Turniej WTA w Warszawie to obecnie największa tenisowa impreza w naszym kraju w zmaganiach kobiet - jeszcze trzy lata temu impreza na Legii miała rangę 250, była w głównym cyklu rozgrywek, jej wyniki liczyły się do rankingu Race. Tyle że bez występów Igi Świątek, która przecież na Legii triumfowała w 2023 roku, ciężko było zapełnić trybuny. A jakie to ma znaczenie finansowe, ogólnie wiadomo.
Teraz to więc zawody rangi 125 - za to będące szansą dla Polek z drugiej, trzeciej czy nawet czwartej setki rankingu, by pokazać się przed polską publicznością. A nawet osiągnąć coś więcej, o czym przekonała właśnie Weronika Falkowska.
26-letnia tenisistka jeszcze na przełomie 2022 i 2023 roku mogła liczyć na to, że pójdzie w ślad Mai Chwalińskiej, które wtedy przebijała się do Wielkich Szlemów. Była 240. na świecie, z dobrej strony pokazała się w BJK Cup w Astanie, grając z Jeleną Rybakiną. A później przyszła zapaść i wielki spadek.
Niedawno coś się jednak w grze Falkowskiej ruszyło. Trzy tygodnie temu w ostatniej chwili ruszyła do Stambułu, zwolniło się miejsce w kwalifikacjach imprezy rangi 125. Wygrała dwa spotkania, później jedno w głównej drabince. I odpadła w starciu o 1/4 finału z 98. w rankingu Hanne Vandewinkel. Za to po trzysetowym boju.
A teraz w Warszawie dostała dziką kartę. I pokazała, jak takie okazje trzeba wykorzystywać. Znów jest blisko TOP 300 na świecie.
WTA Warszawa. Weronika Falkowska kontra Noma Noha Akugue. Mecz o 1/4 finału
Po porażkach Kawy i Kubki nastroje w Warszawie nie były najlepsze, to jednak mecze Polek zwiększają zainteresowanie. A trudno było się spodziewać, by Falkowska mogła ograć Niemkę, byłą finalistkę WTA 250 z Hamburga z 2023 roku. Noma Noha Akugue została rozstawiona z "7".
Niemka wygrała pierwszego seta 6:3, dwukrotnie przełamała Polkę pod koniec pierwszej partii. A w drugiej dokonała tego już w gemie otwarcia, co ustawiło sytuację. Falkowska walczyła, szukała swoich szans, ale... nie otrzymała ani jednej. Do stanu 4:5 nie miała ani jednej okazji na przełamanie. A wtedy Niemka serwowała już po awans. Mało tego, chwilę wcześniej miała pierwszą piłkę meczową, ale na returnie.

Drugą uzyskała już przy własnym serwisie - i też ją zmarnowała. Falkowska za chwilę uzyskała pierwszą szansę na przełamanie, była za to skuteczna. Polka uzyskała z kolei setbola w dwunastym gemie. Decydował ostatecznie tie-break.
W nim Niemka dostała... trzecią szansę! Przy stanie 6-7, patrząc z perspektywy Falkowskiej, które serwowała. Polka wygrała trzy kolejne akcje, wyrównała stan meczu.
Decydował trzeci set, w nim Noha Akugue odskoczyła na 3:0. I to jednak jej nie wystarczyło. Falkowska wygrała ten mecz 3:6, 7:6 (6), 7:5 - na korcie spędziły trzy godziny, bez trzech minut.
Dla Polki to pierwszy ćwierćfinał w zawodach WTA 125 od grudnia 2022 roku. I jest o jedno starcie od powrotu do TOP 300 na świecie.
O półfinał zagra z Amerykanką Carol Lee.














