Reklama

Reklama

Trener Igi Świątek Piotr Sierzputowski: Spełnienie wszystkich oczekiwań wobec Igi będzie niemożliwe

- Nie powiedziałbym, że to jest eksplozja talentu Igi. Nie oczekiwałbym też takich wyników cały czas, bo w tenisie głównie się przegrywa. To jest normalne, z tym się trzeba pogodzić. Zdaję sobie sprawę, że czeka nas teraz ciężka praca i zaciskanie pasa oraz trenowanie. Wiem, że sprostanie wszystkim oczekiwaniom, które się wobec Igi teraz pojawiły, nie będzie prostym zadaniem. Spełnienie ich wszystkich uważam wręcz za niemożliwe. Dlatego też nie będziemy za tym gonić - mówi w obszernym wywiadzie z Interią trener Igi Świątek Piotr Sierzputowski.

Panie trenerze, domyślam się, że bardzo wyczekiwał pan już chyba na zasłużony urlop po sezonie.

- Tak. Za mną kilka dni urlopu, to na razie był taki przedsmak, a teraz właśnie udaję się na dłuższy odpoczynek. Chcę odpocząć i zresetować głowę, żeby się już powoli przygotowywać do kolejnego sezonu. A przygotowania ruszają już w następną niedzielę.

Po zakończonym Rolandzie Garrosie, pan i Iga Świątek nie mieliście chyba praktycznie czasu na nic. Obowiązki wobec sponsorów, spotkanie medialne...

- Dokładnie tak. Zresztą i tak musieliśmy wszystko ograniczyć do absolutnego minimum, także ze względu na całą sytuację, która obecnie jest na świecie. Wydaje się mi jednak, że zrobiliśmy to całkiem z klasą. Nie odmawialiśmy niegrzecznie, zrobiliśmy co trzeba było. Mam nadzieję, że teraz już wszystko trochę się uspokoi. Mieliśmy wizytę m.in. u naszego sponsora w Austrii. W normalnych warunkach wszystko byłoby bardzo przyjemne, natomiast w tej wyjątkowej sytuacji odczuwaliśmy już nawet nie tyle fizyczne, co psychiczne zmęczenie. Myślę, że Iga też była bardzo zmęczona psychicznie, głowa potrzebowała już resetu. Jesteśmy na pewno bardzo wdzięczni, natomiast oczy się nam już same zamykały.

Reklama

Pana podopieczna jest już na wakacjach?

- Tak, Iga odpoczywa już od kilku dni. Teraz musimy trochę odpocząć także od siebie. Prawda jest taka, że spędzamy ze sobą niemal cały rok. W pewnym momencie musimy się rozdzielić. Każdy ma tam jakieś swoje ścieżki.

Cofnijmy się jeszcze na moment do French Open. W którym momencie uwierzył pan, że choćby półfinał będzie dla Igi realny?

- Tak naprawdę ja cały czas nie wybiegałem do przodu na więcej niż jedna runda. Po zwycięstwie nad Simoną Halep miałem takie przeczucie, że Iga może wygrywać naprawdę duże rzeczy. Nie nastawiałem się jednak, czy to będzie już teraz. Po prostu wiedziałem, że mam się do czego odnieść w pracy z nią w przyszłości, żeby pokazać jej, że potrafi i że potrafi grać na takim poziomie.

A jak wyglądał wieczór w waszym teamie po zwycięstwie w wielkim finale?

- Po zakończeniu tak dużego turnieju jest całe mnóstwo obowiązków. To się wydaje stosunkowo proste, ale nie do końca tak jest. Jest dużo obowiązków medialnych, trzeba wypełnić kilka papierków. Do hotelu wróciliśmy o 19, o 20 mieliśmy zarezerwowaną kolację w hotelu, w bardzo dobrej japońskiej restauracji. Tak wyglądało świętowanie naszego zwycięstwa. Wszyscy byli piekielnie zmęczeni, ale szczęśliwi.

Sukces Igi to składowa wielu czynników, czy bardziej trochę niespodziewana eksplozja talentu?

- Powiedziałbym w ten sposób, że Roland Garros przekroczył trochę nasze wszelkie oczekiwania. Tych czynników, które się na siebie nałożyły, jest bardzo dużo. Paradoksalnie, słabszy początek tego przedziwnego sezonu też się na to złożył. Gdyby nie to, jestem gotów się założyć, że takiego wyniku by nie było. Czy to jest eksplozja jej talentu? Nie powiedziałbym, że to jest eksplozja, nie oczekiwałbym też takich wyników cały czas, bo w tenisie głównie się przegrywa. To jest normalne, z tym się trzeba pogodzić.

- W całej karierze wielkich turniejów dużo się nie wygrywa. Zdaję sobie sprawę, że czeka nas teraz ciężka praca i zaciskanie pasa oraz trenowanie. Wiem, że sprostanie wszystkim oczekiwaniom, które się wobec Igi pojawiły, nie będzie prostym zadaniem. Spełnienie ich wszystkich uważam wręcz za niemożliwe. Dlatego też nie będziemy za tym gonić. Ważne w tym wszystkim jest to, żeby Iga sama przed sobą potrafiła powiedzieć: fajnie gram w tenisa.

Nad czym będziecie pracować w najbliższym czasie, żeby udoskonalać jej grę?

- Tak naprawdę nad wszystkim. Nic wielkiego nie zmieniamy, mamy plan, cały czas realizujemy małe założenia. W najbliższym czasie będziemy się głównie koncentrować na poruszaniu się na twardej nawierzchni. Cały czas mamy dużo do zrobienia w tej kwestii. To będzie tak naprawdę klucz w czekającym nas okresie przygotowawczym. Cała reszta, to drobne techniczne szczegóły.

Czy Iga jest gotowa na taki sukces, który osiągnęła lub pytając trochę inaczej, czy była gotowa?

- Na pewno nie była gotowa, ale była też poniekąd do tego przygotowywana. To nie jest tak, że została wrzucona na głęboką wodę. Już wcześniej rozmawialiśmy o tym, co by było, gdyby coś takiego się wydarzyło. Tak naprawdę nikt nie jest w tak młodym wieku przygotowany na taki sukces. Teraz jest jednak pytanie, jak Iga ten sukces przepracuje. Bardzo dobrze, że sama była chętna na wakacje, że nie trzeba było jej do tego namawiać. Rozumie, że trzeba odpocząć, że trzeba się zregenerować, żeby być gotowym na następne wyzwania.

- Prawda jest jednak taka, że ta najcięższa praca przyjdzie na pierwszych turniejach. Właśnie tam będziemy mieli może nie nazwałbym tego taką weryfikację, że musi pokazać, że potrafi wygrywać, ale będzie musiała pokazać jak przepracowała ten czas między sezonami.

Iga dała do zrozumienia, że póki co odpuszcza naukę i skupi się w całości na tenisie. Taka decyzja ostateczna już zapadła?

- Trochę jest to nacisk z mojej strony, trochę ze strony sztabu. Uprawianie sportu na najwyższym światowym poziomie wiąże się z tym, że to jest nawet więcej niż praca. To jest praca 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu. Ja oczywiście chciałbym, żeby Iga miała inne wyzwania nazwijmy to naukowe, żeby studiowała, uczyła się, edukowała pod różnymi względami, natomiast chciałbym, żeby najpierw ustabilizowany został tenis. Myślę, że to jest ten klucz.

- Iga zapowiedziała, że zrobi sobie prawdopodobnie rok, dwa lata przerwy od nauki. Marzy się mi jednak taka droga, że jeśli będzie już w czubie klasyfikacji najlepszych tenisistek, że kiedy będzie się tenisem świetnie bawić, kiedy nasz plan A, B i C będzie od deski do deski świetnie zrealizowany, to wręcz wypchnąłbym ją i namawiałbym do nauki. Jeśli tylko będzie na to znajdowała czas to jak najbardziej. Nauka to jest jednak coś zupełnie innego. Człowiek rozwija się w różnych kierunkach, a to też pozwala myśleć dużo bardziej kreatywnie.

Jest pan młodym, 28-letnim trenerem, skąd pan czerpie wzorce, na kim się wzoruje w swojej pracy. Już teraz doprowadził pan przecież swoją podopieczną do zwycięstwa we French Open?

- Powiedziałbym bardziej, że nie mam jakiegoś jednego wzoru. Obserwuję wielu trenerów, obserwuję jak pracują tenisistki. To jest część mojej pracy i myślę, że każdego trenera, niezależnie od doświadczenia i wieku. Tenis z roku na rok się zmienia. Trzeba się dostosowywać, dopasowywać, żeby nie być przewidywalnym. Nie mam jakiegoś wzoru do którego dążę, ale cały czas szukam, podglądam, czerpię inspirację, żeby mieć obraz jak to wszystko powinno wyglądać. Nie zawsze się to udaje, nie zawsze wszystko jest perfekcyjne, ale właśnie sztuką jest, żeby to było dobre dla zawodnika, niekoniecznie dla trenera.

Czy sztab Igi Świątek w najbliższym czasie się jakoś zmieni, zostanie powiększony?

- Nie. Uważam, że nasz sztab jest w tym momencie odpowiedni. Nie potrzebujemy nikogo więcej, ani nie potrzebujemy nikogo mniej. Team, który mamy, jest bardzo fajny. Mam nadzieję, że taki zostanie. Jesteśmy przed okresem przygotowawczym więc teraz pozostaje kwestia uzgodnień na nowy rok, bo tak to się w tenisie odbywa. W obecnych czasach nie za bardzo jest też możliwość, żeby kogoś jeszcze do sztabu dorzucać. Iga i tak pracuje z całą wielką machiną, która cały czas dookoła niej krąży.

- To nie jest tylko nasza czwórka łącznie z Igą. Nas jest dużo, dużo więcej. Każdy wykonuje ważną część swojej pracy. Jeśli chodzi o wyjazdy to niemożliwym jest powiększenie sztabu, a to co działa na miejscu jest dobre. Oczywiście będziemy się konsultować, będziemy szukać wiedzy. Dzięki temu, że Iga zrobiła taki sukces, to o tę wiedzę będzie łatwiej.

Miał pan w ostatnim czasie propozycje trenowania innych tenisistek, tenisistów? Czy prawdą jest, że otrzymał lukratywną ofertę prowadzenia jednej z dziewczyn bogatych rodziców za bardzo duże pieniądze.

- Tak, ta propozycja była jedną z wielu, które od czasu mojej pracy z Igą się pojawiają. To jest zazwyczaj tak, że jak ktoś widzi, że dany trener pracuje z takimi zawodniczkami jak Iga, to szuka sposobów, żeby takich trenerów do siebie ściągać. Zazwyczaj kuszą dużymi pieniędzmi, bo prawda jest taka, że nie mają innych argumentów, żeby przekonać do siebie. Przyznam, że w tej konkretnej sytuacji ja nawet nie doprowadziłem do rozmów o pieniądzach, a już w tamtym momencie propozycja finansowa była dosyć spora. W ogóle jednak nad tym nawet nie myślałem.

- Owszem, jest wielu ludzi z którymi chciałbym popracować, ale tutaj nawet nie chodzi o pieniądze, bo pracuję z Igą, chcę z nią pracować i to jest mój priorytet. To jest droga, którą wybrałem. Myślę, że opłaciło się do tej pory i myślę, że dalej też to będzie fajne wyzwanie, fajna praca i że fajne wyniki.

Ile takich propozycji w ostatnim czasie pan otrzymał?

- W ostatnim czasie wbrew pozorom nie miałem żadnych, przynajmniej w tym roku, natomiast były wcześniej. Wynik, który osiągnąłem z Igą, nie przełożył się na inne propozycje. Bardziej chodziło o pracę, którą wcześniej wykonywałem.

Jak będą wyglądać wasze przygotowania do nowego sezonu? Plan jest już gotowy?

- Tak naprawdę Iga choć przebywa na urlopie to już nawet teraz trenuje. Trener od przygotowania ogólnorozwojowego zaplanował jej pojedyncze krótkie treningi we własnym zakresie. Iga ma to przypilnować nawet na wakacjach, żeby podtrzymać formę, żeby nie gubić wszystkiego. Każdy tydzień odpoczynku, to są tak naprawdę później dwa tygodnie pracy.

- Wkrótce wyjeżdżamy na badania do Austrii, po badaniach pojedziemy do Nicei, gdzie mamy zobowiązania sponsorskie i kilka spraw do załatwienia. Jeżeli to wszystko uda się zrealizować, to wracamy na chwilę do Polski i będziemy szukać jakiegoś miejsca, gdzie można trenować na zewnątrz za granicą. Chodzi nam przede wszystkim o dobrą pogodę. Nie podjęliśmy jeszcze decyzji, czy to będzie Nicea, Dubaj, czy Doha. Tenis podąża za dobrą pogodą i my także musimy się przygotowywać w takich właśnie warunkach.

W grudniu wylatujecie już do Australii?

- Tak zakładamy, ale są wątpliwości, czy to się uda. Dyrektor pierwszego turnieju w którym chcemy wziąć udział zapowiedział właśnie, że póki co nie może dostać pozwolenia od tamtejszego rządu na to, żeby zawodnicy mogli być w kwarantannie i jednocześnie trenować na kortach nawet w tak zwanej bańce i przy zachowaniu odpowiednich zasad. Podejrzewam, że jest tam duży problem, jest dyskusja. Jeśli wszystko wypali, to już 15 grudnia musimy być w Australii.

Jak formalnie wygląda pana umowa z Igą Świątek?

- Powiem w ten sposób, że nie mamy umowy na jeden rok, ale zazwyczaj wygląda to tak, że w każdym teamie, przed okresem przygotowawczym trzeba usiąść i porozmawiać. Trzeba zaplanować następny rok, budżety i to nie tylko trenera prowadzącego, ale też innych trenerów. Trzeba wszystko dopasować do siebie. Zazwyczaj wygląda to tak, że się podpisuje kontrakty roczne i umowy funkcjonują w okresach sezonowych. Jeżeli zawodnik chce zmienić trenera w ciągu roku, to na pewno jest to wtedy większe wyzwanie.

Na koniec chciałem zapytać o sprawę sądową, która teraz się toczy wokół Igi, a konkretnie o sposób zakończenia współpracy z Warsaw Sports Group. Czy rozmawiał pan z Igą na ten temat, czy to może jakoś negatywnie na nią wkrótce wpłynąć?

- Ta sprawa toczy się już od ubiegłego roku, więc to nie jest tak, że to jest świeża rzecz. Liczę, że zostanie jednak szybko załatwiona z obu stron. Wiem, że jest chęć, żeby to zrobić. Oczywiście każdy ma inną wizję świata idealnego, ale mam nadzieję, że zainteresowani spotkają się w środku drogi i się dogadają. Co do samej Igi, to nie wpływało to na nią do tej pory. Trzeba jednak wiedzieć, że nie ma rzeczy, które nie mają wpływu, czy to na zawodnika, czy w ogóle na jakiegokolwiek człowieka na co dzień, jeżeli jakieś sprawy toczą się wokół tej osoby. Do tej pory Iga potrafiła jednak to wszystko świetnie wyizolować i ta sprawa nie miała wpływu na jakość jej gry.

Rozmawiał Zbigniew Czyż

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL