrała dwie kolejne partie, przy stanie 3:4 i 30-30 zapunktowała Bartůňková. Za moment Czeszka musiała korzystać z drugiego serwisu, Polka świetnie odpowiedziała returnem, ale sędzia przerwał grę. A wszystko przez "błąd systemu" - jak wyjaśnił. Automatyczny okrzyk wywołujący aut mógł bowiem wpłynąć na zawodniczki.
Rozstawiona z "10" w eliminacjach Bartůňková dołożyła kolejny punkt, a później jeszcze i gema. Wygrała 6:4, 2:6, 6:3 - po 117 minutach zameldowała się w finale kwalifikacji.
















